Pisząc „co można i co należy” wskazałem kilka elementów działań niezbędnych moim zdaniem dla naprawy sytuacji finansowej Polski. Powtórzę, przy tym, raz jeszcze: stan finansów państwa nie jest tylko problemem rządu, czy rządzącej partii. Rząd się jakoś sam wyżywi; my – nie. To my, ogół pracujących, będzie – w ten czy inny sposób - płacił wyższa cenę za spychanie problemów pod kołdrę.
Nie da się bezboleśnie ograniczyć deficytu finansowego. Każdy, kto żył ponad stan, kiedyś musi rachunki zapłacić. Podwyższenie podatku VAT, przy braku zmian innych elementów, jest tylko próbą „przetrwania 2011 roku” (przyznał to minister M. Boni). Jeżeli zwiększymy VAT do 23%, przy utrzymaniu luźnej polityki wydatkowej, efektem będzie 1-2% skok inflacyjny. Na krótszy dystans jest to sytuacja dobra dla rządu, przypływ inflacji zwiększa wpływy z VAT-u, a słabsza złotówka wpływa na poprawę bilansu w handlu zagranicznym. Są to jednak korzyści przejściowe. Porównać to można do leczenia katza klinem: początek gorzki, potem chwila przyjemności lecz koniec żałosny.
Można (a nawet należy) podnosząc VAT utrzymać inflacje w ryzach, zamrażając równocześnie płace w sektorze budżetowym i/lub podnosząc stopy procentowe NBP. W obu wypadkach grozić nam może spadek konsumpcji wewnętrznej; tym samym wyższy VAT nie musi oznaczać wyższych wpływów budżetowych. Dlatego w przypadku takiej operacji optymalne dla budżetu wydaje się podwyższenie stawki obniżonej VAT, przy jednoczesnym utrzymaniu ( lub nawet) obniżeniu stawki podstawowej. Innymi słowy – największy wpływ z VAT, przy jednoczesnym uniknięciu inflacji, przyniesie wprowadzenie jednej stawki VAT (np. 19%, by spełnić marzenie o prostym systemie 3x19: PIT, CIT,VAT).
Obciążenie cen żywności czy leków 19% VAT-em jest posunięciem politycznie ryzykownym. W statystycznym koszyku wydatków żywność stanowi ok 24%; proste przełożenie wskazuje, że przeciętna rodzina płaciłaby po podwyższeniu VAT do 19% - ok 100 zł miesięcznie więcej. Nie jest to oczywiste, równie prawdopodobny byłby spadek popytu na żywność. Tak czy owak, z tego powodu operacja ujednolicenia stawki VAT powinna być albo rozłożona w czasie, albo uzupełniona programem wsparcia adresowanym do biedniejszych rodzin.
Mówiąc tu o cenotwórczym charakterze VAT i jego wpływie na koszyk wydatków, pamiętajmy, że nie tylko podatki tworzą koszt produktu. Ponad 20% wydatków rodziny przeznaczają na czynsze, energię, opłaty za wywóz odpadów i ścieków. Koszty regulacji państwa w tych dziedzinach stanowią wyższe obciążenie niż VAT. Podobnie o cenie leków czy usług medycznych nie stanowią podatki, ale narzut „korupcyjny”...Deregulacja i demonopolizacja tak samo może więc wpływać na koszt naszego życia, jak obniżenie podatków.
Wzrost VAT rząd tłumaczy koniecznością zdobycia środków na wkład własny, uzupełniający pomoc unijną. Jest to najmniej przekonujący argument. 20% kosztów budowy drogi czy boiska „Orlik”, inwestycji realizowanych przez samorządy, wraca w postaci podatku VAT do budżetu państwa. Podwyżka VAT utrudni zatem samorządom możliwości inwestowania zarówno własnych jak i unijnych środków. Budżet państwa zyska, samorządy zaś zwiększą swoje zadłużenie.
Jak mantrę gotów jestem powtarzać; w obecnej sytuacji nie ma dobrych rozwiązań. Konieczne wydaje się podniesienie podatków i zmniejszenie wydatków. Problem – jakie „mniejsze zło” wybrać...
50
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (2)