Od kilku dni liczę na to, że któryś z polskich polityków (rządzących lub opozycyjnych) wyrazi swoje zdanie na temat ekstradycji Uri Brodskyego, w sposób odległy od dyplomatycznej poprawności. Po prostu powie: ze względu na doświadczenia historyczne żaden polski policjant nie powinien wydawać Żyda w ręce niemieckiego policjanta. I tyle. I aż tyle. Niemcy powinni taką decyzję przyjąć z pełnym zrozumieniem. Chcą oskarżać pana Brodskyego przed niemieckim sądem, niech rozmawiają na ten temat z Izraelem.
Jest oczywiste, że Polska powinna wywiązywać się z porozumienia dotyczącego europejskiego nakazu aresztowania, jest to też w interesie Polski, by żaden gangster nie uciekł korzystając z otwartych granic przed naszymi organami ścigania. Ale od każdej, nawet najbardziej słusznej reguły, mogą istnieć – powodowane nadzwyczajnymi sytuacjami – odstępstwa. Pan Uri Brodsky, według dostępnej wiedzy, nie jest przestępcą kryminalnych. Jest, pozwolę sobie go tak określić, żołnierzem walczącym w obronie swojego kraju. Mamy wielkie szczęście, nie dotyka nas agresja terroryzmu. Tylko w teorii możemy rozważać dylematy związane z dopuszczalnym zakresem obrony przed bandytami. Czy gdyby u nas wybuchały bomby zabijające nasze kobiety i dzieci, czy wówczas nie oczekiwalibyśmy, by nasi żołnierze unieszkodliwili zleceniodawców tych zbrodni...?
Jeżeli nie znamy odpowiedzi na to pytanie, to spróbujmy przynajmniej zrozumieć motywy podstępowania, tych którzy muszą na nie odpowiedzieć.
Dramat z przeszłości naznaczył wzajemne stosunki Polska-Niemcy-Izrael. Jestem, niestety, na tyle starym człowiekiem, że dla mnie upokarzające jest samo żądanie, by polski policjant wydał Żyda niemieckiej policji. Bez względu na stopień zjednoczenia współczesnej Europy, takie żądanie nigdy nie będzie dla mnie czymś normalnym.
I tyle.
38
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (2)