Podróżowałem swoim klimatyzowanym rowerem przez miasta, miasteczka i wioski południowej Opolszczyzny, z uczuciem rosnącego zachwytu. I choć jestem z „kongresówki”, nie zmniejszał mojego zachwytu widok dwujęzycznych tablic z nazwami miejscowości, na których obok Dobrej było Dobrau.
Było tak kiedyś w przeszłości, że moje miasto Częstochowa stanowiło prowincjonalny ośrodek na granicy rosyjskiego imperium. Rozwój przemysłu sprawiał, że osiedlali się w nim Niemcy, Czesi, Żydzi (6Litwacy), Rosjanie, Ukraińcy a nawet Francuzi czy Belgowie...Europa w XIX w. była dość otwartym kontynentem i migracje nikogo nie dziwiły. Dziwne, piękne i fenomenalne było coś innego. otóż znaczna część z tych Litwaków, Niemców a nawet Ukraińców polszczyła się wybierając lojalność wobec narodu nieposiadającego państwa. Z takiego spolszczonego rodu ewangelickiego był, między innymi, wspaniały ułan z Częstochowy gen. Gustaw Orlicz- Dreszer.
W Opolskim po wojnie stała się rzecz odwrotna. Tu, po 1946 r pozostali Ślązacy świadomie wybierający polską opcję narodową. Sposób potraktowania ich przez polskojęzyczne państwo PRL, doprowadził do zrobienia z nich Niemców. Aparat państwa z pomocą chamstwa i prostactwa nie wzmocnił naszego narodu...Spijamy dzisiaj to piwo nawarzone przez narodowo-komunistycznych kacyków...
Wybór narodowości, z którą się utożsamiamy jest decyzją osobistą. Każdy jest tym za kogo się uważa. Siła naszego państwa nie musi wynikać z jednolitości narodowościowej, ale z obywatelskiej lojalności.
Banał. Ale ten banał widać w Gogolinie. Miasto, gdzie stoi pomniczek Karolinki i Karlika; miasto z którego pochodzi dynastia Krollów (Królów) przywodzących mniejszości niemieckiej. Z ogromną przyjemnością można dostrzec zadbanie, wypielęgnowanie wręcz, tego miasta. Równo wszędzie przystrzyżona trawa, żadnego niedopałka na chodnikach, odmalowane elewacje, wszystko takie....gemutlich ( trudno tu o lepsze od owego niemieckiego słowa określenie). Widać, że dba się tu o wspólną własność jak o swoją, że nie czeka się na odgórne zarządzenia, nie robi się „pod przyjezdnych” lecz dla siebie, dla własnej przyjemności życia w pięknym miejscu.
I ten Gogolin swoim wyglądem jest manifestem lojalności ludności niemieckiej wobec państwa polskiego. Bo lojalność wobec własnego państwa wyraża się w pierwszym rzędzie taką, codzienną troską o wspólne dobro.
Opolskie jest pierwszym województwem, które przyjęło zachodnie doświadczenie programu „Odnowy wsi”. Pomysł prosty – przekonać wspólnotę wiejską do wspólnych działań, wyłonić naturalnych liderów tych działań, wspomóc je...Zacząć, przy tym, warto od drobnych, małych sukcesów. Od założonego przez mieszkańców skweru z kwiatami, od wyremontowania i ożywienia świetlicy wiejskiej, od zadbania o lokalny zabytek (kapliczkę, stary dom, resztki dworskiego parku)... Odnowę wsi od kilkunastu lat upowszechniał Ryszard Wilczyński, niegdyś przewodniczący Sejmiku, dziś wojewoda opolski. I to działa. Najpierw zadziałało w miejscowościach zamieszkałych przez śląskich autochtonów – bo idea odpowiada śląskiemu przywiązaniu do porządku, bo tu doświadczenie historii bardziej ludzi scementowało. Potem siłą przykładu zadziałało we wsiach zasiedlanych przez potomków repatriantów z wschodnich kresów...Bo my nie gorsi...
I tak właśnie opolskie pięknieje. A moja szczęka z zachwytu opada. Oby tylko tak dalej było, oby tylko mieszkańcom opolskiego (bez względu na deklarowaną przez nich narodowość) woli nie brakło do wspólnych działań.
45
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze