Jacek Derewienko Jacek Derewienko
803
BLOG

Sierp, młot i krzyże w Santiago

Jacek Derewienko Jacek Derewienko Kultura Obserwuj notkę 5

 

Hiszpania, Galicja. 29 września - dzień strajku generalnego. Ulice Santiago de Compostela zwykle zatłoczone turystami opustoszały. Jedynie piesi pielgrzymi, często nie mający wiedzy o dniu tygodnia, a cóż dopiero o strajku, wchodzą do miasta bez obaw.   
W drodze do katedry widok w krajach Europy Zachodniej raczej nietypowy. Rzesze księży z całego świata w koloratkach, niektórzy w sutannach. Idą ze śródmieścia do centrum konferencyjnego. Oni już wiedzą o strajku – komunikacja nie działa. Pielgrzymi i duchowni, bardzo charakterystyczni wędrowcy po Santiago mijają się nie bez interakcji. Jeden z księży zaczepia parę, pyta czy są katolikami i daje różaniec. Można rzec - zajęcia praktyczne. Konferencja na którą idzie dotyczy relacji duchownych z pielgrzymami. 

Pechado por folga - zamknięte z powodu strajku. Czerwone plakaty z takim napisem ozdabiają witryny sklepów i drzwi barów. Folga rzecz ważna. Każdy człowiek ma prawo do folgi w walce ze swoim rządem. I wyjątku nie tworzy ani święte miasto, ani rząd Zapatero.  Strajkują bardzo solidarnie. Wszystkie kafejki, sklepy i bary pozamykane. W centrum otwarta jedna restauracja. Kiedyś była wyjątkowo reprezentacyjna, sztukaterie potwierdzają jej szlachectwo. Teraz fotel kołysze się na spróchniałej desce. Kelner też wyjątkowy w swej nieuprzejmości. Wyjątkowy, bo w Galicji kelnerzy są uprzejmi i życzliwi. Może jego zachowanie to taka forma strajku.

Na wąskich uliczkach starego miasta grupki młodzieży z czerwonymi sztandarami zaskakują swym pojawieniem, głośnym acz krótkim śpiewem i nagłym zniknięciem. To co może dziwić to czerwień, sierp i młot na sztandarach oraz wczesna pora. O pierwszej w nocy korowody uliczne dużo liczniejsze i głośniejsze to zjawisko normalne. Tak mogę sądzić po dwu nieprzespanych nocach w hoteliku na starym mieście Santiago. Budzony hałasem wychylałem się z okna przeżuwając różne polskie słówka i widziałem np. wielką papierową futbolówkę niesioną przez setkę wspierających się megafonami śpiewaków oraz - co mnie zdumiało - wychylających się z innych okien tubylców bijących brawo… Przestaje mnie dziwić potęga hiszpańskiego futbolu.  

W samo południe w katedrze Santiago odprawiana jest msza dla pielgrzymów. Ustawione i czekające na ustawienie rusztowania skutecznie zasłaniają figurę św. Jakuba w głównej nawie. Zastanawia mnie to, bo rok wcześniej też rusztowania były, tylko jakby w mniejszej ilości. Na myśl przychodzą wspomnienia różnych długich remontów w obiektach niewygodnych dla władzy w komunistycznej Polsce. Wspierając się więc na platformach nie rozłożonych jeszcze rusztowań obserwuję Botafumeiro, wielkie kadzidło rozbujane na wysokość kilku pięter przy akompaniamencie organów . Widowisko kończy mszę, ale pielgrzymów czekają jeszcze inne wrażenia. Z zewnątrz dobiegają głośne śpiewy. Na schodach placu przykatedralnego czerwono. Falują sztandary, śpiew głośny i jak sądzę rewolucyjny. Wrażenie tłumu dość szybko znika, pieśń z tysięcy gardeł dobiega z ustawionych dużych głośników. Dwie setki ludzi (organizowałem widowiska masowe i potrafię szacować dość dokładnie) przybyło na wiec pod katedrę, by pielgrzymom z całego świata zaprezentować swe niezadowolenie. Oczekuję jakiejś niezłej hucpy, ale po dwudziestu minutach zdobywania katedry tłumek się rozpływa zostawiając za rogami uliczek papierowe sztandary. Znowu przypomina mi się los czerwonych szturmówek wręczanych swego czasu przed pochodem 1-majowym w Polsce. 

Zaczynam wątpić w rewolucyjny ferment Galicjan, ale coraz bliżej mi do patrzenia na hiszpańską/galicyjską władzę jako na tych co dla własnych interesów szczują jednych na drugich. Przecież ten wiec był legalny i odbył się w miejscu i czasie zatwierdzonym przez lokalny magistrat. Jakbym nie znał realiów to mógłbym uznać, że to kościół wywołał kryzys, albo przynajmniej jest temu winny. Tak się zresztą zachowuje. Zamknął się w skorupie kilku czynnych kościołów i udaje, że go nie ma. Na trasie od Ribadeo do Santiago (200 km) natknąłem się na trzy takie kościoły. Otoczone placami dla deskorolkarzy i placami zabaw z gumowanym podłożem, mogą istnieć jedynie wewnątrz. Dzieci są głośne, ale przeganianie ich spod drzwi kościoła nie jest wizerunkowo korzystne. Widziałem taką akcję w wykonaniu zakonnicy w Ribadeo i nie było to ładne ani skuteczne. Dzieci wiedzą co rodzice pochwalają, a czego nie.

W Sobrado Dos Monxes, na drodze do Santiago jest wielki cysterski zespół klasztorny z XII wieku. Zabytek o jakim możemy tylko marzyć. Dachy porośnięte sporymi krzewami, nie są raczej w najlepszym stanie. Na dużym dziedzińcu trwa demontaż wesołego miasteczka. Sezon się kończy – jesień w tym roku wyjątkowo zimna. Składane na platformy są tory samochodowe, karuzele itp. Opodal kamiennego krzyża stoją jeszcze budki gdzie sprzedawano tequilę.  Tutaj sfera profanum styka się bezpośrednio ze sferą sacrum. Styka się, ale chyba nie łączy…  

W klasztorze franciszkanów opodal Padron, wielkim średniowiecznym obiekcie, krzyż ujrzałem jedynie w kaplicy klasztornej. W pozostałych częściach klasztoru już nie, bo – jak mi wyjaśniono - to sfera publiczna. Przychodzą tu pielgrzymi, a mogą przecież być niewierzący.

Co z tym krzyżem? Czego tak kłuje w oczy? Sierp i młot – OK. Krzyż – nie. Camino – pielgrzymka do grobu św. Jakuba w Santiago też niepoprawna politycznie, więc już nie postać pielgrzyma, ale postać wędrującego pingwina reklamuje tę drogę. Pomysł jest totalnie kretyński, ale w jakimś aspekcie wyjaśnia problem. Pingwina nie da się zestawić z krzyżem. Krzyż jest niemedialny. Nie da się przetworzyć.  Jest tym, czym jest.

………………………………………………………………………………………………….

Strajk generalny w Santiago de Compostela zakończył się ok. 17.00. Była to trochę dłuższa sjesta. Wieczorem wszystkie sklepy, knajpki i bary otwarte. Noc jak zwykle głośna. A rano. tj. między 8 a 9 godziną wyjechały na ulice śmieciarki i samochody dowożące towar do sklepów. Z albergi w Monte de Gozo wchodzili do miasta pierwsi pielgrzymi mijając - stojące przy drodze, ale na gruntach prywatnych - cruzeiro, dwustronne kamienne krzyże.

   

 

optymista, mimo wszystko

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura