Ponoć wiersze, które się ukazały po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego zostały przez niektórych publicystów źle przyjęte. Może się przesłyszałem, ale Jackowi Żakowskiemu, rzekomo, kojarzyły się z wierszami publikowanymi po śmierci Stalina... Bardzo interesujące skojarzenie. Nasuwa ono kilka refleksji. Primo, że interpretując teksty, najpierw je kojarzymy z tym, co nam najbardziej leży na sercu albo co jest nam najbliższe... Secundo, jeśli po śmierci Pana Prezydenta płaczemy tak, jak niektórzy po śmierci Stalina - przy całej różnicy pomiędzy ustawicznie zniesławianym politykiem a niemającym opozycji generalissimusem - to jest to bardzo wysoka ocena ze strony rzeczonego publicysty.
Jeśli to prawda, że Jacek Żakowski poczuł się dotkniety wspomnianymi wierszami, tzn. utworami Marcina Wolskiego i Jarosława Marka Rymkiewicza, to chyba dlatego, że poczuł się ich adresatem. Ale to może jednak nie do niego odnosiły się słowa "Na kolana łajdaki", albo "(...) łajdacy / znów wzięli się do swojej odwiecznej tu pracy"... Zresztą, są to słowa chyba najbardziej obraźliwe, jakie padają w obu tekstach. Jestem przekonany, że żadnemu z autorów o rzeczonego Jacka Żakowskiego nie chodziło...


Komentarze
Pokaż komentarze