W obliczu nieszczęścia rozum ustępuje przed emocjami. Szacunek można wyrazić słowem, można także milczeniem.
Możemy mieć nadzieję, że nikt i nigdy nie będzie drwiącym uśmiechem odliczał dni, by móc powiedzieć: były Prezydent Rzeczypospolitej...Zbyt mocna będzie świadomość niestosowności drwin z wybranej Głowy Państwa. Lecz i to jest tylko nadzieja. Żałoba wyzwoliła emocję, lecz nie wiem czy staliśmy się – jako społeczność – przez to lepsi. Czy bowiem taki trwały ślad przyniosło współczuwanie w dniach, gdy odchodził Ojciec Święty Jan Paweł II ? Czy staliśmy się po tym bardziej solidarni, czy zyskaliśmy wyższą jakość kapitału społecznego ? Na czym opieramy nadzieję, że teraz ma być lepiej.
Gdy mija czas emocji, czas żałoby, spokojnie przewartościować powinniśmy wypowiadane słowa. Czym była tam nieszczęsna katastrofa ? Znakiem szczególnej predyspozycji Narodu ? A może przyjdzie nam na myśl wstydliwa konstatacja: państwo, które nie potrafiło ochronić swojego Pierwszego Obywatela, nie jest dobrym gwarantem naszego bezpieczeństwa. Katastrofa nie jest powodem dumy, nie szukajmy w niej sensu. Nam było potrzebne życie tych, którzy nie wrócili z podróży do Smoleńska. Chciałbym żyć w kraju produkującym samoloty, które latają a nie spadają; budującym dobre drogi, a nie tylko pomniki odeszłym bohaterom. Chciałbym także, by ocena bohaterów dokonywana była dorobkiem ich życia, a nie tragedią ich śmierci.
Za wcześnie dziś by oceniać dorobek niedokończonej kadencji Prezydenta Rzeczypospolitej. Tym bardziej nie można budować na emocjach mitu. Kadencja Lecha Kaczyńskiego przypadła w czasach mniej przełomowych niż Jego poprzedników. Nie musiał zabiegać o usunięcie z Polski wojsk sowieckich, ani wyznaczać terminu pierwszych wolnych wyborów. Nie otwierał swoim podpisem wejścia Polski do NATO czy Unii Europejskiej. Nie miał okazji skutecznie mediować w czasie pomarańczowej rewolucji u sąsiadów. Każda kadencja jest inna każda miała swoje inne wyzwania. Emocje nie służą obiektywnej ocenie. Złym mitem jest, przy tym, przypisywanie tylko temu, zmarłemu tragicznie, Prezydentowi wartości patriotycznych. Od tego bowiem tylko krok nas dzieli od etykietowania żyjących, dzielenia na tych, którzy są prawdziwymi patriotami, a którzy nie mają prawa za takowych się podawać.
Tak jak każda z ofiar nieszczęsnej katastrofy, niezależnie czy była politykiem z PiS, z PO, z PSL czy SLD, ma prawo do dobrej pamięci; tak i w stosunku do żywych polityków powinno obowiązywać domniemanie patriotyzmu. Tego też nas ta katastrofa powinna nauczyć.
Niebezpiecznym, a jednocześnie nie możliwym do uniknięcia, jest inny mit; także rodzący się na naszych oczach. Mit, że ta śmierć nie była przypadkiem...Gdy doszło w czasie II wojny światowej do katastrofy w Gibraltarze, pierwszy tezę o spisku angielsko-sowieckim upublicznił Goebbels. Do dziś wiara w ten mit jest silna. Czy równie silna za lat kilkadziesiąt będzie wiara w mit o spisku przeciw Prezydentowi RP ?
Niestety, tak. Spiskowa teoria jest potrzebna by wytłumaczyć niewytłumaczalne, by nadać sens temu co z natury sensu jest pozbawione.
Wolność to także świadomość odpowiedzialności. To my, jako wolne społeczeństwo zbudowaliśmy państwo, które nie było w stanie zagwarantować bezpieczeństwa swemu Pierwszemu Obywatelowi. I od tego ciężaru odpowiedzialności łatwiej nam uciekać w mity.
45
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (6)