Jan Biel Jan Biel
450
BLOG

Uniki redaktora Leszczńskiego

Jan Biel Jan Biel Polityka Obserwuj notkę 0

Noszę się z napisaniem notki na temat prawda historyczna a prawda sądowa, i zawsze coś innego było ważniejsze, ale poruszył mnie artykuł w Gazecie, autorstwa red. Adama Leszczyńskiego:  http://wyborcza.pl/1,76842,9710980,Uniki_dr__Kaminskiego.html

Nie wiem skąd przekonanie o tym, że sąd zwłaszcza w procedurze karnej orzeka prawdę, całą prawdę, tylko prawdę. I nie ma tu znaczenia czy orzeka sąd amerykański, polski, niemiecki, czy z innego zakątka świata. Podstawową zasadą w procesie sądowym jest taka interpretacja faktów, aby wątpliwości tłumaczyć na korzyść oskarżonego. Natomiast w nauce historycznej chodzi o ścieranie się poglądów różnych badaczy na dany temat. To w ścieraniu się skrajnych poglądów różniących się badaczy wykuwa się coś, co nazywamy historią. Bez dyskusji i różnicy poglądów nie ma nauki historycznej. Przez cztery lata studiów wkładano nam poddanym muzie „Klio”, że podstawowym zadaniem historyka jest DĄŻENIE DO PRAWDY. Nie uznanie, że napisaliśmy prawdę i nic jej już nie zmieni. Od historyka wymaga się pokory i otwarcia na krytykę tych, którzy się z nami nie zgadzają. Historia pisana przez ludzi, na podstawie ich badań, ale i życiowych doświadczeń, zawsze będzie SUBIEKTYWNA, choć historyk ma starać się być OBIEKTYWNY.

Natomiast sądy orzekają na podstawie materiału, który dany jest w chwili wydania orzeczenia, po jego wydaniu i uprawomocnieniu, możliwość jego odkręcenia jest bliska zeru. Stąd orzekając w procedurze karnej mogą się mylić. Zgodnie z zasadą, że lepiej wypuścić winnego, niż skazać niewinnego.

Po tym przydługim wstępie przechodzę do redaktora Leszczyńskiego. Jest to człowiek, który o IPN-ie wie chyba najwięcej w „GW”, był na konferencji zorganizowanej przez IPN w Łodzi i jestem przekonany, iż doskonale zdaje sobie on sprawę, że status pokrzywdzonego dla Lecha Wałęsy nie przesądzał w ówczesnym stanie prawnym o jego agenturalnej przeszłości.

To czy Wałęsa był TW „Bolek”, to jest ciągle sprawa badana i jest sporo wątpliwości, choć brak zapowiadanego pozwu Lecha Wałęsy przeciwko autorom głośnych książek o jego przeszłości, daje do myślenia. Tak więc nie przesądzam.

Ustawa o IPN, która obowiązywała wówczas zakładała coś, co nazywane było „następstwem czasowym”. Chodziło o to, że osoba, która najpierw donosiła, a potem stała się obiektem inwigilacji, mogła uzyskać status pokrzywdzonego. Chodziło o to, żeby „nawrócony” tajny współpracownik, albo funkcjonariusz, który pomagał opozycji mógł taki status otrzymać.

Jest kilka przykładów na to, że w sprawach historycznych sądy nie dają sobie rady. Nie będę się znęcał nad polskim wymiarem sprawiedliwości przytoczę, więc przykład z Niemiec Zachodnich. Wilhelm Koppe nie został postawiony przed sądem, a jego proces został po 6 latach umorzony. Natomiast sąd w Hamburgu przeszedł już wszelkie granice kompromitacji uniewinniając Heinza Reinefartha (jeden z dowódców wojsk tłumiących powstanie warszawskie). 

Nie było, więc żadnych uników w wypowiedzi nominowanego do funkcji prezesa IPN. Lech Wałęsa zgodnie z prawem dostał status pokrzywdzonego, a z książką Cenckiewicza i Gontarczka faktycznie nikt nie polemizuje. Nawet prof. Friszke, czy prof. Dudek, krytyczni wobec interpretacji faktów, nie zarzucili im błędów warsztatowych, a żaden historyk nie polemizuje z przedstawionymi faktami. Jedynie ze stylem ich wypowiedzi, która faktycznie powinna być bardziej wyważone, ale to jedyny zarzut.

 

 

Jan Biel
O mnie Jan Biel

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka