Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
83
BLOG

Kup pan bilecik

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 1

     Od 1 kwietnia, jeżeli nic w naturze nie ulegnie zmianie, korzystający z usług Przewozów Regionalnych PKP bilety kupować będą u koników. Zespoły specjalistów w czapeczkach bejsbolowych zachęcać będą scenicznym szeptem: bilecik do Koniecpola, tylko tutaj, za jedną dyszkie...
     Od 1 kwietnia, jeśli natura nie zmieni człowieka, znikną z dworców kolejowych kasy biletowe. W ich miejscach pojawia się boksy sypialne dla osób czasowo pozbawionych domów. Pozwoli to tworzyć podziały w grupie menelskiej; niższa kasta na ławkach poczekalni, wyższa przy kasach. Przy okazji konieczne się okaże przeprojektowanie wizji modernizacji dworca w Katowicach. Nowy dworzec niepotrzebnie dużo miejsca i uwagi poświęca miejscom obsługi pasażerów. A przecież do czasu zakończenia remontu dwora pasażer będzie zjawiskiem rzadszym na Górnym Śląsku od żubra.
     Jeżeli ktoś nie wie o co chodzi (a chodzi o pieniądze) to i tak nie zrozumie. Od 2000 roku trwa restrukturyzacja PKP. Spółka Skarbu Państwa została podzielona na 10 samodzielnych spółek i dwa autonomiczne oddziały. Jedna ze spółek – Przewozy Regionalne – ponieważ generowała największe straty została wciśnięta samorządom wojewódzkim. D tego momentu problemy kolejowe zyskały jeszcze jedno piętro komplikacji. Jako podmiot nie należący do holdingu PKP SA, PKP PR musi płacić PKP PLK za korzystanie z torów, PKP Nieruchomości za perony, PKP Energetyce za siłę do ciuchci, PKP Telekomunikacji za połączenia, PKP Informatyce za inne połączenia... Za kasy biletowe opłatę pobiera na małych dworcach PKP Nieruchomości; z 83 dużych dworców żyje autonomiczny oddział PKP Dworce Kolejowe. Ponieważ wszyscy od poziomu Ministra po poziom związkowców twierdzą, że ceny biletów nie pokrywają kosztów utrzymania, a na dodatek podobno państwo nie rekompensuje wprowadzonych ustawowo biletów darmowych i ulgowych; cały ten koncept organizacyjny wali się z braku pieniędzy.
     Zawsze w tym ambarasie pojawi się stan zagrożenia dla kas biletowych ( bo PR nie płaci PKP DK), dostaw energii dla elektrobusów czy zakaz wpuszczania na tory nie płacących składów. I wzajemnie płacący, lub niepłacący, przewoźnik może wybrzydzać – dlaczego ma płacić za tory, którymi strach jeździć z prędkością wyższą niż 20 km/h. Gdyby to, przy tym, były relacje między prywatnymi podmiotami, kierującymi się żądzą zysku – problemy topniałyby w słońcu wzajemnych korzyści. Ale mamy tu podmioty publiczne, interes publiczny, misję publiczną, domy publiczne, tory publiczne, dworce publiczne...
     Człowiek skazany na konieczność korzystania z usług publicznych musi się przyzwyczaić do stałej zmiany przyzwyczajeń. Kiedyś też był przekonany, że publiczny szpital służy leczeniu chorych, a publiczne zakłady energetyczne zapewniały mu energetyczne bezpieczeństwo. Dziś to nie jest ani proste, ani oczywiste. Podobnie rzecz ma się z dworcami kolejowymi. Dworzec luksemburski w Brukseli służy do produkcji unijnego prawa; dworzec kolejowy w Katowicach może być centrum dystrybucji pluszowych misiów. 
A bileciki ? U konika, po dyszce....
 

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka