314 obserwujących
901 notek
3952k odsłony
  162   0

Państwo bez emocji?

Czy państwo można budować bez emocji? Pewnie gdzieś tak. U nas nie. Im więcej czasu mija od katastrofy i obchodów pogrzebowych widzę to coraz wyraźniej. Rozmawiałem o tym z Janem Rokitą dla „Rzeczpospolitej”. Bardzo polecam tę rozmowę. Znajdziecie ją w „Plusie-Minusie” papierowym a w sieci – na płatnej stronie „P-M”.

Przez 20 lat wolnej Polski nie udało nam się zbudować silnego, sprawnego państwa. Nie udało nam się wykształcić powszechnego patriotyzmu. Nie zbudowaliśmy państwowej wspólnoty. Może 20 lat to po prostu za mało. Ale są rzeczy, których zaniechaliśmy. Zaniechaliśmy tworzenia symboli, nie tworzyliśmy nowych mitologii państwowych. Nie czciliśmy w sposób emocjonalny tego, co nas łączy. Wielu z nas myślało jak Rokita:  „Ja sądziłem, że w niepodległym kraju zbuduje się patriotyzm oparty o dumę z państwa, z jego instytucji,  jego potęgi,  z wielkich reform, które jesteśmy  w stanie w nim wprowadzać. I że to zrównoważy myślenie w kategoriach „zwycięstwa zza grobu””.

Otóż to się nie udało. Nie możemy ignorować naszej romantycznej tradycji. Czy to nam się podoba czy nie. Rokita przyznał, ze posypuje głowę popiołem i jak to zabawnie powiedział z Jackiem Soplicą pod jedną rękę a z Zagłobą pod druga idzie do wawelskiej krypty czcić narodowe mity.  Tyle, że on, państwowiec, z pokora uznaje to za swoją - czy też naszą -  porażkę. Moim zdaniem to nie musi być porażką.

Bo trudno jest ożywić odradzające się państwo wyłącznie mitem reform Leszka Balcerowicza czy tworzeniem samorządów. Potrzebujemy sztandarów, zapachu kadzideł i lawet. Tacy jesteśmy. Nie ma co się tego wstydzić, tylko być z tego dumnym. Bez symboli wspólnota się nie zbuduje. Być może gdybyśmy wcześniej to zrozumieli, elita państwa – ta dobrze rozumiana elita i z prawej i z lewej i ze środa – nie rozjechałaby się tak bardzo z odczuciami ludu, który w pewnym momencie zaczął uznawać państwo za obcy twór.

Zacytuję jeszcze fragment z wywiadu z JMR: „Bez tej postromantycznej polskiej tożsamości , bez romantycznej legendy chyba w ogóle nie ma polskiej wspólnoty politycznej i polskiego patriotyzmu. Ona jest jego najgłębszym spoiwem. To jest podstawowy błąd protestujących przeciwko Wawelowi. Polskę pobudzał do wielkich rzeczy mesjanizm Jana Pawła II, anarchiczny  sarmatyzm „Solidarności”, pełen poświęcenia, ofiarności i ludowej emocji patriotyzm Lecha Kaczyńskiego. To jest jądro polskości. I tylko na nim można trwale oprzeć niepodległość państwa”.

Ta dobra, narodowa, postromantyczna  emocja jest potrzebna po to, by rozpocząć całkiem pozytywistyczne prace. Bez łopotu sztandarów nie jest tak łatwo zbudować autostrady. Bo wielkich prac, wielkich pomysłów nie da się zrealizować, ba – nie narodzą się – bez wielkich idei i emocji.

Nie przypadkiem po 89 roku nie powstała żadna Gdynia. Żadna. Żadne wielkie państwowe przedsięwzięcie. Nie jestem też naiwny i nie wierzę, że teraz to szybko się zmieni. Że polityka będzie dużo lepsza. Ale może będzie trochę lepsza. Może wszyscy nabierzemy trochę pokory wobec flagi i państwa. Może lepiej zaczniemy rozumieć czym jest wspólnota. To nie będzie łatwy proces. Oczywiście możemy popaść w druga skrajność i utopić się naszych mitach i żałobach To byłoby równie zgubne, a mamy do tego skłonność. Ale nie można tego ludowego patriotyzmu, ludowej emocji, która ogarnęła nas wszystkich po katastrofie lekceważyć. Trzeba ją pielęgnować i jak powiedział za Dmowskim Rokita – ten patriotyzm trzeba delikatnie dobrze wychowywać. To chyba dobra myśl na święto 3 Maja. 

Lubię to! Skomentuj119 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale