Czuchnowski publikuje nieznane informacje o Łączewskim
Redaktor "Gazety Wyborczej" zdecydował o napisaniu tej historii nie na łamach swojej gazety - która poświęcała wiele artykułów Wojciechowi Łączewskiemu, twierdząc, że jest bohaterem walki o praworządność i wybitnym sędzią - a na portalu X. - Nie publikuję tego tekstu w Gazecie Wyborczej, bo nie chcę wikłać Redakcji w spór prawny, który zapewne nastąpi, w wyniku tego co tutaj piszę. W sprawie Wojciecha Łączewskiego muszę jednak przerwać milczenie, bo zaszła ona zdecydowanie za daleko - stwierdził.
- Wojciech Łączewski, były sędzia, dziś adwokat, może używać swoich wpływów w wymiarze sprawiedliwości, by uniknąć odpowiedzialności za groźby karalne i znęcanie się nad rodziną. Trzeba to przerwać a śledztwo w jego sprawie powinno zostać objęte nadzorem - podkreślił.
Znęcanie się nad żoną i groźby
Czuchnowski zarzucił Łączewskiemu, że znęca się nad swoją chorą onkologicznie żoną. Groził też w rozmowie z redaktorem, że zabije swoją małżonkę. - Trwające do dzisiaj postępowanie prokuratorskie „W sprawie kierowania gróźb karalnych pozbawienia zdrowia i życia wobec [ imię i nazwisko żony Wojciecha Łączewskiego] zostało wszczęte 7 listopada 2023 r. Jednym z powodów zawiadomienia policji przez żonę Wojciech Łączewskiego, były groźby pozbawienia jej życia, które Wojciech Łączewski przekazał mi telefonicznie. Mówił, że jedzie do niej, że ma broń i że [ona] „nie dożyje następnego dnia”. Wspólnie z moją żoną, Magdą Fitas-Czuchnowską, która słyszała tą rozmowę postanowiliśmy zawiadomić o tych groźbach żonę b. sędziego. Baliśmy się, że jeśli tego nie zrobimy a Wojciech Łączewski zrealizuje swoje zamiary może dojść do tragedii - czytamy we wpisie Czuchnowskiego.
Żona Łączewskiego zawiadomiła policję o kierowanych groźbach, które usłyszał publicysta "Gazety Wyborczej" wraz z partnerką, byłą tłumaczką najważniejszych osób w państwie, Magdaleną Fitas-Czuchnowską. Nie został jednak nigdy przesłuchany w tej sprawie, mimo telefonu od policjanta z pytaniem, czy stawi się na wezwanie.
Fake'owe konto Lisa i plan obalenia PiS - prowokacja dziennikarska
- W czasach rządów PiS wszedłem z Wojciechem Łączewskim w dość bliską relację. Podobnie było z kilkoma innymi osobami prześladowanymi przez ówczesną władzę. Gdy PiS przegrał wybory, Łączewski był postrzegany jako jeden z tych, który może objąć wysoką funkcję w wymiarze sprawiedliwości - przyznał Czuchnowski.
Przypomnijmy: sędzia Łączewski odszedł z zawodu, gdy dziennikarze Michał Majewski i Sylwester Latkowski ujawnili, że to on stoi za fake'owym kontem Tomasza Lisa. Łączewski pod "przykrywką" pisał do ważnych osób publicznych - w tym polityków - o swoim planie na odsunięcie PiS od władzy. W 2016 roku dziennikarze wykonali prowokację dziennikarską i skontaktowali się z profilem "Lisa", by zobaczyć, kto przyjdzie na spotkanie w Warszawie. Okazał się nim właśnie sędzia, który skazał Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika na karę więzienia, porównując w uzasadnieniu działania CBA z 2007 roku w resorcie rolnictwa do stalinowskich służb z lat 50. XX wieku.
W wywiadach m.in. dla "Gazety Wyborczej" Łączewski przekonywał, że zna "ostatnią rozmowę braci" Kaczyńskich z pokładu Tu-154 M, która odbyła się na kilkadziesiąt minut przed katastrofą smoleńską.
"Probowałem mu pomóc", "wszedłem w dość bliską relację"
- Z grupą przyjaciół próbowałem pomóc b. sędziemu ubolewając, że tak wybitny prawnik (jakim jest Wojciech Łączewski) został doprowadzony do takiego stanu. Jednym z przejawów tego stanu był konflikt b. sędziego z żoną. Mimo choroby onkologicznej, na którą zapadła, wyrzucił ją ze wspólnego mieszkania. Nękaniem jej współpracowników i przełożonych próbował ją pozbawić pracy, nachodził a końcu zaczął grozić. Nie pomagały tłumaczenia oraz interwencje. Gdy zaś zmuszony byłem ostrzec jego żonę o groźbach, jakie usłyszałem, musieliśmy zerwać naszą relację z b. sędzią - opisał Czuchnowski.
- Nie mogę dalej milczeć, nie mogę tego w dalszym ciągu tolerować. Uważam, że nadzór nad śledztwem w sprawie Wojciecha Łączewskiego powinna objąć prokuratura wyższej instancji. W ramach tego nadzoru powinno się zabezpieczyć niezależność referenta sprawy, wykluczyć nieformalne naciski ze strony podejrzanego (pouczyć, że powoływanie się na wpływy jest przestępstwem ) oraz zadbać o dobrostan, żony Wojciecha Łączewskiego, która płaci coraz wyższą cenę za to, że broniła swoich praw. Sprawę powinna też zbadać władze adwokatury, do których dyspozycji jestem, jeśli będzie taka potrzeba - zaapelował.
Łączewski w poniedziałek był gościem TVP INFO, gdzie krytykował tempo rozliczeń rządów PiS. Występował w charakterze adwokata i "wybitnego prawnika". Śledztwo ws. gróźb kierowanych pod adresem żony przez byłego sędziego wciąż trwa - już ponad 2 lata.
Fot. Wojciech Czuchnowski/Wojciech Łączewski, adwokat/screen TVN24
Red.






Komentarze
Pokaż komentarze (86)