Dzisiaj zdążając do Dworca Głównego w Katowicach oniemiałem gdy ujrzałem banner na skrzyżowaniu ul. Gliwickiej 6 i Sobieskiego „ MUZEUM HANSA KLOSSA”, aż się zatrzymałem do następnego światła , czy nie mam omamów wzrokowych w delegacjach służbowych a' 23 zł diety , różne halucynacje się objawiają ale w środku dnia!!!.
Już w pociąguEuroCity Sobieski z Internetu dowiedziałem się - planowane otwarcie „muzeum” planowane jest w lutym 2009r. Pod hasłem „J-23 znowu nadaje” pomysłodawca Piotr Owcarz, prezes grupy Media Partner, która podjęła się tego przedsięwzięcia. Ma świadomość, iż serial "Stawka większa niż życie", mówie oprócz licznego grona fanów ma też zagorzałych przeciwników, zarzucających mu fałszowanie historii, ale zdecydowanie podkreśla - odcinamy się od polityki i historii. Interesuje nas Kloss jako bohater popkultury.
Pierwowzorem postaci Hansa Klossa, bohatera „Stawki większej niż życie”, był sowiecki agent i oficer bezpieki Artur Ritter-Jastrzębski.
Jest rok 1941.
Stanisław Kolicki przedostaje się na tereny ZSRR i informuje Rosjan o koncentracji niemieckich wojsk wzdłuż granicy. Okazuje się, że jest łudząco podobny do oficera niemieckiego, aresztowanego właśnie przez radziecki wywiad. Rosjanie postanawiają to wykorzystać. Kolicki zostaje przerzucony na drugą stronę frontu, zajmuje miejsce swojego sobowtóra i zaczyna tajną misję w niemieckiej armii.Skąd znamy tę historię? Oczywiście, z peerelowskiego hitu „Stawka większa niż życie”. Ale mało kto zna historię prawdziwego Klossa, nieżyjącego już generała Ludowego Wojska Polskiego Artura Rittera-Jastrzębskiego. – To postać odrażająca – ocenia historyk prof. Paweł Wieczorkiewicz. – Po wojnie był wysokim funkcjonariuszem bezpieki, uchodził za sumiennego wykonawcę ludobójczej polityki, a potem pracował m.in. w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Dlaczego uważam, że był pierwowzorem Klossa? Bo ze znanych mi agentów działających w niemieckiej skórze najbliżej mu do bohatera „Stawki”.
Konfident i ubek
Najbardziej jednak Ritter dał się we znaki ludziom niekomunistycznego podziemia. Spenetrował środowisko polskiej organizacji niepodległościowej „Miecz i Pług”. Wprowadził do niej m.in. agenta wywiadu sowieckiego Bogusława Hrynkiewicza (zdaniem historyków, był on jednocześnie agentem gestapo). W efekcie przywódcy „Miecza i Pługa” zostali zlikwidowani, a organizacja izolowana w podziemiu. Historycy łączą go też z napadem na siedzibę Delegatury Rządu na Kraj przy ulicy Poznańskiej w Warszawie w lutym 1944 r. Akcję przygotowała grupa bojowa AL wraz z gestapo. Dr Janusz Marszalec z gdańskiego IPN przyznaje, że Ritter jest współodpowiedzialny za tę akcję, choć nie ma dowodów, że uczestniczył w niej bezpośrednio. Akcja rozbiła sieć konspiracji AK, zaś AL zdobyła informacje o przedwojennych agentach policji wśród komunistów.Czy Ritter był jednocześnie konfidentem gestapo, jak twierdził m.in. osławiony płk Józef Światło, wicedyrektor Departamentu X Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, który w 1953 r. uciekł na Zachód. – Nie ma na to dowodów – mówi Marszalec. – Światło miał co prawda dużą wiedzę operacyjną, ale w wielu śledztwach z tamtego okresu zarzuty stawiano na podstawie fałszywych donosów.Przed powstaniem warszawskim Ritter opuścił miasto. Prof. Wieczorkiewicz przypuszcza, że bał się, iż AK kropnie go jako Niemca. Zrzucił mundur SA i wyrobił sobie dokumenty na nazwisko Jastrzębski.Po wojnie jako zaufany człowiek został pracownikiem bezpieki. Najpierw pracował w centrali Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, potem kierował jego wojewódzkimi strukturami w Gdańsku i Lublinie. „Agenturę zorganizował należycie i dobrze z nią pracuje, choć brak mu wyrobienia w pracy kontrwywiadowczej” – chwalili przełożeni. Wkrótce jednak stracił ich zaufanie. Zarzucono mu, że nie wykazał należytej czujności wobec asa polskiego lotnictwa Stanisława Skalskiego, którego oskarżono o współpracę z obcym wywiadem.W 1950 r. Ritter trafił do administracji cywilnej. Był m.in. inspektorem w Ministerstwie Państwowych Gospodarstw Rolnych i dyrektorem Centralnego Zarządu Kin. – Rosjanie często odsuwali na pewien czas swoich wyeksploatowanych agentów – tłumaczy prof. Wieczorkiewicz. Kiedy sześć lat później Ritter wrócił do łask, dostał pracę w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego, a potem został zastępcą dowódcy ds. politycznych Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Skierowano go tam, żeby patrzył na ręce przedwojennemu oficerowi, generałowi Józefowi Kuropiesce.W 1964 r. Ritter został attaché wojskowym w Rzymie. Ponoć perfekcyjnie zorganizował wtedy agenturę w Watykanie, z której korzystano jeszcze w latach 80. Dr Jan Żaryn, szef Biura Edukaji Publicznej IPN, znawca historii Kościoła, nie słyszał o tym jego wcieleniu, ale uważa je za bardzo prawdopodobne. – Toczyły się wtedy rozmowy ze Stolicą Apostolską w sprawie nawiązania stosunków dyplomatycznych – wyjaśnia Żaryn. Prowadzono je w takim duchu, że rzekomo osobą przeszkadzającą w dobrych relacjach jest kardynał Stefan Wyszyński. Agentura mogła więc służyć dyskredytowaniu prymasa w oczach Watykanu.Była to już ostatnia misja Rittera – Jastrzębskiego. Kiedy zmarł w 1981 r., na cmentarzu Powązkowskim pożegnano go jak bohatera.
KURIER LUBELSKI
Muzeum sowieckiego szpiega J-23 w Stalinogrodzie to "rewelacja"
Działam głównie w samotności piszę pracuję - staram się robić to co lubię. Poszukuję nowości przy pewnym konserwatywnym podejściu i racjonalnym spojrzeniu - ale nie omijam słowa fantazja. lex brevem esse oportet quo facilius ab imperitis teneatur - przepis prawny powinien być zwięzły, aby ludzie z nim nie obeznani tym łatwiej go przestrzegali, łatwiej mogli go zapamiętać ------------------------
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Kultura