Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa
97
BLOG

Niepoliczone zadłużenie

Jarosław Kapsa Jarosław Kapsa Polityka Obserwuj notkę 10

      Wprowadzanie przez Ministra Finansów „reguły wydatkowej” spotkało się z ciekawą ripostą samorządów. Samorządowcy zaproponowali, by ustawowo zakazać przekazywania z środków własnych gmin i powiatów dotacji na zadania finansowane z budżetu państwa. Ustawowy zakaz byłby tu formą obrony; szukanie oszczędności w budżecie państwa polega często na przerzucaniu ciężaru finansowania na lokalne wspólnoty. 
Najbardziej odczuwalne jest to w oświacie. Rząd wprowadzając 7% podwyżkę, przemilcza kto będzie za to płacił. Średnio z środków własnych samorządy dokładają 20%-25% do rządowej subwencji, w ten sposób są pokrywane podstawowe koszty: płace i pochodne. Dla miasta średniej wielkości (100 -200 tys mieszkańców) wprowadzenie podwyżki oznacza dodatkowy wydatek z własnych środków wysokości 7-10 mln zł.
     Odczuwalne już w budżetach były oszczędności wprowadzane w wydatkach na utrzymanie służb państwowych. Dotacje powiatów na utrzymanie nadzoru budowlanego (tylko licząc koszty płac), wynoszą 15-20%. Brak środków powoduje, że samorządy muszą – w trosce w bezpieczeństwo mieszkańców – kupować paliwo, a nawet radiowozy dla policji, utrzymywać komisariaty, płacić za policjantów rachunki telefoniczne, za światło i ogrzewanie. Bez pieniędzy samorządowych nie mógłby funkcjonować krajowy system ratowniczy, a w nim nie tylko jednostki ochotnicze ale i państwowa straż pożarna. 
     Proste wprowadzenie reguły wydatkowej, bez zderzeniem się z podstawowym problemem – ile rzeczywiście kosztuje utrzymanie i realizacja zadań państwa – oznacza samooszukiwanie. Gdynia rocznie dopłaca do subwencji oświatowej 100 mln zł, Częstochowa – 60 mln zł, Bielsko- Biała – 50 mln zł. Wydając na oświatę wolne środki budżetowe, miasta na niezbędne inwestycje rozwojowe muszą zaciągać kredyty. Upraszczając: zaniżone wydatki budżetu państwa i tak w końcowym efekcie obciążają państwo powiększając poziom zadłużenia sektora finansów publicznych.
     Trudno wymagać od polityków by zmienili konstrukcję mózgu i myśleli o skutkach działań dłuższych, niż termin najbliższych wyborów. Ale, gdyby stał się taki cud, reguła wydatkowa byłaby powiązana z analizą efektywności. 
     Odnieść to można do zachowań ludzi gospodarujących swoim budżetem domowym. Może się zdarzyć „nieszczęście nagłego wzbogacenia”. Ktoś zarabiający i żyjący skromnie niespodziewanie wygrywa w Totka...Uzyskane w sposób nadzwyczajny pieniądze inwestuje w duży dom pod miastem, w samochód terenowy i jeszcze kilka atrybutów wymarzonego luksusowego życia. Wygrana jednak nie powoduje wzrostu jego stałych podstawowych dochodów. Gdy wyczerpią się nadzwyczajne dochody, proza (i komornik) zastukają do drzwi. Dom okaże się zbyt drogi do utrzymania, samochód za dużo pali; pensja jest zbyt niska by pokryć wygórowany poziom życia.
     Inna jest sytuacja osoby, który większość zaoszczędzonych (zarobionych) środków inwestuje tak, by obniżyć przyszłe koszty. Wymienia sprzęt domowy na energooszczędny, ociepla ściany i okna domu; kupując samochód skrupulatnie wylicza przyszłe koszty jego utrzymania. Część oszczędności lokuje tak, by procentowały przyszłym zyskiem (we własną edukacje, w niezbędne narzędzia pracy, w wykształcenie i wychowanie dzieci …).
     Mądry może dorobić się gospodarując na piaskach, głupiemu nie pomoże nawet wytrysk ropy naftowej w przydomowym ogródku.
     Rzeczowa ocena efektywności wydatków publicznych pozwoli nam ocenić, czy mamy do czynienia z głupimi czy z mądrymi. Na głupotę Polski nie stać, nie jesteśmy Rosją, Wenezuelą czy Kuwejtem. Musimy umieć wybrać, która inwestycja jest niezbędna, a która jest tylko kosztowną kompensatą marzeń o luksusie.

chciałbym to wiedzieć...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka