Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
64
BLOG

Wybieram Tinę Turner

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 0

     Był taki władca Polski (PRL), który ze względu na pokurczliwy i łysiejący wygląd zwany był gnomem. Za gnoma było siermiężnie i narodowo. Wrogiem byli Niemcy, więc w kinach leciały „Krzyżaki”, a w telewizji „Czterej pancerni”. Obowiązywał porządek, mundurki i apele w szkołach. Aferzystów karano surowo, nawet wieszano; a gnom okazywał wyraźną pogardę do dóbr materialnych. Nie miał konta bankowego i dreptał w wełnianym garniturze. Po gnomie naród z ulgą przyjął zmianę – nowy władca miał francuski sznyt i jeżyka na głowie. Na rynku pojawiły się pomarańcze, a korupcja skutecznie łagodziła dolegliwości ustrojowe. Stosowana była zasada – leben und leben lassen ( co w tłumaczeniu na polski oznaczało: kradnij i pozwól kraść innym). Sukcesy sportowe były głośniej fetowane. Nie traktowano też jerzyka jak patałacha na obcych dworach.
     Tak wyglądała ewolucja narodowo-polskiego socjalizmu w euro-kosmo-sowietyzm Każdy z tych systemów był na swój sposób obrzydliwy; jeden budził torsje, drugi tylko wymioty. Ale przyjemniej się żyło soc-realu z światowym glansem, niż w parafiańskim sow-faszyźmie.
     Polską wg Giedroycia rządzą „dwie trumny” - Dmowskiego i Piłsudskiego. Dziś gdy scena polityczna została zmonopolizowana przez partyjne mafie widzę inne truchła. Demokracja partyjna karze mi dziś wybierać między epigonami Gomułki a naśladowcami Gierka.
A ja wolę Tinę Turner.
     Socjalizm to byt pasożytniczy, by istnieć musi pasożytować na gospodarce wolnorynkowej. Gomułkowszczyzna skończyłaby się rozruchami głodowymi, gdyby nie istnienie resztek własności prywatnej u rolników na wsiach. Za Gierka nie byłoby kolorowo, gdyby nie sfera wolności drobnej przedsiębiorczości. Państwo produkowało konserwy z blachy czołgowej; prywaciarz zapewniał mięso do tej konserwy i otwieracz. 
       Dzisiaj 40% wolnej, prywatnej gospodarki pozwala rozwijać się (lub zwijać) 60% pasożytniczego sektora socjalistycznego. Dlatego stać nas i na telewizor kolorowy i na pensje dla partyjnych nomenklaturowców.
Tylko ja wolę płacić za oglądanie Tiny Turner, w miejsce Rosoła, Gosiewskiego, Palikota, Giertycha.
     Konstytucja za Gomułko-Gierkowszczyny też mi coś-tam, coś-tam, jakie prawa i wolności gwarantowała. Miałem do wyboru dwa programy: jeden radiowy i jeden telewizyjny. Wybierałem też kandydatów do Sejmu i rad narodowych. Do wyboru miałem jednego kandydata, ale za to przydzielanego zgodnie z parytetami odpowiadającymi strukturze demograficznej.
     Teraz też mam coś-tam, coś-tam, w Konstytucji. Partie nie muszą sobie nawet wpisywać do niej swojej kierowniczej roli. Wystarczy, że żerując na pieniądzach podatnika stworzyły sobie rzeczywisty monopol władzy. Jak zmieciem Miecia, to Miecio na śmieciach; jak śledziem Edzia, to Edzie nie w biedzie. Partie po to się tworzą, by żony o swych partyjnych mężach mówiły: mój małżonek jest z zawodu dyrektorem.
Więc wolę Tinę Turner.

 

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka