Jarek Cyrankiewicz Jarek Cyrankiewicz
64
BLOG

Genesis w Chorzowie

Jarek Cyrankiewicz Jarek Cyrankiewicz Kultura Obserwuj notkę 15
Genesis po raz pierwszy usłyszałem w 1983 roku. Na Liście Przebojów Programu III pojawiła się „Mama” z wydanej w tym samym roku płyty „Genesis”. Słuchana w warunkach raczej polowych na małym, przenośnym radio marki „Biwak” zrobiła na mnie ogromne wrażenie spotęgowane przez diaboliczny śmiech Phila Collinsa.
 
Później udało mi się nagrać na radiomagnetofonie Kasprzak „Home By The Sea”
Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że utwór na płycie ma swój dalszy ciąg pod tytułem: „Second Home By The Sea” będący – według mojej opinii – mocnym nawiązaniem do twórczości Genesis z lat siedemdziesiątych.
 
Ten dość „partyzancki” etap poznawania Genesis zakończył się z chwilą, kiedy kupiłem gdzieś na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych pirackie (według dzisiejszych standardów) wydawnictwo pod tytułem: „Seconds Out” na dwóch kasetach magnetofonowych. To zapis koncertów, jakie grupa dała w Paryżu w 1976 i 1977 roku jeszcze ze Stevem Hackettem, ale już bez Petera Gabriela. Znałem już  koncertowe wersje, więc stopniowo kupowałem pozostałe płyty (znaczy – kasety) tym razem studyjne.
 
Potem, także stopniowo, kasety poszły w kąt, bo zamieniłam je na płyty CD z serii Definitive Edition Remaster. W ten sposób skompletowałem całą dyskografię.
 
Studyjne: “From Genesis to Revelation” (pierwsza płyta z 1969 roku), “Trespass”, “Nursery Cryme”, “Foxtrot”, “Selling England by the Pound”, The Lamb Lies Down On Broadway” to kwintesencja rocka progresywnego, zwanego także symfonicznym.
 
Późniejsze – już po odejściu Gabriela: "A Trick of the Tail", "Wind and Wuthering" (według mnie oba albumy niedoceniane) były jeszcze utrzymane w klimacie rockowym.
 
"...And Then There Were Three..." oprócz oczywistego stwierdzenia, że po opuszczeniu grupy przez Hacketta zostało trzech, przyniósł pierwszy singlowy przebój "Follow You Follow Me" i zwrot w twórczości grupy.
 
Niestety, im późniejsza płyta, tym grupa z rocka przechodziła w klimaty popowe, żeby nie powiedzieć – taneczne.
„Duke’, „Abacab”, „Genesis” (bez wspomnianych:  „Mama”, „Home By The Sea” i “„Second Home By The Sea”)  “Invisible Touch” oraz “We Can't Dance” to już niestety zupełne odejście od rocka progresywnego. Czasem trudno było rozróżnić solowe projekty Collinsa od produkcji grupy.
 
Nadzieję rozbudziła płyta ‘Calling All Stations” (1997) z nowym wokalistą, Ray’em Wilsonem (wcześniej w formacji Stiltskin). Niezłe rockowe numery, cięższa muzyka, dobre brzmienie – to wszystko rodziło całkiem niezłą perspektywę na przyszłość. Był to jednak – jak okazało się – łabędzi śpiew Genesis.
 
Od dziesięciu lat nie doczekaliśmy się nowej produkcji. Doczekaliśmy się za to trasy koncertowej. Dzisiaj właśnie grupa gra w Chorzowie w składzie Phil Collins, Mike Rutherford, Tony Banks oraz Daryl Stuermer i Chester Thompson. Jak będzie – nie zobaczę i nie usłyszę. Wątpię, by zabrzmiała pełna wersja suity „Supper's Ready”, a pewnie grupa zdecyduje się na coś w rodzaju „"Old Medley" z koncertowej płyty „The Way We Walk Vol. 2 (The Longs)”.
Chętnie jednak usłyszę relacje z tego występu.

Prawo Schmidta: Jeśli psujesz coś dostatecznie długo, w końcu ci się uda. Obserwacja Einsteina: Są dwie rzeczy nieskończone: wszechświat i ludzka głupota. Nie upierałbym się przy wszechświecie. Giuseppe Tomasi Di Lampedusa: Wiele musi się zmienić, aby wszystko zostało po staremu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Kultura