Zwracam się do wszystkich, którzy chcą ingerować w wewnętrzne sprawy obcych kobiet. Załóżmy, że jest możliwy kompromis, ale wymaga on wpierw wyjaśnienia pewnej fundamentalnej sprawy. Ile warty jest plemnik u celu (w jajeczku)? Odpowiedzcie szczerze na to proste pytanie szczególnie wszyscy obrońcy nieswojego życia. Daję chwilę do namysłu i ...
...podpowiem, że nawet jeśli uznacie zarodek za pełnowartościowe życie ludzkie, które przecież jest bezcenne, to i tak nie oznacza to braku wartości lub nieskończonej wartości. To tylko oznaka trudności w wycenie (nie tylko formalnej, ale i moralnej).
Dopowiem, że zarodek może być cenniejszy, niż masa dorosłych osobników, jeśli ten pierwszy jest przyszłościowy, a pozostali bez przyszłości np. zdegenerowani, bezpłodni, a cała nadzieja ludzkości jest w zarodkach, które nie ucierpiały po jakimś kataklizmie mutującym geny żywym osobnikom. Taka hipotetyczna sytuacja jest jednak czystą fantastyką, więc ją na dzień dzisiejszy odrzućmy.
Jeśli wartość zarodka to tylko przewidywane korzyści z dodatkowego osobnika to weźmy wpierw pod uwagę, że aborcja nie musi oznaczać jednego życia mniej na świecie, ale może zaledwie paromiesięczne przesunięcie czasu urodzenia dziecka (wraz z ogromem pozytywnych różnic w miłości matki do dziecka, w doborze odpowiedniego ojca, świadomym zaplanowaniu rodziny itd.). Lepsze doświadczenia z pierwszym dzieckiem (chcianym i kochanym przez rodziców dzieckiem) to też większa szansa na decyzję o kolejnym potomku. Argumentację o korzystnym potencjale ilościowym w przypadku zakazu aborcji można sobie zatem wsadzić... gdzie kto chce.
Skoro już ustaliliśmy przykładowe prawdopodobne warianty wartościowania zarodka i wszyscy sumienni czytelnicy znaleźli swój może dokładniejszy sposób na określenie jego wartości DLA NICH, możemy dokończyć pytanie: Ile z tej wartości chcecie dołożyć z własnej kasy, by uratować każdy zarodek od śmierci? Ile chcecie zwiększyć sobie podatek, ile wrzucicie chętnie do puszki, ile warte jest ubezwłasnowolnienie kobiety, byle nie zabiła życia w swoim brzuchu z powodu niechcianej ciąży?!
Jeśli te doprecyzowane pytanie nie zmieniło drastycznie waszej wyceny to ocziwiście kompromis jest łatwy. Wystarczy zagwarantować każdej matce, która chce poddać się aborcji ułamek tej wartości życia w jej brzuchu, a to pozwoli jej żyć jak pączek w maśle aź do rozwiązania. Oczywiście będzie mogła zatrzymać dziecko, jeśli odda całą otrzymaną pomoc ratującą życie zarodka. Jeśli nie, dziecko z automatu (np. w ciągu kilku miesięcy) byłoby ostatecznie przekazywane rodzinie adopcyjnej, która np. chce, ale nie może mieć własnych dzieci. Nowi rodzice finansują rekompensatę matce za dobrowolne oddanie im dziecka (ze zrzeknięciem się wszelkich praw do niego), by przedłużyć jej dobrobyt i poprawę samopoczucia np. w ciągu kolejnych 9 miesięcy.
Nie podoba się ten handel dziećmi? Bardziej podoba się zabijanie lub nacjonalizacja przymusowa wszystkich brzuchów? Pamiętajcie, że przy obecnym programie 500+ matka mogłaby uzbierać więcej w ciągu kilkunastu lat pobierania pomocy, więc kobiety chcące sobie zrobić biznes na dzieciach będą raczej wolały jak najwięcej swoich dzieci zachować przy sobie. Wszystkie publiczne pieniądze zaangażowane w akcję zachęty do urodzenia mogą mieścić się np. w połowie wyceny rządowej każdego dziecka (ok. 5000 zł miesięcznie za nie przerywanie ciąży). Pozostała część może trafić do rodziny adopcyjnej np. w okrojonej w formie 500+/2, by wsparcie na dziecko w sumie wyszło takie samo, jak dla innych dzieci.
Rozwiązanie proste jak cep, skuteczne zapewne w ponad 90% i zadowalające chyba obie strony. Życie będzie uratowane, brzuch pozostanie wartościowy dla matki, wolna wola nie zostanie odebrana człowiekowi, adopcja otrzyma specjalne wsparcie w formie jednorazowej dotacji w wysokości ok. 50 tyś. na uratowanie dziecka i okrojoną o tą wartość, czyli o połowę, zwykłe wsparcie "500+". W ten sposób akceptowalne stałoby się zaostrzenie zakazu aborcji przy płodach na tyle uformowanych, by z dużą pewnością określić, że będą zdrowe.
Pozostaje jedynie mały problem dzieci chorych, których "nikt" nie będzie chciał adoptować. Tu jednak też jest rozwiązanie. Tyle warte jest dla wielu z was ludzkie życie nawet upośledzone i nie wykształcone, że z łatwością zbierzecie do puszki lub poprzez 1% podatku, by wraz z pomocą z programu 500+ dowolny obrońca życia przygarniał nawet po kilkoro dzieci, czyniąc sobie z obrony poczętego życia misję życiową. Wszystko można rozwiązać pokojowo. Krew się nie musi lać ulicami i nikt nie musi stracić życia w walce o obronę życia. Wystarczy uwierzyć... w kompromis i wolną wolę.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)