No to tak. Jestem sobie studentem i jak mi się wydaje: patriotą. Tzn interesuje mnie Polska, jestem na bieżąco, staram się podkreślać, gdzie mogę i jak mogę swoje przywiązanie do sprawy polskiej, itd. To tylko gwoli marnego wytłumaczenia się z tytułu. Bo tak na prawdę to chętnie bym tam poszedł. Lubię adrenalinę i ten dreszczyk emocji towarzyszący przebiegającemu 5 metrów obok mnie kordonowi uzbrojonych po zęby niebieskich. To uczucie gdy szef szefów nakłania posłów z immunitetem do opuszczenia „zadymy” - bezcenne. Fajnie też przyjść po tym wszystkim do domu, odpalić „niezależną” bądź jakąś inną mniej lub bardziej zależną od Bóg wie kogo stronkę i popatrzeć jak ludzie obrywali za posiadanie flagi i poczuć się prawdziwym patriotą, powiedzieć sobie: byłem tam i spełniłem swój obowiązek. Jeden z dwóch bo są jeszcze wybory w których muszę dumnie zagłosować, bo inaczej nie interesuję się losem Polski i Polaków.
I pokrótce tak to widziałem przez kilka ostatnich lat. Ale nie chce mi się już. Nie dla tego, że nie ma to sensu. Jakiś tam ma. Ale jakie przypadki zna historia kiedy ludzie coś w taki sposób wywalczyli. Solidarność, w której roiło się od konfitur? Konserwatywne środowiska wspominają czasy strajków już chyba tylko dlatego, że trudno przyznać po tylu latach oraz znając prace historyków, że wszystko ustawili bądź wykorzystali w 100% czerwoni. Wiedział o tym nawet Wajda kręcąc „Człowieka z żelaza” w jednej z ostatnich scen, gdy do głównego bohatera podjechał oficer i szybko uświadomił naszego dzielnego dziennikarza, ile warte są porozumienia. Jako przykład walczącego o chleb i kiełbasę ludu, niesionego przy tym patriotycznymi hasłami, można tamte lata wspominać. Ale jeśli „po owocach poznacie”, to właśnie poznajemy i widzimy służalczych złodziei, którzy nie potrafią 2 lata przywieźć złomu tupolewa, widzimy podwyżki oraz afery, które nie zaczęły się wczoraj, ale trwały od zawsze, a nasiliły się po '89, gdy kapitalizm podyktowała i narzuciła nam partia. My chcieliśmy tylko kiełbasy. Każde tego typu zgromadzenie wykorzysta władza. Rok temu burdy wszczynali podobno Ci z prawej, a nie Ci co blokowali legalny marsz. Fanatycy od krzyża to też terroryści i dlatego trzeba było o nich mówić przez rok, przy bierności biskupów, którzy specjalistami są od seksu przedmałżeńskiego, prezerwatyw i antykoncepcji, ale krzyż to nie ich sprawa. Ktoś mądry poda jeszcze z historii i to całkiem niedalekiej przykład Egiptu, Tunezji etc. Tam wyszli na ulicę i obalili Buraka jednego z drugim. Wydaje się jednak, że trzeba być wyjątkowo naiwnym, aby wierzyć że działo się to bez zgody ludzi zza kurtyny. A ponieważ staramy się po owocach poznawać, to zauważmy kto rządzi teraz pod piramidami i komu zależałoby na tym żeby wściekłe dżihady z bractwa atakowały chrześcijan. Każdy ma jakiś cel i każdy taki cel można przy pomocy tłumu zrealizować. Wystarczy tylko taki tłumek ukierunkować pod odpowiedni pomnik czy ambasadę. Psychologia tłumu. Nie trzeba przekonywać wszystkich. Wystarczy jednego. Tego najważniejszego.
Nie chcę być marionetką ludzi, którzy kapitalnie bawią się losem Polski. Nie mam pomysłu. Jestem w tym przypadku pesymistą. I 11. idę do Kościoła modlić się za prześladowanych np. W Egipcie Chrześcijan. I tyle..


Komentarze
Pokaż komentarze (3)