Tak to już jest, że podział sceny politycznej jest zależny od nastrojów społecznych. Nie ma racji bytu partia, która nie odzwierciedla przekonań i poglądów pewnej grupy w społeczeństwie. Trudno się również nie zgodzić z tym, że cała polska ukłądanka polityczna zaczyna się zmieniać dość gwałtownie. Przebieg wydarzeń i okoliczności prowadzący do tej przemiany jest, w moim przekonaniu, bardzo ciekawym procesem.
Do 10. kwietnia, a więc do dnia katastrofy Smoleńskiej podział sceny politycznej był zwyczajnie zakłamywany. Społeczeństwo żyło i nadal żyje w przekonaniu, że układ sił podzielony jest na kościelnych konserwatystów, mających w programie wprowadzenie jakichś średniowiecznych obyczajów, uwsteczniając tym całą gospodarkę naszego kraju, oraz proeuropejskich, nowoczesnych i postępowych liberałów. Całe to kłamstwo trafić miało do pewnych, zakorzenionych w człowieku, głównie młodym, pragnień, a więc chęć bycia przedsiębiorczym, postępowym i nowoczesnym. Obietnice wprowadzenie liberalnych ustaw na wzór Zachodu, stały się magnesem dla ludzi młodych, leczących kompleks, który można by nazwać „jestem Polakiem”. Dla wielu z nich, to co obiecywał niejednokrotnie Donald Tusk, stało się lekarstwem na ten kompleks i nadzieją, że kiedyś wyjazdy do Irlandii związane z branżą gastronomiczną nie będą wiązały się ze zmywakiem. Druga licząca się partia polityczna proponowała nam oczywiście, w dużym przybliżeniu to co „liberałowie”. Między tymi obiema głównymi partiami politycznymi nie było znaczącej różnicy ideowej. Oczywistym było, że w zmieniającej się Europie należy dostosować wiele ustaw do pewnych standardów z tej zmiany wynikających. Znacznej różnicy nie było. Wszystko to jednak podane zostało w taki sposób, aby jedna partia kojarzona była z postępem i stabilizacją, zaś druga z państwem policyjnym. Szereg zabiegów prowadzonych przez media objawiających się z serwowaniem społeczeństwu papki mówiącej o takim podziale oczywiście świetnie zdał egzamin, dzięki czemu, partia rządząca przejęła większą część głodnego tejże papki elektoratu.
Po 10. kwietnia, jak mogło by się wydawać, w samej polityce wiele nie powinno się zmienić. Śp. Prezydent nie miał zbyt wielkiej szansy na reelekcje, więc partia rządząca poprzez wystawienie swojego człowieka w wyborach, mogła liczyć na przejęcie ogromnej części władzy w Polsce, co w istocie stało się faktem.
Przy niezmienionym kształcie sceny politycznej, zaszła jednak bardzo znacząca zmiana w społeczeństwie. Polegała ona na tym, że katastrofa w Smoleńsku i szereg wydarzeń będących jej następstwem, jak choćby walka o miejsce pochówku, obrona krzyża, wybory prezydenckie i postawa dwóch oponentów w tych wyborach, sprawiły, że sympatie polityczne w społeczeństwie zależeć zaczęły od pewnych wzorców postaw i zachowań, zakorzenionych w człowieku głębiej niż chęć bycia postępowym i nowoczesnym. Dodając do tego emocje, które zaczęły być znaczącym graczem w dyskusji politycznej, trudno jest zahamować trzęsienie ziemi układu w polityce. Słowa jakby znajome, bo wychodzące z ust Janusza Palikota, zdają się jednak być prorocze. I tak, Prawo i Sprawiedliwość zajęło prawą stronę sceny politycznej, ograniczając się do żelaznego, bezkompromisowego elektoratu, oddając nieco pola Platformie, czyli partii w tej chwili tylko i wyłącznie medialnej, politycznie bezpłciowej. Wolne miejsce, odzwierciedlające poglądy ludzi, chcących państwa laickiego, wolnego od wpływu religii i Kościoła będących w zdecydowanej opozycji do katolickiego elektoratu PiSu, wypełnił Janusz Palikom i jego Nowoczesna Polska. Można wypominać, do niedawna, lubelskiemu posłowi Platformy bardzo dużo, jednak błędem jest lekceważenie jego działalności, tak jak błędem jest skazywanie na pożarcie Jarosława Kaczyńskiego i ruchu związanego z katastrofą Smoleńską. Są to, moim zdaniem, dwa nowe kierunki w polityce, dość fundamentalne i mogące długo utrzymać taki kształt sceny politycznej, ponieważ odnoszą się nie tylko do poglądów człowieka na temat gospodarki czy finansów, ale do Wiary i wartości w człowieku zakorzenionych i wyniesionych z domu lub do ich braku.
Cała ta sytuacja, związana ze zmianą podziału polskiej sceny politycznej, daje wiele do myślenia odnośnie przyszłości. Można na przykład spodziewać się stopniowego wypierania przez partię Palikota, całej reszty w prawo. Platforma nie będzie więc mogła się już przedstawiać jako jedyna partia mogąca uchronić nas przed powrotem IV RP, a więc straci zapewne sporą część elektoratu. Dalej elektorat Prawa i Sprawiedliwości, czyli również ludzie związani ze środowiskiem Gazety Polskiej, widząc rozrastający się ruch Palikota, będzie się jeszcze bardziej mobilizować. W końcu wczorajszy przemarsz pod Pałac Prezydencki, w którym miałem przyjemność brać udział, był po części manifestacją siły podobnie jak ostatnie spotkanie w Pałacu Kultury "Nowoczesnej Polski". Przy takim układzie stracić może oczywiście PO, choć oni przy udziale sprzyjających mediów, mogą tak łatwo nie odpuścić. Na margines w najbliższym czasie może zostać odsunięte SLD, co wynika z istnienia partii Palikota i podobnej wizji państwa obu ugrupowań. Niestety wiele w tym wszystkim zależy od mediów, jednak pamiętać należy, że w tej całej plątaninie warto mieć swoje zdanie i pogląd, którego należy bronić i według którego głosować.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)