Już na pierwszy rzut oka łatwo było zauważyć, że ten dzień w piekle był niezwykły. Od dawna mówiło się, że Balzebuba coraz mocniej łamie w krzyżu. Wreszcie ból stał się tak dolegliwy, że szef, chcąc nie chcąc, zaległ na płycie głównego piekielnego paleniska. Małe diabełki pomykały pospiesznie, zamiatając ogonkami żużel.
Całkiem inaczej było na sali głównej. Przy samym wejściu trudno byłoby zauważyć różnice, bo zainstalowane tam kotły najnowszej generacji miały sterowniki, kontrolujące temperaturę smoły w sprzężeniu zwrotnym, zapobiegając wrzeniu. Również, specjalne siatki zabezpieczające przed rozpryskiwaniem smoły podczas zanurzania. Im jednak dalej, tym niezwykły bałagan coraz bardziej rzucał się w oczy.
Największy bałagan panował przy starym kotle w kącie sali. Od dawna nikt tam nie sprzątał. Dzisiaj, dodatkowo, korzystając z rozluźnienia, siedziało sobie na nim czterech diabełków, gaworząc i machając radośnie raciczkami, rozbryzugując przy tym smołę. Sam kocioł, bez żadnej automatyki, był ciekawym zjawiskiem archeologicznym. Nawet najstarsze diabły przyznawały, że kiedy zstąpili do piekieł, to kocioł już tu był – równie podrapany i brudny.
Jeden z diabłów, zdaje się najważniejszy z tej czwórki, wygląd miał niezwykły, jak na piekło. Zakrzywione, nierówne różki głowy były prawie niewidoczne w gąszczu rudego futerka, zarastającego płaty górnej półkuli narządu myślenia. Wilcze gałki, wypełniające czeluście oczodołów, zdawały się prześwidrowywać rozmówców.
Właśnie, siedzący po prawej „rudego” diabeł, zwany przez innych „waldim”, z nieukrywaną radością wspominał:
- pamiętacie te umowę? He, he... przez 25 lat nie mogli się z tego wygrzebać, he, he.
Mówiąc to wygrzebywał z czeluści swojej raciczki jakieś babole, a czynność ta zdawała się sprawiać mu nie mniejszą satysfakcje, co wypowiedziane właśnie słowa.
Wspomnienie ożywiło „rudego”
– na ciebie, Waldi, zawsze można było liczyć – mówiąc to klepną po plecach kolegę z prawej. – Pamiętasz ten czerwiec? – Dodał sentymentalnie – wtedy żeśmy ich po gangstersku załatwili.
- Ale tak, jak Boguś wykończył ich armie, to był majstersztyk – włączył się do rozmowy diabełek, siedzący naprzeciw „rudego” – po jego robocie, to nawet brytyjska drużyna harcerek mogła ich podbić w ciągu dwóch dni. He, he...
Tak sobie rozmawiali, wspominając czasy swojej świetności, gdy nagle, ku zaskoczeniu wszystkich, z pieca zwlókł się stary Belzebub. Stanął w drzwiach sali z kwaśną miną.
-Donas, a co to za hulanki – zagrzmiał groźnie – koniec palenia, zanurzamy się!
ps. Wszelkie podobieństwo do osób lub zdarzeń jest calkowicie przypadkowe. (he, he)


Komentarze
Pokaż komentarze (10)