97 obserwujących
247 notek
549k odsłon
1251 odsłon

Ścieżki dostepu

Wykop Skomentuj38

Mówią - nadzieja w młodych. Są tacy zaangażowani i ideowi. Trzeba im tylko stworzyć warunki. Wielu z nich wierzy, że warunki takie zapewnia ordynacja brytyjska. Kwintesencją takiej wiary jest wyznanie, od którego zaczyna się notka na blogu SapereAude:

Ordynacja większościowa oparta na jednomandatowych okręgach wyborczych daje młodym ludziom z aspiracjami politycznymi możliwość dochowania wierności swoim poglądom, z czym miała problem lwia ilość posłów na Sejm.

W dyskusjach nad ordynacją nie raz i nie dwa spotkałem się z wiarą tak mocną, że pozwalała bez problemu ignorować fakty. W zasadzie sytuacje takie zupełnie mnie nie dziwią a szczególnie nie oburzają. Cieszy, że w ogóle sprawa reguł wyborczych jest uznawana  za ważną. Moją chęć polemiki pobudza czasem kontekst. Otóż nazwa tej fundacji to wezwanie do odwagi w byciu mądrym. Nie chcę być przemądrzały, lecz chcę zachęcić autorów tego manifestu do postudiowania losów brytyjskich parlamentarzystów. W ramach zachęty wszedłem sobie na Wikipedię i kliknąłem w trzech przypadkowych posłów. Nic o nich wcześniej nie wiedziałem. Ułożyli się jednak w całkiem zgrabny obraz. 

Jonathan Djanogly zasiada w parlamencie od 2001 roku. Ma lat 48, został zatem posłem przed czterdziestką. Urodził się w Londynie i tu po raz pierwszy wystartował z sukcesem w wyborach z ramienia Partii Konserwatywnej, zostając w 1994 roku radnym dzielnicy City of Westminster (miał wtedy 29 lat). W zdobyciu mandatu na pewno nie przeszkadzało wyznanie mojżeszowe kandydata. Czy fakt, że był synem mulimilionera stanowił jakiś atut, możmy co najwyżej zgadywać.

Djanogly odnowił mandat po czterech latach. Wcześniej jednak wystartował w wyborach parlamentarnych. Tyle, że nie w Londynie, lecz w okręgu Oxford East. Być może miał na to wpływ fakt, że studiował on w tym mieście. Co prawda nie na TYM Oxfordzie a na Oxford Polytechnic, lecz to zawszeć uczelnia mieszcząca się w pierwszej czterdziestce brytyjskiego rankingu.

W okręgu Oxford East w dwóch poprzednich wyborach mandat zdobywała Paria Pracy, osiągając 16% przewagi, lecz to przecież nie powinno zniechęcać młodego, ideowego człowieka. Nie zniechęcił go też wcale wynik. Owszem, zdobył o 11,5% mniej głosów niż poprzedni kandydat jego partii, zaś przewaga posła-labourzysty urosła do prawie 35%. Lecz zdobyte doświadczenie na pewno przydało się po czterech latach.

Tym razem przyszło mu startować w zgoła odmiennym miejscu. Nie, nie - wcale nie w rodzinnym Londynie. Nie porafił go docenić Oxford, powalczył o mandat w Cambridgeshire, konkretnie zaś w okręgu Huntingdon. W okręgu tym przez poprzednie 18 lat mandat poselski dzierżył sam John Major - swego czasu konserwatywny premier Zjednoczonego Królestwa.

Czy Djanogly miał wcześniej jakieś szczególne związki z tym okręgiem? Nawet jeśli, to na swojej stronie skromnie to przemilcza. W każdym razie znów nie popisał się szczególnie, tracąc co dziesiąty głos swojego poprzednika. Jednak przy wyjściowej przewadze w wysokości 32%, jego sukces był i tak bezapelacyjny. W wyborach 2005 i 2010 konkurencja stopniowo się zbliżała, lecz zachowuje on ciągle prawie dwudziestoprocentową przewagę nad kandydatem liberalnych demokratów. Mieszka teraz w tym okręgu - od Londynu oddalonego o godzinę z okładem.

Gdyby ktoś nie miał w pamięci mapy Anglii na tyle, by wyobrazić sobie położenie Oxfordu i Cambridge względem Londynu, dwa obrazki z Wikipedii pokazują hrabstwa, w których są rzeczone okręgi. W sumie rzut beretem - niecałe dwie godziny jazdy samochodem. Wszystkie dane można sprawdzić tu: Jonathan Djanogly wiki, Jonathan Djanogy sam o sobie, Oxford East, Huntingdon.

W Cambidge urodził się natomiast inny konserwatywny poseł - Nick Herbert. Dwa lata starszy niż Djanogly, dostał się do parlamentu cztery lata później. Lecz pierwszą próbę odbył w tych samych wyborach 1997 roku. Na jego stronie brak jest informacji, co takiego wiązało go z okręgiem Berwick-upon-Tweed w hrabstwie Northumberland. W każdym razie tam właśnie, gdzie od 1973 roku mandat zdobywali liberałowie, przyszło mu pierwszy raz stawać w polityczne szranki. Wynik był powalający. Stracił co czwartego wyborcę swojej partii i wylądował na trzecim miejscu. W kolejnych wyborach nie wystartował. Jednak od 1998 roku był zaangażowany w kampanię przeciw przyjęciu euro, zaś w 2001 roku założył konserwatywny think tank Reform. 

W roku 2005 sekratarz skarbu w konserwatywnym gabinecie cieni Howard Flight został zmuszony do rezygnacji z ponownego startu w wyborach, gdy wyznał, że po dojściu do władzy przez jego partię oszczędności  będą musiały być większe niż to, co się oficjalnie deklaruje. Naciskom partii na rezygnację opierał się ostro a lokalna organizacja partyjna odmówiła wskazania innego kandydata. W końcu jednak buntownicy ustąpili, w czym - jak można się domyślać - niejaką rolą mogło odegrać przyznanie Flightowi tytułu barona i dożywotniego miejsca w Izbie Lordów. Tak, czy inaczej, uwolnił się okręg w West Sussex z 30% przewagą konserwatystów. Lokalna struktura partii wskazała jako swojego kandydata Nicka Herberta - na miesiąc przed wyborami. Mimo tych perypetii, wynik uzyskał bardzo dobry - minimalnie tylko gorszy od starszego kolegi. Czy miał w tym udział szczególny związek z okręgiem i zasługi w pracy dla lokalnej społeczności? Trudno w to nie wątpić. W każdym razie dwie jego próby dostania się do parlamentu wyglądają na obrazku imponująco. Pierwsza, nieudana - 300 mil od rodzinnej miejscowości, druga "tylko" połowę z tego, za to w przeciwnym kierunku. Oczywiście PO wyborze zamieszkał w okręgu.

Wykop Skomentuj38
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale