Z dnia na dzień coraz bardziej przekonuję się jakie siano trzeba mieć w głowie, żeby posiadać choćby cień wiary w bezstronność i bezinteresowność mediów w Polsce. Niby minęły już czasy, gdy argumentem w sporach przeciętnych ludzi był fakt, że „w telewizji mówili”, nie wspominając o: „w internecie pisało”, (lub rzadziej: „było napisane”), to jednak w mentalności Polaków pozostało przekonanie, że jakie te media nie są, nie możliwe jest aby propagowane były w nich treści nie zgodne z prawdą, zwłaszcza, ze żyjemy w „wolnym i demokratycznym kraju”, a czasy komuny i propagandy z pewnością mamy już za sobą.
Idąc, lub chociaż próbując, nieudolnie nieco, iść tokiem rozumowania, takiego człowieka z sianem w głowie, mógłbym stwierdzić, że nie możliwe jest manipulowanie ludzi i pranie mózgów, przez jakieś media, ponieważ zaraz znajdą się inni ludzie, którzy wszystko zdemaskują. W rozumowaniu tym istnieje jednak, podobnie jak w mózgach ludzi, którzy idą tym tokiem, spora luka, tudzież dziura, która polega na niedostrzeganiu tego, że kłamać może po prostu zdecydowana większość mediów, zagłuszając i ośmieszając ludzi, którzy mogliby ew. całą tę spiskową teorię zdemaskować.
Ponieważ jednak czasownik „kłamać” kojarzy się w naszym kraju z czymś zupełnie karygodnym, dozwolonym jedynie dla polityków, głównie PiSu, to ciężko jest przeciętnemu Kowalskiemu uwierzyć, że kłamstwem jest większość z tego co sączy się do jego głowy, zwłaszcza, że wraca właśnie po dziesięciu godzinach pracy fizycznej za 10zł za godzinę. Ciężko zrozumieć również to, że kłamstwem nie musi być jawna negacja prawdy, jak wynika to z prostego, logicznego do bólu rozumowania. Kłamstwem, w rozumieniu tego, co serwują nam media niezależne, jest to, że nie informują nas o prawdzie, a więc, nie są już niezależne, tylko zależne, od kogoś lub czegoś, co prawdę każe im zasłonić, a zatem kłamstwem jest już sama definicja takich medialnych tworów. Ludzie próbują niejednokrotnie doszukiwać się kruczków i kłamstewek, które bez wątpienia są obecne w większości medialnych newsów, nie dostrzegając jednak głównego i pierwszego kłamstwa, które pojawiło się już na samym początku. Podobnie jak państwo demokratyczne w dobie środków masowego przekazu i technik manipulacji jest utopią, tak niezależne masowe media, w świecie układów i interesów, nie mają prawa istnieć.
Ukonkretniając nieco cały problem, dobrze byłoby zadać pytanie postawione w tytule, a więc: gdzie podziewają się sondaże, którymi byliśmy bombardowaniu przy każdym nieco ostrzejszym wystąpieniu Kaczyńskiego, lub po tzw. „sukcesach” Tuska. Dlaczego w momencie, gdy rzesze internautów zaczynają otwierać oczy i organizować się przeciwko władzy, która chce uczynić ich jeszcze większymi niewolnikami, niż byli do tej pory, mediom nagle znudziło się zlecać instytucjom badawczym nowych sondaży? Nie są one oczywiście jedynym przypadkiem jawnej manipulacji masami w ostatnim czasie, jednak ich brak demaskuje fakt, że kłamstwem wcale nie musi być jawne zaprzeczenie prawdzie, ale także jej ukrycie.
Mam nadzieję, ze Polska nie będzie drugą Irlandią, a Warszawa – drugim Budapesztem. Wierzę, że po Islandii i Rumunii ruszy się także i u nas.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)