Podważył konieczność budowy Gazociągu Północnego, Białorusini zaproponowali Gazpromowi, aby zrezygnował z budowy gazociągu biegnącego po dnie Bałtyku i w zamian poprowadził przez białoruskie terytorium drugą nitkę gazociągu Jamał-Europa. Łukaszenka, chcąc zachęcić rosyjski koncern Gazprom do inwestycji, zapowiada pięcioletnie zwolnienie od opłat za tranzyt surowca na Zachód.
Wyraźnie różnią się natomiast koszty obu inwestycji. Budowa bałtyckiej rury będzie kosztować od 7 mld do 12 mld USD, natomiast na uruchomienie drugiej nitki Jamału trzeba byłoby przeznaczyć jedynie 2,5 mld USD. Eksperci twierdzą więc, że propozycje Łukaszenki są całkiem racjonalne.
Jak finansowano pierwsza nitkę rurociągu „ JAMAL I „ w Polsce
http://www.europolgaz.com.pl/finanse_podstawy.htm
W czasie budowy I nitki polskiego odcinka gazociągu Jamał - Europa finansowanie tej inwestycji zapewniało 13 różnych umów: kredytowych, pożyczkowych oraz umowa o dostawie rur z odroczoną płatnością (tzw. kredyt kupiecki).
Pierwszym komercyjnym kredytem zaciągniętym przez EuRoPol GAZ była umowa z Bankiem Współpracy Europejskiej zawarta 20 listopada 1995 roku, natomiast największym - kredyt z Gazprombanku na kwotę 1002,8 mln USD. Przy budowie I nitki gazociągu EuRoPol GAZ dotychczas nie korzystał z gwarancji rządowych, które zapisane były w Porozumieniu międzyrządowym z sierpnia 1993 roku w wysokości 350 mln USD.
Opinia Premiera Donalda Tuska
Na temat projektu Nord Stream. Premier mówiąc o swoich planach ocieplenia stosunków z Rosją stwierdził, że "musimy dowiedzieć się, dlaczego Rosjanom zależy na przedsięwzięciu bałtyckim, trzykrotnie droższym niż rurociąg przez Polskę. A także jakie warunki muszą powstać, by zmienić ten projekt." Zapytany o to, czy widzi możliwość przyłączenia się naszego kraju do inwestycji Tusk odpowiedział: "W tej chwili chcę doprowadzić do poważnych rozmów na ten temat w trójkącie Rosja - Polska - Niemcy. Po to też jadę w lutym do Moskwy".
Powiazania kapitałowe i finansowe Gazpromu w Projekcie Nord Stream
Rosyjski koncern ma 51 proc. papierów Nord Stream, a E.ON-Ruhrgas i BASF-Wintershall - po 24,5 proc. Po wejściu Gasunie do spółki niemieckie koncerny zachowają po 20 proc. akcji. Pakiet kontrolny (51 proc.) operatora bałtyckiego gazociągu pozostanie więc w
rękach Gazpromu. Holendrzy obejmą 9 proc. udziałów w spółce Nord Stream, która projektuje, a także będzie budować i eksploatować bałtycką rurę.Umowa przewiduje również, że rosyjski koncern nabędzie 9 proc. akcji magistrali gazowej Balgzand Bacton Line (BBL), kontrolowanej przez Gasunie, a łączącej Holandię z Wielką Brytanią.
Według Nord Stream, spółka zamierza wyjść na rynek kredytowy na przełomie I i II kwartału 2008 roku. Dyrektor generalny Nord Stream poinformował, że koszty ułożenia morskiego odcinka tej rury szacuje się na 5 mld euro. Pakiet kontrolny (51 proc. akcji) Nord Stream należy do rosyjskiego Gazpromu. Pozostałymi udziałowcami spółki dotychczas były niemieckie E.ON-Ruhrgas i BASF-Wintershall, do których należało po 24,5 proc. papierów.
Gazprom ma 35 proc. udziałów w WINGAS, lecz dwustronna umowa przewiduje zwiększenie udziałów rosyjskiego monopolisty w niemieckiej firmie do 50 proc. - 1 akcja. Spółki mają podpisaną umowę o współpracy aż do 2030 roku.
Pierwsze małe problemy z Norwegami Gazpromu w Nord Stream
Nie lepiej idą Gazpromowi umowy na złoża, które mają dostarczać gaz do rury Nord Stream przez Bałtyk. Do 20 grudnia rosyjski koncern miał z francuskim Total i norweskim StatoilHydro utworzyć spółkę, która do eksploatacji gigantycznych złóż Sztokmana na Morzu Barentsa - umowę z trudem podpisano. W 2013 r. z tych złóż miał popłynąć pierwszy gaz do Nord Stream. Jednak terminu nie dotrzymano, za to wzrosły napięcia między Oslo i Moskwą. W grudniu Norwegia oficjalnie zaprotestowała przeciw przelotom rosyjskich samolotów nad norweskimi platformami wydobywczymi na Morzu Północnym.
Umocniona pozycja Gazpromu jako monopolisty dla UE
Zdaniem dyrektora rosyjskiego Instytutu Narodowej Energetyki Siergieja Prawosudowa obecny kryzys gazowy pokazuje, że nie spełniły się nadzieje Europy na uzyskanie w Iranie i Azerbejdżanie alternatywnych wobec Rosji dostawców gazu. Surowiec ze złóż w tych krajach miał być dostarczany do Europy gazociągiem Nabucco, przez Turcję. Ten projekt chce zablokować Gazprom, promując konkurencyjny gazociąg South Stream na Bałkany, który ominie Turcję przez Morze Czarne.
Obecny kryzys gazowy jest więc jak woda na młyn Rosjan, co w swojej wypowiedzi podkreślił Prawosudow. - Staje się coraz bardziej jasne, że głównym dostawcą gazu do Europy pozostanie Rosja. Dostawy będą rosnąć i do ich transportu zbudowane zostaną dwa nowe gazociągi Nord Stream i South Stream, pod dnem Bałtyku i Morza Czarnego. A europejskie firmy lepiej by zrobiły, przestając uganiać się za mirażami - ocenił rosyjski ekspert.
Francja daje Gazpromowi 10% rynku
Plany rosyjskiej ekspansji we Francji zapowiedział w dzienniku "La Tribune" wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew. W 2007 r. rosyjski koncern sprzedał bezpośrednio francuskim klientom 0,5 mld m sześc. gazu. Sprzedaż będzie rosła i mamy nadzieję w ciągu czterech do pięciu lat uzyskać 10 proc. udziałów w rynku . Aby uzyskać taki wynik, Gazprom musiałby sprzedawać we Francji 4,5 do 5 mld m sześc. gazu rocznie.
Zagrozenia od molocha gazowego za Przekrojem
Szkopuł w tym, że przy całym swoim potencjale rosyjski monopolista to kolos na glinianych nogach. Firma inwestycyjna Mackenzie Wood prognozuje wprawdzie, że do roku 2020 eksport rosyjskiego gazu może wzrosnąć o połowę, ale zaznacza jednocześnie, że nie będzie to możliwe bez ogromnych inwestycji w modernizację gazociągów i otwieranie nowych złóż.
Jak ogromnych? Międzynarodowa Agencja Energii (IEA) szacuje, że samo utrzymanie zdolności przesyłowych kosztuje Gazprom aż 11 miliardów dolarów rocznie. Łączne inwestycje w latach 2000-2030 powinny wynieść 330 miliardów dolarów, czyli blisko dwa całoroczne budżety Rosji. Tymczasem zyski firmy pochodzą dziś wyłącznie z eksportu, bo dwie trzecie wydobywanego gazu jest sprzedawane w Rosji po zaniżonych cenach. By się rozwijać, Gazprom potrzebuje zatem kapitału z zewnątrz, nie tylko z własnych inwestycji.
Sposobem na jego przyciąganie jest tworzenie spółek joint venture, w których Rosjanie zastrzegają sobie pakiet kontrolny. To niemal specjalność Gazpromu. I tak konsorcjum budujące gazociąg bałtycki jest w 51 procentach własnością Rosjan. Joint venture jest także tajemnicza spółka Rosukrenergo, która według nowego porozumienia z Kijowem ma występować jako pośrednik w sprzedaży gazu Ukrainie. Po połowie mają w niej Gazprom i grupa Raiffeisenbank. Podobne spółki-córki, joint venture i inne struktury z mniejszościowymi udziałami zachodniego kapitału napotyka się w otoczeniu Gazpromu na każdym kroku.
Nie brakuje głosów, że ekspansja Gazpromu i wiązanie się z nim zachodniego biznesu to zagrożenie. Wraz z Gazpromem - twierdzą niektórzy - przychodzą rosyjskie zwyczaje biznesowe i podejrzane interesy. Dla niemieckiego eksperta od rosyjskiej przestępczości zorganizowanej Jürgena Rotha Gazprom to przede wszystkim symbol korupcji i mieszanka biznesu z władzą i kryminałem, a jedynym celem koncernu jest monopolizacja rynku w Europie i narzucanie cen.
Według Rotha Gazprom poczyna sobie w Niemczech w sposób szokujący. - Posiadam dokument, w którym niemieckie służby celne oskarżają Gazprom o pranie brudnych pieniędzy - mówił tygodnikowi „Spiegel". - Mowa tam o działaniach kurierów, którzy w imieniu Gazpromu zdeponowali miliony dolarów na kontach w Szwajcarii. W szwajcarskiej prokuraturze federalnej opowiedziano mi, że jeden z byłych członków zarządu Gazpromu wyprowadził z przedsiębiorstwa co najmniej dwa miliardy dolarów. A to niejedyny taki przypadek - dodał.
W Niemczech pogląd Rotha jest jednak odosobniony. Niemieckie banki od lat finansują kolejne inwestycje Gazpromu, Niemcy są też rekordzistami pod względem liczby joint venture zawartych z rosyjskim gigantem, a politycy prześcigają się w apelach o „przyjazne stosunki" z Moskwą.
Szczytem dbałości o współpracę gospodarczą była postawa Gerharda Schrödera, który przyjmując kierownicze stanowisko w konsorcjum rurociągu północnego, stał się bezpośrednim beneficjentem układu, który sam stworzył jako kanclerz. To postawa bez precedensu w politycznej historii Republiki Federalnej uczulonej na bliskie związki polityków z wielkim biznesem. Wielu Niemców jest zażenowanych postępowaniem byłego kanclerza, jednak mało kto spodziewa się, że wpłynie to jakkolwiek na współpracę firm gazowych z Rosją. Niemcy potrzebują rosyjskiego gazu.
http://przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=988&Itemid=61&limit=1&limitstart=1
Co powiedział Premier Tusk i Min. Waldemar Pawlak Gazecie Wyborczej
Rzetelna ocena opłacalności drogi podmorskiej i lądowej jest tym bardziej na czasie, że koszty inwestycji przez Bałtyk rosną jak na drożdżach. Dwa lata temu Gazprom szacował je na 4 mld euro, potem Nord Stream mówił o ponad 5 mld, a w poniedziałek rzecznik firmy zapowiedział w Sztokholmie, że w marcu zostanie ogłoszony nowy, jeszcze wyższy szacunek kosztów. Trzy miesiące temu koncern BASF szacował inwestycję wraz z jej odnogami w Niemczech na 9 mld euro. - Musimy się dowiedzieć, dlaczego Rosjanom zależy na przedsięwzięciu bałtyckim, trzykrotnie droższym niż rurociąg przez Polskę. A także jakie warunki muszą powstać, by zmienić ten projekt - mówił ostatnio tygodnikowi "Newsweek" premier Donald Tusk, który w lutym wybiera się do Moskwy. Tusk przypomniał o planach ułożenia drugiej nitki gazociągu jamalskiego przez Polskę, o przepustowości większej niż pierwszej rury Nord Stream. - Jeśli z gazociągu Nord Stream mielibyśmy kupować rosyjski gaz, to być może taniej byłoby kupować go bezpośrednio z Rosji - powiedział nam wicepremier Pawlak.
W poście wykorzystano materiały prasowe Gazprom , Gazety Wyborczej , WNP , Przekrój, Neewswek , Wprost , Alexander Amsterdam , PAP , IAR


Komentarze
Pokaż komentarze (5)