Premiera mamy m.in. po to, by poważnie traktował państwo (a więc obywateli). Zgodnie z ustawą o finansach publicznych z 27 sierpnia 2009 r. Rada Ministrów powinna do 31 lipca 2010 r przyjąć Wieloletni Plan Finansowy Państwa. Taki podobno przyjęto podczas posiedzenia rządu 3 sierpnia.
Piszę podobno, bo o tym, jak i treści planu, brak informacji CIR (rutynowa publikacja decyzji Rady Ministrów podjętych na posiedzeniach). Wiemy o planie tylko z ust Premiera, znamy tylko i wyłącznie dość mglisty zarys przewidywanych podwyżek VAT.
Wieloletni Plan określać powinien dochody i wydatki oraz przychody i rozchody budżetu państwa z perspektywą czteroletnią. Zawierać powinien m.in. kierunki polityki fiskalnej, skonsolidowaną prognozę bilansu sektora finansów publicznych, kwotę deficytu i potrzeb finansowych budżetu państwa itd. Projekt WPFP przedstawia Radzie Ministrów Minister Finansów; uchwalony plan podlega publikacji w Monitorze Polskim.
Przyjmując za dobrą monetę słowa Premiera – Rada Ministrów przyjęła 3 sierpnia taki plan. Ponieważ większość z obserwatorów życia publicznego zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji finansowej dotyczącej Polski, z niecierpliwością oczekiwać powinniśmy publikacji WPFP. Na tej podstawie ocenić można, czy rząd ma pomysł szerszy, niż tylko sięgnięcie do kieszeni podatników, by kupić czas do najbliższych wyborów.
Mam tylko nadzieję, że obywateli Rzeczpospolitej nie potraktuje się jak motłoch, zbyt ciemny by mógł sam o sobie decydować. Zrozumieć mogę, że dla polityków wygodniejsza jest ucieczka w tematy zastępcze. Nic tak nie mobilizuje elektoratu jak sytuacje zero-jedynkowe (wojny o krzyż, o „in vitro, parytety, związki partnerskie, odpowiedzialność za katastrofę). W schemacie pi-arowskim liczy się wyrazistość. Jest to jednak problem polityków, nie mój.... Moje są pieniądze, które płacę na cele wspólne realizowane przez struktury państwa. Moje pieniądze, a tym samym także pieniądze innych podatników, to owoc pracy. Lekceważenie ich to lekceważenie codziennego wysiłku polskich obywateli.
Nieszczęściem byłoby traktowanie obywateli jako motłochu nieodpowiedzialnego za siebie; motłochu, którego można uwodzić odpowiednimi technikami propagandowymi. To, że dziś znaczna część ludzi uznaje państwo za „opiekuńczego wroga”, od którego należy siła wydzierać „to co się należy”; jest pokłosiem traktowania ludzi jak niedojrzałe dzieci.
Panie Premierze ! Gra o przyszłość Polski to nie jest mecz piłki nożnej. Tu nie liczą się widowiskowe zagrywki, tu się nikogo nie kiwa. Proszę położyć na stole swój plan i przygotować się na poważną debatę.
75
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze