Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
60
BLOG

Prawo do jednego piwa i pobocza

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 2

     Popieram inicjatywę zmiany ustawodawczej znoszącej karanie rowerzystów za wypicie jednego piwa (przekroczenie 0,2 promila alkoholu we krwi). Uważam taką sankcję za zbędną represję, maskującą niedowład państwa w sprawach dotyczących bezpieczeństwa na drogach. 
     Problem bowiem tkwi nie w cyklistach, lecz socjalistach. Socjalista bowiem jest z natury swojej przekonany o słuszności swych metod zarządzania sprawami ogółu, tylko naród do nich nie dorósł. Mamy więc zapewne dobre rozwiązania komunikacyjne, tylko pijani rowerzyści złośliwie wpadają pod samochody...
     Z niewyjaśnionych logicznie powodów Polska należy do tych wyjątkowych krajów, gdzie buduje się drogi bez poboczy. Koszt budowy pobocza podnosi koszt budowy całej drogi o ok.5-10%; brak ich powoduje śmierć w wypadkach drogowych około 1000 ludzi rocznie. 
     Nasz kraj przoduje w statystyce śmiertelności w wypadkach samochodowych – ginie rocznie 5,5 tys-6 tys ludzi. W tej grupie piesi i rowerzyści stanowią ok.40 % - 45% ofiar. Z winy pieszych dochodzi do ok. 20% wypadków, winę rowerzystów uznano w ok. 8%. Dodajmy tu jeszcze paradoksalny fakt: do 65 %-70% wypadków dochodzi w biały dzień, w dobrych warunkach atmosferycznych, przy suchej nawierzchni. Blisko 60% zdarzeń wynika z przekroczenia prędkości, nieudzielania pierwszeństwa przejazdu i nieprawidłowego wyprzedzania. Statystyka nie odnotowuje jako odrębnej przyczyny braku poboczy, ale kto zna sytuację na naszych drogach uzna za prawdziwą liczbę 1000 ofiar śmiertelnych rocznie.
     Ponad 70% wypadków zdarza się na obszarach zabudowanych. I tu warto zwrócić uwagę na nasz krajobraz. Dominują u nas wsie ulicówki ciągnące 1-2 km wzdłuż dróg (także krajowych i wojewódzkich). W mieście jesteśmy przyzwyczajeni do stref zamieszkania, gdzie pieszy (czasem trzeźwy, czasem pijany) w każdym miejscu może wejść na jezdnie. Poza miastem nie zwracamy uwagi, że przestrzeń drogi krajowej może stanowić strefę zamieszkania. W większości przypadków – jedyną strefa zamieszkania, bo w tych „ulicówkach” nie ma bocznych uliczek, placyków, innych przestrzeni publicznych; na tej jedynej drodze jest sklep, urząd gminy, szkoła, knajpa, apteka. Mieszkańcy traktują więc drogę krajową jako swoją przestrzeń, tę samą przestrzeń zawłaszczają kierowcy. Dla nich ograniczenie prędkości jest szkodliwym absurdem, bo ulicówki łączą się prawie ze sobą tworząc na drogach krajowych łańcuch ograniczenia do 50 km/h. 
     System jest tak ustawiony, że do więzienia wsadzą pijanego tubylca, który po swojej ulicy jechał rowerem ze sklepu do domu. Bezkarni są kierowcy, którzy w tę lokalną przestrzeń wpadają z prędkością do 100 km/h....Trudno by w takiej sytuacji tubylec uznawał swoje państwo za rzecznika sprawiedliwości. Raczej dostrzega w nim aparat represji ze strony kolonizatora.
     „Żyj i pozwól żyć innym” to podstawa liberalizmu, to najważniejsze przykazanie zachowań społeczne. Zakaz jazdy rowerem przy 0,2 promila alkoholu we krwi jest „martwą represją”, niebezpiecznie otwierającą dowolność szkodzenia ludziom przez złośliwego policjanta. Podniesienie tej granicy do 0,5 promila nie zmniejszy poziomu bezpieczeństwa drogowego.
     A i tak – ceterum censeo – istotniejszy byłyby tu ustawowy nakaz budowania poboczy przy drogach...

 

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka