balzak balzak
122
BLOG

Polemika z Rafałem Ziemkiewiczem

balzak balzak Polityka Obserwuj notkę 8

 

 

 

(Link do artykułu: www.rp.pl/artykul/9157,525242.html )

 

Jak zwykle na rano przy kawie, otwarłem sobie RSS-a Rzepy. Prawie, że podskoczyłem z radości, a rumień podniecenia zalał moja twarz, kiedy zobaczyłem, że jest nowy felieton najlepszego publicysty tej gazety, Rafała Ziemkiewicza. Móc obcować, choćby otrzeć się o refleksje polityczne Orła Polskiego Dziennikarstwa (bez żadnej złośliwości) dla takiej szarej „mendy internetowej”, oskubanej wrony, jak ja, to nie lada wyzwanie.

 

Duży łyk kawy i zabrałem się dzielnie do lektury. Przeczytałem powoli, każde zdanie ważąc i obracając na różne strony na lekko sprasowanych fałdach mojej mózgownicy.

 

Wreszcie stanąłem przed ograniczonością mojego zrozumienia, zastanawiając się czy redaktor Ziemkiewicz jest za, czy przeciw?

 

Napisał red. Ziemkiewicz, jak cytuję niżej:

 

„...I wygrałby za rok wybory. Ale czy wygrałby aż tak, żeby móc rządzić samodzielnie? Mało prawdopodobne. Albo powstałaby koalicja „wszyscy przeciwko Kaczyńskiemu”, albo on sam musiałby wejść w jakąś koalicję. I znowu ugrzązłby w „imposybilizmie”, a media dzień po dniu bombardowałyby go zarzutami i obrzydzały; słowem, powtórzyłaby się historia sprzed kilku lat...

 

... wszystko albo nic... Nie interesują nas zgniłe kompromisy...”

 

 

Zgoda! Nic ująć, choć coś tam postaram się dodać. Przyznaję, że nie mam bezpośredniego połączenia z głową prezesa Kaczyńskiego, ale mam nadzieje, że taki właśnie cel przyświeca Jego działaniom.

 

Na dzisiaj jedyną realną szansą za zmianę polityki w Polsce jest uzyskanie prze PIS większości, zdolnej obalać veta Prezydenta, a najlepiej - „większości konstytucyjnej”. Każde inne zwycięstwo może okazać się klęską, po której PIS zostanie zmieciony ze sceny politycznej. Jeśli nawet wygra, ale nie osiągnie większości parlamentarnej, to najpewniej powstanie koalicja, jak napisał Ziemkiewicz : „wszyscy przeciwko Kaczyńskiemu”. Druga alternatywa, rozważana przez redaktora, wydaje się całkowicie nierealna – PIS nie ma „zdolności koalicyjnej”. Nawet jeśli ktoś tam czasem snuje dywagacje o koalicji PIS-u z SLD, to raczej ze złośliwości, a nie, jako realny scenariusz rozwoju sytuacji w Polsce. PiS i SLD nic nie łączy. Przeciwnie – te partie stoją na przeciwnych biegunach.

 

W roku 2005 sytuacja była zupełnie inna. Nawet jeśli Tusk przeżywał traumę po podwójnej klęsce z Kaczyńskimi, to PO miała jeszcze charakter „prawicowy”, nadawany jej przez obecność i znaczenie posła, Jana Rokitę. Choć w warstwie werbalnej politycy PO wylewali wiadra pomyj na Kaczyńskich, to jednak PO zdecydowała się poprzeć kilka istotnych reform, zaproponowanych przez PiS. Choćby rozwiązanie WSI czy utworzenie CBA.

 

Dzisiaj w PO nie ma już Rokity. Główny nurt w tej partii wyznacza skrzydło Janusza Palikota. Coraz trudniej znaleźć realne różnice pomiędzy PO i SLD. Być może tylko lekkie, choć mało istotne „zakłócenia” odbioru, które wnosi do przestrzeni publicznej Poseł Gowin.

 

 Jeśli PiS uzyskałby nawet większość parlamentarną, bez możliwości odrzucania veta prezydenckiego, to się całkowicie skompromituje, bo, mając przeciwko sobie media, TK, Prezydenta i „przyjazne recenzje” z zagranicy, nie będzie zdolny przeprowadzić żadnej ważnej reformy państwa.

 

Czyli: „wszystko, albo nic”. Tak uważam.

 

W jednym z moich ulubionych filmów Pollacka, „Hawanie”, główny bohater, hazardzista odpowiada kubańskiemu opozycjoniście na pytanie: „dlaczego politycy słabo grają w pokera?”. Otóż, jak stwierdził: „politycy chcą władzy od razu, a w pokerze czasem warto przegrać, mając w rękach dobrą kartę, aby później wygrać znacznie więcej, nawet z kartą słabszą”.

 

Kaczyński jest wytrawnym graczem i dlatego wymyka się analizom „uczonych politologów” ( i „uczonych redaktorów”), myślących sztampowo – politycznie.

 

No i wszystko byłoby pięknie z felietonem Rafała Ziemkiewicza, gdyby nie to, że Ów raczej kpi sobie z takiej postawy Jarosława Kaczyńskiego. 

 

Swój artykuł kończy akapitem:

 

„A na razie niech Polska gnije. W opisanym tu sposobie rozumowania − musi przegnić do cna, żeby się odrodzić. A co będzie, jak przegniwszy do cna, bynajmniej nie dostanie szansy odrodzenia się pod rządami Kaczyńskiego, tylko znowu zniknie z mapy? Na nie wiadomo jak długo?

Ciekawe, czy prezes PiS się nad tym zastanawia.”

 

To prawda – „Polska gnije” pod rządami PO. Pełna zgoda z diagnozą pana redaktora. A cóżby mogło wynikać z zastanawiania się nad tym przez prezesa PiS-u? Jaką ma możliwość przeciwdziałać temu, nie mając realnej władzy, czy nawet możliwości blokowania niekorzystnych rozwiązań, jak to miało miejsce dopóki Prezydentem był Lech Kaczyński? Może tylko kontestować, co czyni, albo przyłączyć się do realizacji procesów rozkładowych naszej Ojczyzny, co pewnie media uznałyby za wcielenie hasła: „zgoda buduje”.

Jeszcze jeden fragment felietonu Rafała Ziemkiewicza wzbudził moje zdziwienie.

Otóż, jak napisał pan redaktor:

 „Niemniej, hipoteza zamachu jest tą najdalej idącą i powinna być traktowana jako ostateczna.”

Słucham???

 

Na całym świecie, jeśli w katastrofie giną tak ważne persony, z Prezydentem kraju na czele, to wersje zamachu przyjmuje się, jako najbardziej prawdopodobną. W szczególności, jeśli katastrofa ma miejsce na terytorium obcego, niezbyt przyjaznego kraju.

 

Dodaje Pan Redaktor:

 „Tym bardziej, że trudno wskazać racjonalny cel zamachu.”

Znowu zapytam znacząco ze zdziwieniem: SŁUCHAM???

Czy trzeba kogokolwiek przekonywać, że Lech Kaczyński był postrzegany przez „Moskwę” jako wróg Rosji? Przecież to On montował koalicje państw, leżących wcześniej w strefie wpływu ZSRR. Przecież to On starał się o uniezależnienie energetyczne Polski. Przecież to Lech Kaczyński wsparł jednoznacznie Gruzje po agresji i aneksji części Jej terytorium przez Rosję.

 

Słyszałem wypowiedzi, że przecież Lech Kaczyński i tak nie miła szans na reelekcje, czyli nie stanowił dalej zagrożenia dla Rosji.

 

A skąd to wiadomo? Z sondaży? Proszę wybaczyć, ale w Polsce już nawet małe dzieci wiedzą, że sondaże są „opium dla ciemnego luda”. Nikt rozsądny nie wyciąga z nich daleko idących wniosków.

 

Twierdzę, że Lech Kaczyński miał większe szansę na zwycięstwo w wyborach niż Jego brat, Jarosław. Z tej pary, to Jarosława uznawano zawsze za „jastrzębia”. Lech było postrzegany bardziej centrowo. Sądzę też, że Putin, przecież wytrawny polityk, ma mniej więcej taką sama opinię o „wiarygodności” polskich sondaży, jak ja. Nie ma wątpliwości, że kolejna kadencja Lecha Kaczyńśkiego była zagrożeniem dla rosyjskich prób ponownego powrotu do starych stref wpływów.

 

Czy to nie wystarczy, aby uznać, że Rosja miał motyw, aby pozbyć się Prezydenta Kaczyńskiego?

Oczywiście nigdy nie dowiemy się, jak było naprawdę.

 

Jeśli Rosja chciałaby całkowicie się oczyścić, to musiałaby postąpić podobnie, jak Rumunia w przypadku katastrofy izraelskiego śmigłowca – zabezpieczyć teren i niczego nie dotykać bez obecności prawdziwej, międzynarodowej komisji. Nie czyniąc tego, dała nam prawo do domniemań, że kryje się za tym chęć ukrycia prawdziwych przyczyn wypadku.

 

„I to by było na tyle” .

No, to się rozpisałem. Nie sądzę, aby ktokolwiek dotarł do końca. Jeśli tak, to gratuluję wytrwałości : ). Ja próbowałem przeczytać swoje wypociny, ale usnąłem w połowie. Kiedy się już zbudzę to wkleję na blog, jako pamiątkę dla przyszłych pokoleń.

 

Pozdrawiam. 

balzak
O mnie balzak

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka