Minister Julia Pitera należy do zjawisk przyrodniczych nadających smak rządowi premiera D. Tuska. Z uwagą odnotować należy jej odważną próbę wrobienia rządu w kolejny bubel prawny, tym razem zwany ustawą o lobbystach. Pomysł pani minister polega na poddaniu konsultacji społecznych nadzorowi służb specjalnych. Przyjęto tu logiczne założenie: jeżeli komuś nie podoba się obecny kształt prawa, albo projekt zmian zgłoszony przez rząd, to albo jest niespełna rozumu (więc się z nim nie gada), albo jest mataczem chcącym na zmianach coś ugrać (a takim zajmą się służby). W trosce o cnotę parlamentarzystów obu płci – należy chronić ich przed wpływem 38 mln potencjalnych mataczy lub idiotów.
Jeżeli więc jako obywatel domagałbym się władztwa gmin nad odpadami komunalnymi, formalnego określenia zasad zwolnień od podatku VAT datków zbieranych z pomocą sms-u, albo stworzenia funduszy na rzecz ratowania górnośląskiego dziedzictwa przemysłowego; to w każdej z tych spraw zmieniam się w jednostkę podejrzaną o lobbing. Jako podejrzany mam dwa wyjścia. Mogę się przyznać do winy i zarejestrować się w CBA płacąc tej firmie 250 zł. Suma niewielka, jak za przyjemność dobrowolnego poddania się inwigilacji. Zarejestrowany lobbysta może bywać na komisjach i podkomisjach parlamentarnych, spotykać się z tymi czy owymi, prezentować publicznie swoje racje. Potem tylko wystarczy raz do roku napisać sprawozdanie-donos, z kim i o czym rozmawialiśmy...Jeżeli auto-donos zgadza się z obserwacjami CBA, możemy być nad legalnymi lobbystami.
Gorzej, gdy nie przyznamy się do chęci lobbowania. Nic to, że reprezentujemy legalne, ogólnie szanowane organizacje typu: Związek Miast Polskich, Krajowa Izba Gospodarcza, Liga Ochrony Przyrody; nie możemy uczestniczyć w posiedzeniach ciał parlamentarnych, a na nasze listy, wnioski, opinie urzędnik, poseł czy senator nie musi odpowiadać. Znajdziemy się w trudniejszej sytuacji niż zwykły obywatel, któremu prawo i grzeczność nakazuje odpowiadać. Podejrzany o lobbing traci część praw obywatelskich. Podejrzany nie może także wypowiadać swojego zdania, opinii, protestów na otwartych spotkaniach, konferencjach czy sympozjach z udziałem parlamentarzystów czy urzędników na wysokich stanowiskach.
Lobbing byłby ścigany prawie tak jak palenie papierosów (a więc radykalniej niż palenie narkotyków). Radykalizm wynika, najprawdopodobniej, z czarno-białego dostrzegania świata: dobro bezinteresownych urzędników zderza się w nim z pokusami interesownych obywateli.
Projekt ustawy spotkał się z natychmiastową, ostra krytyką wewnątrz rządu, zatem radykalne rozwiązania raczej nam nie grożą. Pozostaje urok zjawiska zwanego ministrem Piterą.
Gołym okiem, nieuzbrojonym w sejmowe komisje nadzwyczajne, widoczne są efekty działań lobbystycznych. Dowodem tego przykładowym jest blokowanie od pięciu lat sprawy przekazania samorządom władztwa nad odpadami. Bez trudu można także dostrzec w naszym życiu publicznym przykłady nepotyzmu, dziwne decyzje o stronniczym charakterze, oplatanie interesami partyjnymi struktur gospodarczych i inne cechy nadające Polsce latyno-amerykański koloryt. Gdy ów koloryt wydaje nadmierny zapach premierzy podnoszą głos, walą pięścią w stół, pokazują swoje czyste ręce bądź innymi gestami podkreślają swoje uczciwe oburzenie. Efektem tego są komisje, zespoły, analizy i programy antykorupcyjne, a w konsekwencji zdobienie Rad Ministrów zjawiskami typu Julia Pitera.
Zablokowanie prawnego bubla produkowanego w imię słusznych racji, może być przez tych zjawiskowych ministrów ukazywane jako część odwiecznej walki dobra ze złem.
Szkodzić to może i nie zaszkodzi, pomóc też nie pomoże, a swój urok ma.
42
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (3)