4 obserwujących
61 notek
17k odsłon
  375   1

Unia Europejska: zamach komisarzy

Wypowiedzi wszystkich polskich eurosceptyków można by sprowadzić do jednego mianownika – a nie mówiłem??

Tymczasem pomijamy albo też staramy się nie zauważać wielkiej rewolucji ideologicznej, jaka w ciągu ostatniej dekady nastąpiła w Unii.

Oczywiście zmiany były wprowadzane powolutku zgodnie z zaleceniami węgierskiego stalinisty Matyasa Rákosi ‘ego (właśc. Resenfeld), twórcy określenia taktyka salami.

Głośno mówiła o tym już w 2019 roku prof. dr hab. n. prawnych Genowefa Grabowska wspominając o „pełzających kompetencjach”, czyli pozatraktatowemu powiększaniu swoich kompetencji przez Komisję Europejską i TSUE (por. link: ).

Poprzez takie "rozpychanie się” KE po prostu zawłaszcza coraz to nowe pola kompetencji, pola, które traktatowo jej nie były przypisane. Często mówi się w takich przypadkach o "pełzających kompetencjach”. Stojąc jednak na gruncie legalistycznym, gdzie o podziale kompetencji decyduje traktat, państwa nie powinny pozwalać organom organizacji na takie działania! Komisji Europejskiej także.

Profesor David Engels (Instytut Zachodni w Poznaniu) mówi wprost:

– Wchodząc do Unii Europejskiej, Polska była przekonana, że projekt ten opiera się na wspólnym poszanowaniu podstawowych instytucji społecznych, takich jak tradycyjna rodzina, dobra osobista, tożsamość narodowa czy cywilizacja zachodnia, jednak europejskie elity coraz częściej zwracają się w stronę radykalnych lewicowo-liberalnych idei, takich jak wielokulturowość, gender mainstreaming (polityka upowszechniania równości płci), ideologia LGBTQ, globalizm, obwinianie Zachodu, a Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stał się ich najważniejszym narzędziem.

link:

Dalej belgijski historyk mówi o metodzie, jaką posługuje się Unia. Jest to praktycznie to samo, co wspomniana już „taktyka salami”, dla odróżnienia jednak zwana „metodą Monneta”. Nieuniknione w każdym praktycznie akcie prawnym tzw. klauzule generalne (np. zawarte w naszym kodeksie cywilnym odesłanie do zasad współżycia społecznego – art. 58 § 3 Kodeksu cywilnego) nabierają nowego znaczenia, często zupełnie innego niż przykładane doń w chwili podpisywania/uchwalania aktu prawnego.

Tak dokładnie dzieje się z pojęciami »różnorodność«, »tolerancja«, »poszanowanie mniejszości«, »sprawiedliwość« czy »równość«.

Nagle okazało się, że obsadzony przez nominatów poszczególnych rządów Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej na nowo zdefiniował pojęcie „praworządności”. Nic to, że ma ono już ponad dwa wieku liczącą tradycję. Nic to, że pojęcia państwa prawnego uchodzą w praktyce za niesporne (w każdym razie pomijalnie mało) pośród przedstawicieli doktryny (nauki prawa).

TSUE zupełnie na poważnie „praworządność” upatruje w całkowitej alienacji tzw. trzeciej władzy od suwerena. Oczywiście tylko w Polsce, bo przecież w Niemczech politycy mianować sędziów mogą. W Polsce natomiast uzależnienie wyboru składu Organu przedstawiających kandydatów na sędziów do prezydenckiej nominacji od woli suwerena jest VERBOTEN!

Ba, poprzez swoje „orzeczenie” TSUE wprowadza nieznaną polskiemu prawu konstytucyjnemu instytucję kontroli prezydenckiej prerogatywy!

Zatem już nie tylko polskie prawo, ale i polski Prezydent jest podległy woli unijnych urzędników.

Już tylko chwila dzieli nas od dowolnego usunięcia Głowy Państwa od pełnienia obowiązków. Po ostatnich wystąpieniach byłej już „sędzi” TSUE niejakiej Lapuerty łatwo sobie wyobrazić, że jej następczyni w przypadku wygrania wyborów prezydenckich w 2025 roku przez kandydata zgłoszonego przez Prawicę w ramach postępowania zabezpieczającego zawiesi wybór do czasu... rozstrzygnięcia sporu.

Pretekstem będzie np. naruszenie „tolerancji” bądź też „poszanowania mniejszości”.

I niech nikt nawet nie próbuje przekonać mnie, że kognicja TSUE aż tak daleko nie sięga. Jestem dziwnie spokojny, że argumentacja podobna do tej, jaka pozwoliła Lapuercie i jej towarzyszach stwierdzić naruszenie „praworządności” w przypadku przesunięcia sędziego Żurka z wydziału do wydziału sądu pozwoli na dowolne rozciąganie kognicji euro-Trybunału.

W powyższym kontekście warto zajrzeć do uzasadnienia wyroku polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 24 listopada 2010 r. (K 39/09).  Przypominam, że wówczas w składzie TK nie było żadnych „dublerów”, trybunał nie był więc „upolityczniony” i „nie działał na zamówienie Kaczyńskiego”, jakimi to epitetami określa dzisiaj TK Organ nadredaktora Michnika i jemu podobne. Ba, w składzie sądzącym odnajdujemy takie sławy oPOzycyjne jak Bohdan Zdziennicki (sprawozdawca), Andrzej Rzepliński, Ewa Łętowska czy Stanisław Biernat.

Przede wszystkim znajdujemy w nim omówienie wątpliwości, jakie Traktat lizboński zasiał w innych krajach. TK pisze:

Na gruncie tych postanowień traktatowych, które traktując Unię jako organizację międzynarodową, a nie państwo federalne, podkreślają one znaczenie zasady przyznania, zasady pomocniczości, odwołują się do przyznania parlamentom Państw Członkowskich ostatniego słowa, którego brak wstrzymuje działania unijne, a ponadto uzależniają efektywność Unii od wewnętrznych procedur konstytucyjnych jej członków. Europejskie sądy konstytucyjne potwierdzają znaczenie zasady suwerenności odzwierciedlonej w postanowieniach konstytucji, ze względu na które dokonywana jest przez te sądy ocena Traktatu z Lizbony w zakresie wskazanym przez wnioskodawców.

TK w uzasadnieniu podaje, że francuska Rada Konstytucyjna w decyzji z dnia 20 grudnia 2007 r. interpretując konstytucyjną klauzulę europejską w brzmieniu obowiązującym w chwili orzekania, a w szczególności art. 88-1 („Republika uczestniczy we Wspólnotach Europejskich i w Unii Europejskiej złożonych z państw, które swobodnie postanowiły, na mocy traktatów ustanawiających te organizacje, wspólnie wykonywać niektóre ich kompetencje”), Rada Konstytucyjna stwierdziła, że klauzula ta „potwierdza najwyższą moc prawną Konstytucji w wewnętrznym porządku prawnym” i jednocześnie pozwala „Francji na uczestniczenie w tworzeniu i rozwoju stałej organizacji europejskiej, posiadającej osobowość prawną i wyposażonej w uprawnienia decyzyjne w efekcie przekazania kompetencji przez państwa członkowskie”.

Niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 30 czerwca 2009 roku stwierdził, że sądom konstytucyjnym nie może zostać odebrana odpowiedzialność za „zagwarantowanie konstytucyjnych granic upoważnienia integracyjnego oraz identyczności konstytucyjnej niepodlegającej przekazaniu” (teza 336).

Na podkreślenie zasługuje jego kolejna teza - sąd konstytucyjny Państwa Członkowskiego może stwierdzić niezgodność z własną konstytucją aktu prawa unijnego zachowując „prawo do ostatniego słowa”, ale zarazem godząc się na „konieczność poniesienia wówczas konsekwencji międzypaństwowych” (teza 340). Trybunał wskazał, że naruszenie tożsamości konstytucyjnej Niemiec jest niedopuszczalne skoro ustrojodawca nie przyznał przedstawicielom i organom Narodu prawa dysponowania suwerennością.
Podobne sformułowania znajdujemy w wyroku Sądu Konstytucyjnego Czech z 26 listopada 2008 r

Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale