Pewnie nie wszyscy pamiętają, że w ubiegłym roku w telewizji publicznej nie było szopki noworocznej. To zrozumiałe, działy się wtedy reczy smutne i tragiczne. Ale wygląda na to, że w roku bieżącym też szopki tv nie pokaże. Dlaczego... Bo to zupełnie niepotrzebne. Osobom bacznie przyglądającym się politycznej estradzie (sic, trudno to jeszcze nazywać sceną), jest ona w stanie dostarczyć wiele rozrywki. Tyle w tym wszystkim gagów, skeczy, ekwilibrystyki i prestidigitatorstwa... Ostatnio nawet pojawia się perspektywa qui pro quo z po wielokroć skompromitowaną Ewą Kopacz.
Popularność kiepskich kabaretów jest w Polsce rzeczą ogólnie znaną. Ich wzięcie bierze się głównie z deficytu myślenia w telewizji, która z braku autentycznej rozrywki usiłuje sprzedać na antenie najbardziej żenującą tandetę. Pomaga jej w tym modny ostnio w mediach infotiment. Kabaretowa kampania wyborcza, kabaretowe rozdanie w głosowaniu, uśmiechnięte od ucha do ucha kabaretowe plany rządu na przyszłość. To wszystko wygląda strasznie zabawnie, szkoda, że nie da się z tego śmiać.
Chociaż słyszałem ostatnio kawał. Zupełnie na poważnie:
Spadł samolot. Z rządem. Cały rząd – wszyscy zginęli. Lądują w piekle. Na rampie starszy diabeł przeprowadza selekcję:
– Ty do kotła, ty do kotła, ty też do kotła...
Aż przychodzi pora na premiera.
– A ty Donek czekaj. Idziesz do szefa. Zrobisz szkolenie z obiecywania.
Śmieszne, prawda?


Komentarze
Pokaż komentarze