Chyba żadne źródło informacji rzetelnie nie przedstawiło i już raczej nie przedstawi faktów jakie miały dzisiaj miejsce w centrum Warszawy. Niestety dzieło wyczerpującego opisu dzisiejszych wydarzeń przerasta zdecydowaną większość Polskich dziennikarzy, a już na pewno tej części, która ma siłę przebicia w ogólnodostępnych mediach.
Dzisiaj jednak dla tysięcy osób prawda sama się obroniła. Każda osoba, biorąca udział w obchodach rocznicy tragedii Smoleńskiej organizowanych przez PiS i GP,łącznie ze mną miał okazję przekonać się i uwierzyć w siłę oddolnego ruchu, który powstaje i którego ambicją jest zmiana Rzeczpospolitej, poprzez zmianę na najwyższych szczeblach władzy.
Najważniejszym i przemilczanym zarazem faktem jaki miał dzisiaj miejsce, był przemarsz pod Pałac Prezydencki. No właśnie. To,że był to przemarsz i wzięło w nim udział „wielu” ludzi, to jedyne co mogliśmy dzisiaj usłyszeć w mediach. Goebelsiarskie wytwory próbowały nas dzisiaj zarazić nienawiścią do wszystkiego co związane z Jarosławem Kaczyńskim i PiSem, nie zdając sobie jednak sprawy z tego, że ludzi, niezdolnych do samodzielnego myślenia, jest coraz mniej, ponieważ im bardziej walczy się z prawdą, tym prawda skuteczniej się broni i Naród zaczyna powoli budzić się z letargu, pociągając za sobą kolejnych ludzi.
Cały ten przemarsz miał jednak wymiar zupełnie inny, znacznie wykraczający poza obchody rocznicowe. Można powiedzieć, że była to pierwsza po 1989 roku antyrządowa demonstracja na tak dużą skalę. Ludzie wychodząc na Warszawskie ulice, pragnęli zamanifestować nie tylko swój sprzeciw wobec fikcyjnego śledztwa Smoleńskiego, ale także dali wyraz swojemu rozczarowaniu i wściekłości na to jak nasz Naród za sprawą beztroskiego prezydenta i bezsilnego premiera, zaczyna tracić swoją tożsamość i przestaje się liczyć w Europie i na świecie.
Można się sprzeczać, czy to właśnie dzisiaj był odpowiedni moment na takie wystąpienia. Czy dzień rocznicy tak wielkiej tragedii nie powinien być jednak dniem zadumy i modlitwy. W odniesieniu do rodzin ofiar na pewno. Jednak pamięć o tym co stracili dokładnie wszyscy Polacy nie może mieć wymiaru jedynie żałoby i smutku. Wykrzykiwałem dzisiaj antyrządowe hasła nie dlatego, że żal mi Jarosława Kaczyńskiego jako brata jednej z ofiar. On ma swoją żałobę, inne rodziny tragicznie zmarłych mają swoją, mogą ją wyrażać lub nie. Prezes Pis we wszystkich swoich dzisiejszych wystąpieniach nie odnosił się do swojej straty, ale właśnie do straty całego Narodu. Do straty prezydenta, jako człowieka z wizją i konkretnym planem odbudowy Rzeczpospolitej. Do straty szacunku w oczach innych krajów, do straty czegoś co pozwalało mieć nadzieję na to, że Polak w Europie nie musi być pomiatany. Mając na uwadze to wszystko żałoba i smutek były ostatnimi uczuciami jakie mogły mi towarzyszyć. Podobnie jak większość ludzi biorąca udział w marszu i obchodach zorganizowanych przez PiS przepełniała mnie raczej chęć wpłynięcia jakoś na los swojego własnego kraju. Przepełniała mnie wściekłość, wręcz chęć zemsty na ludziach którzy odpowiadają za to, że po śmierci prezydenta Polska nie liczy się na arenie międzynarodowej, że nie ma żadnego realnego planu na poprawę standardu życia w Polsce.
Wszystko to jest pochodną Smoleńska. Za tragedią poszło oddanie śledztwa, za oddaniem śledztwa utrata szacunku w Europie, a stąd już o krok od tego abyśmy przestali się liczyć jako Naród gdziekolwiek. Jeśli Polskie władze nie są w stanie zmienić tego stanu rzeczy, to po prostu należy je zmienić. I przyznam się bez bicia, że to właśnie przeciw nim dzisiaj demonstrowałem i okazywałem swoją aprobatę dla tego co czyni człowiek, który w w moim przekonaniu jako jedyny ma szansę ziścić marzenia o odsunięciu od stołków ludzi, którym obca jest idea walki o dobro Polaków.
I uważam, że to właśnie dzisiaj był jedyny, właściwy dzień na to aby to wyrazić, ponieważ Smoleńsk będący symbolem niekompetencji władz i upadku Polski, musi stać się również symbolem walki o naprawienie tych szkód, oraz walki o silny Naród Polski. Taki jakiego pragnął Lech Kaczyński.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)