balzak balzak
150
BLOG

Syndrom "dziadka z Wermachtu".

balzak balzak Polityka Obserwuj notkę 20

 

Na początek zaznaczam, że nie mam nic wspólnego z jakąkolwiek partią. Opinie, które tutaj wygłaszam, są li tylko odzwierciedleniem moich prywatnych przekonań. Proszę moich poglądów nie kojarzyć z żadną partią. 

 

Wczoraj Pan Redaktor Andrzej Tadeusz Kijowski, w jednym ze swoich komentarzy, był łaskaw zawrzeć taką oto myśl:

 

Cytat: „W poprzednim tekście napisałem, że więcej mam zaufania do genów Komorowskiego, którego ciotka w Powstaniu Warszawskim ratowała ojca Kaczyńskich, niż do wnuka żołnierza Wahrmachtu.

 

Link:http://kijowski.salon24.pl/176976,jaroslaw-kaczynski-i-pierwsza-dama-z-wideoteki-ateki#comment_2512300

 

Widząc dzisiejszą reakcję na wpis Pani Joanny Mieszko-Wiórkiewicz, ze zdumieniem konstatuję, że miał sporo szczęścia. Nie został „rozjechany” przez samozwańczych nadzorców etyki spod znaku „salonu michnikowskiego”. Być może świadczy to jednak o czymś znacznie mniej przyjemnym dla Pana Redaktora? Być może, po prostu- mało kto Go czyta? Nie będę tego dalej drążył – w końcu to nie moje zmartwienie : ).

 

Wpis Pani Joanny Miszko-Wiórkiewicz wzbudza we mnie ambiwalentne uczucia.

 

Całkowicie zgadzam się z ostatnim akapitem Jej wypowiedzi, brzmiącym, jak poniżej:

 

„Jednak osoby wyniesione na ramionach demokracji do najważniejszych funkcji państwowych powinny być dla społeczeństwa przezroczyste, jak kropla źródlanej wody. To jest minimum, jakiego powinniśmy wymagać”

 

Dokładnie tak! Ma Pani całkowitą rację!

 

Ludzie, którzy mają aspiracje rządzić prawie 40-sto milionowym krajem, muszą zgadzać się na pełną lustracje z wielu punktów widzenia. Ważne jest całe ich życie: wpadki i sukcesy, nawet „smaczki”, w rodzaju „sikania do chrzcielnicy”, czy palenia „trawki” (co wcale nie musi działać na niekorzyść w odbiorze społecznym).

 

Mając całkowitą świadomość, że dzieci nie odpowiadają za grzechy ojców, mamy prawo wiedzieć również, w jakiej rodzinie wychowywał się kandydat do najwyższych urzędów w państwie; z kim współpracował, przyjaźnił się, a nawet – z kim sypiał.

 

To wszystko jakoś tam kształtowało jego osobowość. Być może wpływało na zaciągnięcie jakiś zobowiązań materialnych lub emocjonalnych.

 

TAK JEST NA CAŁYM CYWILIZOWANYM ŚWIECIE!!!

 

Nikt się nie obraża na pytających. Przeciwnie, kandydaci, którzy kręcą lub odmawiają informacji o swoim życiu - tracą szansę wyborcze.

 

 

U nas tzw. „inteligenci”, czyli osoby sądzące, że podzielanie poglądów środowiska GW lub TVN-u, robi z nich inteligentów, mają odmienne zdanie – zamiast badać kandydatów, „zabijają” tych, którzy stawiają pytania, sprawdzają.

 

Nie możemy się dawać terroryzować fałszowi i obłudzie! Musimy domagać się od dziennikarzy pełnej informacji o kandydatach na listach wyborczych.

 

Wracając jeszcze do tekstu Pani Joanny Mieszko-Wiórkiewicz.

 

Otóż, mam poważne zastrzeżenia. Nie zgadzam się, aby badanie życiorysów kandydatów polegało na tym, że wypowiadamy na jego temat dowolne głupstwo i oczekujemy, że będzie je prostował. Nie można tworzyć całych „narracji” (że pozwolę sobie użyć tego modnego ostatnio słowa) na podstawie jakiegoś przypadkowego zdjęcia.

 

Pytania o życiorysy kandydatów muszą być przynajmniej jakoś tam uprawdopodobnione.

 

Podsumowując – zgłaszając zastrzeżenia, jak wyżej, nie przyłączę się do rzucających kamieniami w autorkę tamtego tekstu. Choćby dlatego, że nie mam zbyt dobrej opinii o wielu z tych, którzy tak ochoczo za kamienie załapało. Gdzieś tam warto by sobie przypomnieć mądrość o oku, zapałce i belce.

 

Z pozdrowieniami.

 

balzak
O mnie balzak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka