Marek Wikiński podczas ostatniej debat-ki w tvn stwierdził, że takyką PiS na kampanię wyborczą jest redukcja frekwencji. Stwierdzenie może na pierwszy rzut oka brzmieć jak podłe oskarżenie względem sztabu Kaczystów, w końcu wszyscy chcemy, aby frekwencja był jak największa, najlepiej 100% łącznie z dopuszczonymi do głosowania 10-o latkami.
Stwierdzenie to, czy podłe, czy nie podłe, czy prawdziwe, czy nie, wydaje się być świetną receptą na zwycięstwo dla największej partii opozycyjnej. Wynika to oczywiście z różnic w strukturach elektoratów PO i PiS, a właściwie z faktu posiadania przez tych drugich stałej grupy ludzi, głosujących na swoich ulubieńców, lub bardziej ulubieńca, niezależnie od rozwoju wypadków na scenie politycznej. Grupa ta liczy sobie ok. 30% wszystkich głosujących. Spłycając nieco, można powiedzieć, że resztę stanowi kilku umoczonych (stały elektorat PO), kilku czerwonych, kilku zielonych i kilku kolorowych (Palikot). Cała reszta to „młodzi i inteligentni z wielkich miast”, którzy się zastanawiają nawet czasem, ale i tak w wyborczą niedzielę ktoś postraszy ich Kaczyńskimi i wskaże „odpowiednie” miejsce na postawienie krzyżyka. Wydaje się, że jest to najciekawsza, z socjologicznego punku widzenia, grupa. Zupełnie nieprzewidywalna. Właściwie wszystko może wpłynąć i zmienić ich, wypracowane przez lata, poglądy. Platformiani PRowcy już od dawna wykorzystują tę grupę i dzięki niej utrzymuję się przy władzy, rzucając im w końcówce kampanii jakiś ochłap, lub strasząc IV RP. Można powiedzieć, że w manipulowaniu tą grupą, Tusk i spółka doszli do perfekcji. I to właśnie w tej grupie należy upatrywać przyczynę utrzymywania się PO przy władzy, na każdym szczeblu.
Co z tym fantem zrobić może Kaczyński i jego spece od pozyskiwania wyborców? No właśnie nie wiele. Nie da się przez kilka tygodni kampanii zmienić wizerunku Kaczyńskiego, Brudzińskiego i reszty, zwłaszcza jeżeli oni sami się do tego nie kwapią, dlatego też wpłynięcie na wcześniej opisaną grupę podatnych jest niezwykle trudne, lub niemożliwe. Jedyną taktyką jest więc wyeliminowanie tej grupy, najlepiej z wyborów, robienie czegoś odwrotnego do Platformianego „nie róbmy polityki, budujmy orliki”, ukazywanie polityki taką jaką jest, a więc brudną, skorumpowaną i niezbyt pociągającą. Jeżeli nie da się w Polsce zmienić ordynacji wyborczej pozwalającej głosować każdemu głupkowi, to może warto zniechęcić tych najmniej zdecydowanych. Wtedy po głosowaniu będzie można powiedzieć, że wybór został dokonany świadomie przez naród, nie ważne czy 20%, czy 50%, ważne, że przez ludzi świadomych.
Myślę, że taktyka przycinania elektoratu PO zamiast prób przeciągania ich na swoją stronę może okazać się najlepsza dla PiSu, a co ważniejsze mogłaby pozwolić wyeliminować z Polityki Donalda Tuska i Platformę Obywatelską.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)