Rywalizacja "o pierwszeństwo" pomiędzy współtwórcami Sierpnia'80 rozkręciła się na dobre. Po rzuceniu "jabłka niezgody" przez Henrykę Krzywonos twierdzącą, że przywódcą strajku w Stoczni Gdańskiej był Bogdan Borusewicz i milczącej aprobacie tegoż przez marszałka Senatu, dotychczasowy bohater salonów Lech Wałęsa poczuł się sposponowany. Żąda sprostowania, przeprosin etc. etc. grożąc przy tym ujawnieniem faktów niekorzystnych dla Bogdana Borusewicza. Wałęsa, jak zazwyczaj nie przebiera w słowach inicjatorkę tej akcji posądzając o "brak mózgu", zaś Borusewicza oskarżając wręcz o agenturalność.
Wydaje się, że w tym wyścigu "po ordery i zaszczyty" obie strony tego cyrku pogrążają siebie wzajemnie, do tego zapominając o najważniejszym. Nie byłoby tego strajku gdyby nie STOCZNIOWCY. Robotnicy od których obie strony tego "salonowego sporu" odwracały się wielokrotnie. Robotnicy, którzy wówczas wstawili się za wyrzuconą z pracy Anną Walentynowicz słusznie określaną przez Sławomira Cenckiewicza matką Solidarności - ANNĄ SOLIDARNOŚĆ, którą Wałęsa bezkarnie już kilka miesięcy później spostponował i obrażał. Wstawili się za Nią, bo Jej ufali, bo wiedzieli, że Ich nie zawiedzie. Niestety, ale nie można tego powiedzieć, ani o Lechu Wałęsie, ani o Bogdanie Borusewiczu. Ci panowie wielokrotnie zawiedli Tych, na których plecach wdrapali się "na salony". Teraz panowie gryzą się między sobą "o przywództwo", "o pierwszeństwo" zapominając o tym, że bez nich obydwu "Solidarność" być może by powstała, zaś bez tych stoczniowców, bez kilkudziesięciu tysięcy działaczy, którzy Ją tworzyli i milionów Ludzi, którzy Ją poparli - nie byłoby Sierpnia'80, nie byłoby także "Solidarności".
Rzeczywista Bohaterka Sierpnia zginęła pod Smoleńskiem, a "przywódcy" nie potrafili zadbać nawet o to, aby z godnością Ją pochować.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)