Piekarz z Legnicy, taki współczesny Robin Hood, rozdawał biednym, chociaż wcześniej nie odbierał bogatym. Do czasu, bo pojawił się Sheriff Nottingham, czyli Izba Skarbowa we Wrocławiu i kazał zapłacić podatek VAT i podatek dochodowy. Proza życia w IV RP.
„Przewinieniem” pana Waldemara Gronowskiego było to, że rozdawał upieczony przez siebie chleb bezdomnym, ubogim, domom dziecka i szkolnym świetlicom. Zamiast wyrzucić na śmietnik chleb, którego nie zdołał sprzedać i sporządzić odpowiedni protokół, wolał przekazać go najbardziej potrzebującym. Został za to ukarany, bo dura lex sed lex i państwu należy się VAT i podatek dochodowy. Tylko, czy należy się zawsze i wszędzie?
Moja babcia mówiła, że wyrzucenie chleba na śmietnik, to grzech. Jeśli zaś upadnie na podłogę, to trzeba go podnieść i ucałować z szacunkiem. Jak to się ma to zasad demokratycznego państwa, które od działalności charytatywnej polegającej na rozdawaniu żywności pobiera haracz? Czy to jest solidarne państwo tyle razy obiecywane przez PiS i rządzącą koalicję?
Casus pana Gronowskiego ma swoje konsekwencje dla innych darczyńców. Gwałtownie topnieje ilość przekazywanej żywności, ubrań, zabawek, artykułów pierwszej potrzeby, bo mało kto chce płacić od tego podatki. Ci, którzy zostali, przekazują swoje dary po kryjomu i nie chcą się tym chwalić obawiając się fiskusa. W efekcie biedni stają się jeszcze biedniejsi.
Sejm debatuje nad rozwiązaniem parlamentu, prezydent chce ujawniać agenturę WSI, premier fastryguje koalicję. Może – w przerwie między tymi fascynującymi zajęciami – dobrze byłoby stworzyć takie mechanizmy prawne, by ani jeden okruszek chleba nie marnował się?
248
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)