Wymagać konsekwencji i logiki od PiS w sprawie Traktatu z Lizbony, to tak, jakby wymagać od użytkowników internetu, by, spełniając wizje Jarosława Kaczyńskiego, wszyscy pili piwo i oglądali filmy pornograficzne w sieci. Można, ale jest to bezcelowe, bo zawsze znajdzie się jakiś internauta Jurek, który z trunków preferuje jedynie wino mszalne, a z filmów – ino „Pasję”.
PiS żąda preambuły w ustawie, która odpowiada jego antyeuropejskim fobiom. Tak się zapętlił, że jest gotów zrobić durnia z własnego prezydenta przed tymi, z którymi prezydent negocjował traktat i których – według jego słów – ograł wygrywając wszystko, co się da. Jest gotów odrzucić unijne gwarancje dotyczące gospodarki i polityki bezpieczeństwa pozostawiając Polskę samą naprzeciw Rosji. Po nas choćby potop – zdaje się mówić prezes PiS.
Pretekstem do obecnej awantury w sejmie jest uchwała sejmu z 20 grudnia 2007 roku, w której sejm „... wyraża nadzieję, że możliwe będzie odstąpienie przez Rzeczpospolitą Polską od protokołu brytyjskiego.” O tym, że jest to tylko pretekst świadczy fakt, że aż do teraz PiS nie protestował w tej sprawie. Poza tym, według PiS, uchwała z 20 grudnia 2007 roku przyczyni się do zrobienia z Polski województwa Unii Europejskiej, a ewentualna uchwała, w której można byłoby uchwalić zawartość forsowanej przez PiS preambuły, nie ma mocy prawnej i dlatego nie zadowala posłów tej partii. Logika PiS w tej sprawie jest „porażająca”, bo – zgodnie z nią - dwa akty prawne w postaci uchwały mogą nieść różne skutki prawne.
J. Kaczyński powiedział, że weźmie odpowiedzialność za załamanie ratyfikacji w całej Europie. Dobrze jednak byłoby, by powiedział także, jaką widzi w takim wypadku przyszłość przed Polską po odrzuceniu Traktatu z Lizbony, a więc po faktycznym opuszczeniu UE przez Polskę i cofnięciu naszego kraju do sytuacji sprzed 1 maja 2004 roku.
Czy weźmie odpowiedzialność za losy polskich emigrantów, którym kraje Unii mogą kazać wracać do kraju nie wydając im wiz i pozwoleń na pracę? Czy weźmie odpowiedzialność za załamanie polskiego eksportu po wprowadzeniu przez UE ceł i wycofaniu się Polski ze wspólnego rynku? Czy bez politycznego i finansowego unijnego wsparcia stanie sam wobec Rosji i uzależnienia Polski od rosyjskich paliw? Skąd zdobędzie pieniądze na inwestycje, które UE przestanie finansować? Co powie pracownikom zwalnianych przez unijnych pracodawców przenoszących miejsca pracy do krajów, które są w UE? Czy stanie naprzeciw rolników pozbawionych dopłat do swoich gospodarstw i co im powie? Jak chce zawalczyć o studentów i inteligencję pozbawioną możliwości swobodnej wymiany myśli i poglądów w ramach UE?
Potop łatwo wywołać, ale tym razem nie skończy się po czterdziestu dniach lądowaniem na górze Ararat. Polska bez europejskiego zaplecza wyląduje uzależniona od Rosji, a jedynym odpowiedzialnym za to będzie Jarosław Kaczyński.
PiS żąda preambuły w ustawie, która odpowiada jego antyeuropejskim fobiom. Tak się zapętlił, że jest gotów zrobić durnia z własnego prezydenta przed tymi, z którymi prezydent negocjował traktat i których – według jego słów – ograł wygrywając wszystko, co się da. Jest gotów odrzucić unijne gwarancje dotyczące gospodarki i polityki bezpieczeństwa pozostawiając Polskę samą naprzeciw Rosji. Po nas choćby potop – zdaje się mówić prezes PiS.
Pretekstem do obecnej awantury w sejmie jest uchwała sejmu z 20 grudnia 2007 roku, w której sejm „... wyraża nadzieję, że możliwe będzie odstąpienie przez Rzeczpospolitą Polską od protokołu brytyjskiego.” O tym, że jest to tylko pretekst świadczy fakt, że aż do teraz PiS nie protestował w tej sprawie. Poza tym, według PiS, uchwała z 20 grudnia 2007 roku przyczyni się do zrobienia z Polski województwa Unii Europejskiej, a ewentualna uchwała, w której można byłoby uchwalić zawartość forsowanej przez PiS preambuły, nie ma mocy prawnej i dlatego nie zadowala posłów tej partii. Logika PiS w tej sprawie jest „porażająca”, bo – zgodnie z nią - dwa akty prawne w postaci uchwały mogą nieść różne skutki prawne.
J. Kaczyński powiedział, że weźmie odpowiedzialność za załamanie ratyfikacji w całej Europie. Dobrze jednak byłoby, by powiedział także, jaką widzi w takim wypadku przyszłość przed Polską po odrzuceniu Traktatu z Lizbony, a więc po faktycznym opuszczeniu UE przez Polskę i cofnięciu naszego kraju do sytuacji sprzed 1 maja 2004 roku.
Czy weźmie odpowiedzialność za losy polskich emigrantów, którym kraje Unii mogą kazać wracać do kraju nie wydając im wiz i pozwoleń na pracę? Czy weźmie odpowiedzialność za załamanie polskiego eksportu po wprowadzeniu przez UE ceł i wycofaniu się Polski ze wspólnego rynku? Czy bez politycznego i finansowego unijnego wsparcia stanie sam wobec Rosji i uzależnienia Polski od rosyjskich paliw? Skąd zdobędzie pieniądze na inwestycje, które UE przestanie finansować? Co powie pracownikom zwalnianych przez unijnych pracodawców przenoszących miejsca pracy do krajów, które są w UE? Czy stanie naprzeciw rolników pozbawionych dopłat do swoich gospodarstw i co im powie? Jak chce zawalczyć o studentów i inteligencję pozbawioną możliwości swobodnej wymiany myśli i poglądów w ramach UE?
Potop łatwo wywołać, ale tym razem nie skończy się po czterdziestu dniach lądowaniem na górze Ararat. Polska bez europejskiego zaplecza wyląduje uzależniona od Rosji, a jedynym odpowiedzialnym za to będzie Jarosław Kaczyński.
A prezydent Kaczyński będzie mógł w swoich politycznych pamiętnikach napisać, że ukochane dziecko, czyli polityka wschodnia wzięła w łeb po pozbawieniu Polski przez rodzonego brata jakichkolwiek realnych możliwości lobbowania za Ukrainą w Unii Europejskiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)