Jak to bywa w polityce spory na samej górze są zwykle zalążkami sporów na dole. Podziały we władzach przekładają się na podziały zwykłych ludzi. Temat podejmowany podobno już 60 razy, jednak w mojej ocenie na tyle ważny i fundamentalny, że warto nabić licznik i dołożyć swoją opinię.
Pisząc o podziale mam na myśli oczywiście wczorajsze dzieło Marka Migalskiego. Tezami zawartymi w swoim liście do prezesa rzeczywiście podzielił komentatorów, lub inaczej - pogłębił podział już istniejący. Swoimi racjami nadał oficjalny bieg temu co wisiało w powietrzu od kilu tygodni, a mianowicie otwartej krytyce polityki Jarosława Kaczyńskiego. O ile po publikacjach takich dziennikarzy jak Ziemkiewicz, Warzecha czy Janke, można było do tematu prezesa PiS i rzekomemu trwonieniu przez niego kapitału wypracowanego podczas niedawnej kampanii wyborczej, podchodzić jeszcze z dystansem, gdyż wspomniani panowie to "tylko" dziennikarze i wcale nie muszą być nieomylni, zwłaszcza, że wypowiadają się o człowieku raczej przewyższającym ich w doświadczeniu, wiedzy i obyciu politycznym, o tyle po wczorajszej publikacji Migalskiego wypadałoby się do całej sprawy ustosunkować. Odczuwam taki obowiązek nie ze względu na kompetencje i pozycje Migalskiego w partii, do której nawiasem mówiąc nawet nie należy, ale ze względu na fakt iż eurodeputowany PiS jest postacią medialną, a co za tym idzie ważną, wręcz nieocenioną, biorąc pod uwagę wizerunek Kaczyńskiego i jego otoczenia. W ten oto sposób oficjalny, można powiedzieć, podział stał się faktem, bo nie wierzę, że w samym PiSie są działacze obojętni, nie mający zdania na temat ostatnich działań prezesa i prowadzonej przez niego polityki w partii.
Jeśli chodzi o samo ustosunkowanie się do całej tej sprawy, to jest to zadanie niebywale trudne, zwłaszcza że to czy zgodzimy się z Migalskim, Ziemkiewiczem itd. uwarunkowane jest naszą oceną dr. Jarosława Kaczyńskiego. Podkreśliłem stopień naukowy, aby zaakcentować fakt iż prezes w sposób oczywisty przewyższa większość współczesnych komentatorów i obserwatorów politycznych nie tylko inteligencją, obyciem i doświadczeniem politycznym, ale także doświadczeniem własnego życia, szczególnie tego nabytego po 10 kwietnia. Dlatego też wyrażając swoje zdanie o nim należy robić to w sposób raczej wyważony. Powiedziałbym, że dokładnie tak jak zrobił to wczoraj Migalski, który nie szczędząc prezesowi konstruktywnej krytyki, podkreślał kiedy tylko mógł swoją małość w stosunku do adresata i wyrażał swój szacunek do niego, ponieważ krytykując taką osobowość w takich okolicznościach jest to po prostu w dobrym tonie (mam wrażenie, że dziennikarze niejednokrotnie o tym zapominali).
Uważam, że z samym ustosunkowaniem się do tego konfliktu, czy zajęciem którejś ze stron, należałoby jeszcze chwilkę poczekać, choćby na reakcję prezesa wyrażoną przez odpowiedź Migalskiemu, czy rzeczywistą zmianą prowadzonej przez siebie polityki, zwłaszcza że głos eurodeputowanego nie jest głosem samotnym, a wyrażającym zdanie wielu obserwatorów i komentatorów. Mam nadzieję że, autor listu, jak sam pisze ma pomysł na zmianę wizerunku partii, a podział wśród zwolenników PiSu, który sprowokował, lub jak kto woli pogłębił, nie przerodzi się w rozłam (chyba trochę mocniejsze słowo niż podział) i upadek opcji politycznej reprezentującej ogromną część społeczeństwa. Ja ze swoimi ocenami jeszcze się wstrzymam.


Komentarze
Pokaż komentarze