Wiele dyskusji wywołuje postawa tzw. „platformerskich konserwatystów”, w głosowaniu sejmowym nad projektami ustaw dotyczących związków partnerskich. Burza jaka się rozpętała w mediach była do przewidzenia, uderzenia poszły w spodziewanych kierunkach – ciemnogród kontra cywilizacja postępu. Kilku publicystów zwróciło uwagę na to, że cała sprawa miała być kolejnym tematem zastępczym. Ja jednak skupiłem się na innym aspekcie: wiele miejsca zajmował bunt „konserwatystów z PO”, którzy mieli zaskoczyć premiera podczas głosowania.
Nawet jeżeli tak było to nie oznacza, moim zdaniem , że ustawa cieszy się poparciem Premiera. Irytację Donalda Tuska wzbudził nie tyle „bunt”, co fakt, że nie dało się sprawy rozwlec w czasie. Winą „gowinowców” było ukręcenie łba sprawie, która przez wiele miesięcy mogłaby być podgrzewana gdy tylko władzy byłoby to na rękę. Cóż jednak z drugiej strony niezawodna „lewica” idzie na pomoc składając ponownie te same projekty, a z drugiej media rozbierają „problem” na części pierwsze bez refleksji po co było to głosowanie? Redaktor Jachowicz zwrócił uwagę na to, że nikt nie pyta polityków o ważne rzeczy (zobacz tutaj).
I tu docieramy do moim zdaniem sedna problemu. Cokolwiek by się nie stało, to Premiera będzie „na wierzchu” – dalsza rozróba przyćmi dyskusję, choćby nad wczoraj podpisanym budżetem. A do wyborców wszelkiej maści idzie przekaz: „Platforma Obywatelska jest za związkami partnerskimi, a nawet jest im przeciwna”. Donald Tusk zjadł ciastko, ale zamiast posłańca (Dziennikarza przez wielkie „D”) z rachunkiem, pod domem stoi już kolejka „cukierników” z nową darmową dostawą.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)