Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
67
BLOG

Solidarnie i rozważnie

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 0

     W obliczu nieszczęścia, jakim jest powódź, rządzący i będący w opozycji politycy mnożą obietnicę, o przyszłej poprawie sprawności swych działań. Zapowiada się więc różne zmiany prawne, które umożliwią budowę wałów (tam, gdzie być powinny) lub uniemożliwią zabudowę terenów zalewowych (tam, gdzie być nie powinna)....Pamiętam podobne teksty po powodzi w 1997 r....Problem jednak u nas najczęściej nie leży tylko w złym prawie, ale też w braku siły wykonawczej. 
     Ustawa o planowaniu przestrzennym wymaga z wielu względów zmian. Niemniej zawarte są w niej jasne przepisu obligujące samorządy do współdziałania z RZGW przy wyznaczaniu lokalnej polityki przestrzennej. Nie można także zaniedbań w budowie wałów zwalać na egoistyczny opór właścicieli nieruchomości, choć i takie przypadki się zdarzają. Wprowadzenie zasady wywłaszczania pod budowę dróg bynajmniej nie przyspieszyło budowy autostrad. PRL też swobodnie dysponowało wszelką własnością, ale to nie skutkowało modernizacją infrastrukturalną kraju. Ostrożnie więc z przekazywaniem większych uprawnień urzędnikom w dysponowaniu cudzą własnością prywatną. Łatwość dysponowania często prowadzi do marnotrawienia zasobów przestrzennych.
     Zabudowa obszarów zalewowych często nie wiąże się z polityką przestrzenną gminy. Jest bowiem przepis w ustawie o planowaniu pozwalający budować się nie oglądając na interes ogólniejszy. Każdy posiadający gospodarstwo rolne o powierzchni nie mniejszej niż średnia w gminie może budować na nim dom, tzw „siedlisko”. Nie bądźmy hipokrytami, nie mówmy, że ten przepis służy biednym mieszkańcom wsi. W okolicach większych miast rolnik na wsi jest „zabytkową” mniejszością a krowę spotkać można rzadziej niż rasowego psa. Z przepisu siedliskowego masowo korzystają mieszczanie, budujący w gminach podmiejskich swoje domy.
       Zapominamy, że przestrzeń ma swoją wymierną wartość. Nadmierne rozrzucenie zabudowy to nie tylko utrata bezpieczeństwa w czasie powodzi (zabudowanie obszarów zalewowych), to także konieczność rozbudowy infrastruktury – dróg, gazociągów, kanalizacji, linii energetycznych, wodociągów itd. - do obsługi nowych domów. Ludność miast się zmniejsza. Częstochowa, której infrastruktura zaplanowana jest na 300 tys ludzi, za kilkanaście lat zamieszkała będzie przez 200 tys osób. Nie ma zatem uzasadnionego powodu nadmiernej ekspansji urbanistycznej.
       Samo zniesienie przepisu o siedliskach nie poprawi sytuacji. Konieczna jest zasadnicza zmiana, odejście od polityki klasowej inaczej traktującej mieszkańców wsi od mieszkańców miast. Potrzebny jest kataster, który umożliwi naliczenie podatku od wartości budynku, a także od tej wartości obowiązkowego ubezpieczenia. Jest to bowiem wzajemnie się uzupełniające działanie. Budynek na terenie zalewowym, ze względu na ryzyko zniszczenia ma mniejsza wartość rynkową (a więc dotyka go niższy podatek katastralny), równocześnie ten sam czynnik ryzyka zwiększa kwotę składki ubezpieczeniowej. Skończmy z tym naszym moral hazard, że od okazałego domostwa na terenie wiejskim płacimy jedynie podatek rolny, unikamy przy tym ubezpieczenia licząc na solidarność rządu. 
     Powinniśmy być solidarni wobec każdego z poszkodowanych przez katastrofę powodzi. Solidarność nie zwalnia jednak z odpowiedzialności Mogę mieć jedynie nadzieję, że wyczerpaliśmy w tym roku z nawiązką limit nieszczęść. Nadzieja jest jednak matką głupich, mądrość wyraża się przezornością.  

 

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka