Kreole są tak potężni, że piszę to z pewną obawą. Jak będą chcieli, dokopią mi tak, że się nie pozbieram. I znowu ostoją dla nas, tubylców, jest Kościół katolicki. Dziś (1 maja 2011 r., gdy napisałem ten tekst) obchodzi swój wielki dzień – dzień beatyfikacja Jana Pawła II. To on mówił nam, tubylcom, „Nie lękajcie się”. I ja się jednak nie lękam. To tekst dla Jana Pawła II – obrońcy prawdy, dobra i piękna.
Podział na tubylców i kreoli to pomysł Rafała Ziemkiewicza. Za tubylców uważa on prosty polski lud, a za kreoli potomków komunistów, a szerzej osoby, które kulturowo opierają się na metropolii, czyli ośrodku, z którego przyszła kolonizacja Polski. Według niego wcześniej metropolią była Moskwa, a teraz jest Bruksela. Ziemkiewicz uważa, że lud reprezentuje PiS, a kreoli PO i SLD.
Ja widzę to inaczej i szerzej.
PiS to też kreole, dla których metropolią jest Waszyngton.
Tubylców reprezentuje zaś PSL.
A szerzej zacznę od X wieku.
Normański podbój
Od kilkunastu lat interesuję się normańskim początkiem Polski. W 2000 r. kupiłem nawet w Bibliotece Narodowej mikrofilmy książki Karola Szejnoch „Lechickie początki Polski”, ostatni raz wydanej w 1855 r. W mojej prywatnej bibliotece jest spory zbiór książek na temat wikingów i początków państwa polskiego.
Moja teza jest prosta.
Normanowie utworzyli państwa ruskie, polskie i czeskie.
Najechali te ziemie w wiekach IX i X, by zbudować tu własne księstwa. W początkowym etapie głównym źródłem ich dochodów była sprzedaż w niewolę Słowian, których wyłapywali na podbitych terenach. Słowianie ci byli sprzedawani głównie do krajów arabskich i Bizancjum. Jeden z największych targów niewolników w X wieku był w czeskiej Pradze. Sporą grupą pośredników w tym handlu byli Żydzi. Jeden z nich jako pierwszy opisał państwo normańskiego księcia Dagome (Mieszka I) i jego drużynę.
Księstwo Dagome było słabe. Najeżdżali na nie niemieccy margrabiowie. Dlatego Dagome zdecydował się na sojusz z władcą Czech Bolesławem I Okrutnym, również Normanem z rodu Przemyślidów, który wcześniej w Czechach zaczął podbój.
Sojusz z rodem Przemyślidów został przypieczętowany ślubem Dagome z Dobrawą i przyjęciem chrześcijaństwa.
W podręcznikach do historii przez wiele lat okłamywano nas, że Mieszko przyjął chrzest z rąk Czechów w 966 r., bo chciał uniezależnić się od Niemiec.
A przed chwilą w Wikipedi przeczytałem to:
„Przypuszczenie, jakoby chrzest został przyjęty z rąk czeskich, aby uniknąć uzależnienia księstwa Mieszka od Rzeszy Niemieckiej, jest błędne, ponieważ Czesi do 973 r. nie posiadali własnej organizacji kościelnej. W czasie chrztu Mieszka diecezją dla nich obowiązującą była jak najbardziej niemiecka Ratyzbona, zależna od władzy cesarskiej.”.
Państwo Dagome jako jeden z pierwszych opisał Ibrahim ibn Jakub, Żyd sefardyjski, pochodzący z Tortosy w kalifacie Kordowy.
Oto co na jego temat podaje Wikipedia:
Ibrahim ibn Jakub (ur. ok. 912/913 zm. po 966) – Żyd sefardyjski, pochodzący z Tortosy w kalifacie Kordowy, kronikarz, podróżnik i kupiec. Zajmował się handlem z plemionami słowiańskimi, głównie niewolnikami. Pozostawił po sobie relację z podróży do krajów słowiańskich, którą odbył w latach 965 - 966. Po opanowaniu Półwyspu Iberyjskiego przez Arabów (po 711 roku) aż do ochrzczenia Słowian główny szlak handlu niewolnikami wiódł z terenów Słowian, przez Niemcy i państwo Franków aż do ziem kalifatu Kordowy. Ibrahim ibn Jakub odbył swą podróż w momencie, gdy handel niewolnikami powoli zamierał z powodu chrztu władcy Polan – Mieszka I (M(e)šqo).
Spod jego pióra pochodzi najstarszy znany opis Pragi (F(a)rāga/B(a)rāġa) i świadectwo, że pod panowaniem księcia czeskiego znajdowała się wtedy ziemia krakowska. Wymienia bowiem czeskiego księcia Bolesława I jako władcę Pragi, Bohemii (Boy(e)ma) i Krakowa (K(a)rākō/K(a)rākū), natomiast Mieszko I jest w jego relacji królem północy. Ważnym odnotowania jest, że ibn Jakub po raz pierwszy wymienia dawną stolicę Polski pod tą nazwą tj. Kraków, wspomina też o Krakowie, jako o jednym z handlowych centrów Słowiańszczyzny.
W „Gazecie Rycerskiej” czytamy zaś: Kraj Meszki, jak Ibrahim określił państwo piastowskie Mieszka I to „państwo w krainach Słowian nad morzem wśród gęstych lasów, przez które wojskom trudno się przedzierać…”. Dowiadujemy się także, że państwo Mieszka było dostatnie, a ludność płaciła władcy daninę. Dzięki niej książę utrzymywał zbrojne oddziały o dużym potencjale bojowym. Zbrojna drużyna cieszyła się również szczególnymi względami Mieszka. Wnioski takie możemy wyciągnąć z poniższego fragmentu spisanego w Kordobie przekazu: „A to co się tyczy kraju Meszko, (…) to obfituje on w żywność, mięso, miód i rolę orną. Pobierane przez niego opłaty stanowią odważniki handlowe (tj. monety lub kruszec – przyp. B.S.). Idą one na żołd jego mężów. Co miesiąc przypada każdemu z nich oznaczona ilość z nich. Ma on 3000 pancernych (zbrojnych)podzielonych na oddziały, a setka ich znaczy tyle co dziesięć secin innych wojowników. Daje on tym mężom odzież, konie, broń i wszystko, czego tylko potrzebują”.
Moim zdaniem, państwo Dagome powstał w wyniku zbrojnego najazdu normańskiej bandy na ziemie zamieszkałe od VI-VII wieku przez Słowian. Siła tej bandy była tak wielka, że zniszczyła zalążki słowiańskich księstw, tworzonych wokół lokalnych grodów. Normanowie po zniszczeniu tych grodów postawili własne o hakowej konstrukcji. Państwo Dagome nie obejmowało ani Śląska, ani Małopolski, które były we władaniu normańskich Przemyślidów, którzy wcześniej opanowali w ten sam sposób – przez brutalny podbój - lepiej zagospodarowane ziemie czeskie, śląskie i małopolskie.
Dagome ze swoją bandą wyrąbywał księstwo dla siebie na terenach mniej zamieszkanych – w puszczach i kniejach.
Ten normański podbój na ziemiach polskich w X wieku wyglądał podobnie jak podbój Afryki w XVIII czy XIX wieku. Słowianie byli łapani np. w sieci , jak murzyni w Afryce, i wywożeni do krajów arabskich, m.in. do Hiszpanii podbitej przez Arabów.
Księstwo to było słabe. Upadło po śmierci syna Dagome – Bolesława Chrobrego.
Tubylcy - Słowianie - nienawidzili najeźdźców, którzy sprzedawali ich w niewolę i pobierali wysokie daniny. Gdy tylko banda najeźdźców osłabła po śmierci herszta Bolesława Chrobrego, wzniecili powstanie i obalili na pewien czas barbarzyński reżim.
Ród mieszkowy zwrócił się więc o pomoc do Niemiec.
Mieszko II Lambert, syn i następca Bolesława Chrobrego, ożenił się z Rychezą, po kądzieli wnuczką cesarza Ottona II. Dostał od teścia 500 rycerzy i zaprowadził swój porządek w rodowych włościach.
Na niezależność od Niemiec normańska banda wybiła się późno. O pełnej suwerenności możemy właściwie mówić dopiero od czasów jagiellońskich, bo po rozbiciu dzielnicowych piastowskie księstewka były słabe.
Przez długi czas na dworach w Polsce mówiono po germańsku (szwedzku?). To dlatego pierwsze utwory w języku polskim są tak późne. Wikipedia podaje: kazania świętokrzyskie – polskie średniowieczne kazania, pochodzące prawdopodobnie z końca XIII lub z XIV wieku, uznawane za najstarszy dokument prozatorski stworzony w języku polskim.
Najeźdźcy sprowadzili Kościół katolicki i zakony do cywilizowania podbitych terenów i umacniania swojego panowania. Jeden ze sprowadzonych zakonników (Gall Anonim , zm. po 1116) wymyślił historię o tubylcu Piaście Kołodzieju, protoplaście dynastii panującej, by ukryć prawdę, że doszło do najazdu, a ród panujący jest obcego pochodzenia.
Zdobywcy długo zachowywali się tu jak w podbitym kraju. Prawo pierwszej nocy (łac. ius primae noctis) – prawo pana feudalnego do spędzenia pierwszej nocy ze świeżo poślubioną żoną każdego ze swych poddanych i zdeflorowania jej, obowiązywało na ziemiach polskich jeszcze w XIX wieku.
Najazd komunistów
Potomkowie normańskich najeźdźców władali naszymi ziemiami aż do 1945 r. Ich potęgę naruszyła dopiero reforma rolna.
To komuniści pozbawili potomków normańskich najeźdźców ziemi i podstaw panowania.
Komuniści też byli najeźdźcami. Przyjechali tu na radzieckich czołgach. I im pomagali Żydzi. Z tym, że tym razem Żydzi weszli do klasy panującej.
Komunistyczna banda niosła za sobą nową religię: marksizm-leninizm. Władzę zdobyła i utrzymywała przemocą. Miała za sobą potęgę ZSRR. Dlatego jedn z jej hersztów, Władysław Gomułka (1905-1982), który właściwie oceniał potencjał sił, powiedział w 1945 r., że władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy.
ZSRR był gwarantem naszych granic na Odrze i Nysie Łużyckiej. Trzeba było z nim trzymać.
Rafał Ziemkiewicz ma rację, że komuniści byli w Polsce jak koloniści, którzy narzucają tubylcom swoją cywilizację i swoją wiarę.
Zbudowali państwo według swojego wyobrażenia. Mieli prawie wszystko pod kontrolą.
Siła komunistów opierała się na armii, milicji, służbach specjalnych, sądach, prokuraturze, mediach, szkołach.
Poza ich systemem był Kościół katolicki, ale i tam przez 45 lat pozyskali sporo jawnych i ukrytych współpracowników.
Komuniści, tak jak Normanowie, dbali o swoje państwo, myśleli o nim długoterminowo, bo przecież nie zamierzali oddawać władzy.
Ich najwybitniejszym przywódcą był Władysław Gomułka, samouk, który rozumiał, co dzieje się w świecie. Za obronę narodowego interesu trafił do więzienia w 1951 r. Do władzy wrócił w 1956 r. Jednym z jego największych osiągnięć jest wycofanie się z kolektywizacji rolnictwa w 1956 r. Tylko jemu w imperium radzieckim udało się powstrzymać kolektywizację rolnictwa. Dzięki niemu ocalała w Polsce warstwa chłopska, nosiciel narodowych tradycji i wolności.
Władysław Gomułka został obalony przez spisek, zawiązany przez Wojciecha Jaruzelskiego, Edwarda Gierka i Mieczysława Moczara. Wszyscy trzej spiskowcy to byli zaufani ludzie metropolii – Moskwy. Można więc uważać, że inicjatywa usunięcia Gomułki wyszła z centrali imperium radzieckiego, bo stał się zbyt samodzielny, m.in. bez porozumienia z Moskwą podpisał układ z RFN 7 grudnia 1970 r.
Spiskowcy, działający w imieniu Moskwy, kłamią, że to Gomułka kazał strzelać do robotników. Było odwrotnie. To oni kazali strzelać do niewinnych ludzi, by obalić Gomułkę.
Najważniejszym przedstawicielem Moskwy w Polsce jest Wojciech Jaruzelski. To on był jednym z głównych organizatorów spisku przeciw Gomułce w 1970 r. Zaś w 1980 r. brał też udział w spisku przeciw dawnemu sojusznikowi, Edwardowi Gierkowi, którego Moskwa przestała lubić, bo i on okazał się zbyt samodzielny. Tym razem Jaruzelski zorganizował spisek wspólnie ze Stanisławem Kanią.
W 1980 r. scenariusz był podobny jak w grudniu 1970 r. Sprowokowano niezadowolenie i strajki robotnicze, najpierw w Lublinie. Gdy te udało się ekipie Gierka uspokoić, spiskowcy uderzyli tam, gdzie mieli najwięcej swoich zaufanych ludzi – na Wybrzeżu.
Gierek, znając scenariusz zamachu stanu z 1970 r. ,szybko ustąpił, by bandyci znowu nie kazali strzelać żołnierzom do niewinnych ludzi.
Bunt społeczny szybko jednak wymknął się spod kontroli spiskowców. Stało się tak głównie za sprawą Kościoła katolickiego i papieża Jana Pawła II, którego wizyta w Polsce w czerwcu 1979 r. ośmieliła ludzi.
Dzięki udziałowi w wielkich mszach pod gołym niebem, na których zbierały się setki tysięcy ludzi, społeczeństwo obywatelskie zobaczyło, jak jest liczne, że komunistyczni kolonizatorzy muszą się z nim liczyć.
Najeźdźcy wystraszyli się tubylców. Pozwolili im na założenie NSZZ Solidarność. Szybko jednak zaczęli przygotowywać plany zdławienia buntu tubylców. Przez kilkanaście miesięcy komunistyczne media waliły w Solidarność, by ją skompromitować. Na półkach był tylko ocet. Najeźdźcom udało się tak wymęczyć tubylców, że ci nie stawiali oporu, gdy kolonizatorzy wprowadzili stan wojenny i zniszczyli Solidarność.
I znowu ostoją dla tubylców stał się Kościół katolicki.
Ale co może zrobić kościół z zderzeniu z uzbrojona po zęby armią, gdy najeźdźcy mają pod kontrolą milicję, służby specjalne, sądy, prokuraturę, media i szkoły wyższe?
Pole manewru jest niewielkie.
Kościół katolicki chronił i pomagał tubylcom za panowania normańskiej szlachty, za panowania zaborców, za panowania sanacyjnej bandy, za okupacji hitlerowskiej i za panowania bandy komunistów.
Niestety, to nie kościół, ani Jan Paweł II był demiurgiem zmian w końcu lat 80. XX wieku.
Komuniści zniszczyli Solidarność i znowu zniewoli tubylców, przekonali ich, ze wszelki opór jest daremny.
Do zmian skłoniły ich trudności gospodarcze, ale przed wszystkim rozkazy, jakie wyszły z metropolii. Moskwa zdecydowała się na demokratyzację Układu Warszawskiego, by móc w przyszłości zawrzeć sojusz z demokratycznymi Niemcami i Francją.
Za taką interpretacją przemawia wiele argumentów. Po pierwsze, zmiany nastąpiły we wszystkich państwach Układu Warszawskiego, również w tych, gdzie nie było opozycji i silnej pozycji Kościoła katolickiego, co wskazuje na szarszy plan działań i inspirowanie ich z Moskwy. To najważniejszy argument. Po drugie, są drobne wydarzenia, wskazujące, że Jaruzelski dowiedział się o tym planie najwcześniej, Polska jest bowiem kluczowym państwem w Europie Środkowej. Otóż na ziemia odebranych Niemcom przez ZSRR i darowanych Polsce przez kilkadziesiąt lat istniały cmentarze poniemieckie, zarastał, ale nikt ich nie niszczył. Dopiero w 1989 r. komuniści wydali nakaz ich zniszczenia. Na teren poniemieckich cmentarzy wjechały buldożery, zerwały nagrobki i zakopały w głębokich dołach. Wiem o tym z opowieści znajomego, który uczestniczył w takiej operacji na Pomorzu. Komuniści zniszczyli cmentarze poniemieckie, by nie stały się miejscem odwiedzin dla Niemców, po sojuszu Rosji z Niemcami, i pretekstem do odebrania przez Niemcy darowanych nam ziem.
Przedstawienie pt. „Upadek komunizmu”.
Komuniści w Polsce nie chcieli odpowiadać za zbrodnie z poprzednich lat. Zaplanowali więc, wyreżyserowali i odegrali przedstawienie dla tubylców pt. „Upadek komunizmu”. Zaprosili do niego swojego współpracownika od lat 60. XX wieku - Lecha Wałęsę i jego drużynę. Wielu członków drużyny Wałęsy to też byli współpracownicy kolonizatorów.
W przedstawieniu pt. „Upadek komunizmu” zagrało wiele osób, m.in. śp. Lech Kaczyński i cały Obywatelski Klub Parlamentarny. Pewną rolę odegrała aktorka Joanna Szczepkowska, która w telewizji powiedziała słynne zdanie „4 czerwca 1989 r. upadł komunizm” .
Przedstawienie pt. „Upadek komunizmu” właściwie cały czas trwa. I większość tubylców uznaje je za rzeczywistość.
A przecież to nieprawda.
Wciąż rządzą potomkowie najeźdźców, których Rafał Ziemkiewicz nazywa kreolami.
Tubylcy nigdy nie rządzili.
Demokracji tubylców na naszych ziemiach nigdy nie było.
Był taki krótki czas w latach 1921-1926, gdy po I wojnie światowej i odparciu najazdu bolszewickiego, zaczęło tworzyć się społeczeństwo obywatelskie i tubylcy mogli decydować o wyborze władz.
Sanacyjna banda, która przejęła władzę po zamachu majowym w 1926 r., zniszczyła jednak zalążki społeczeństwa obywatelskiego. Wprowadziła dyktaturę, zamordyzm i panowanie strachu.
Komunistyczna banda po odegraniu głównego aktu przedstawienia „Upadek komunizmu” latem 1989 r., dalej rządziła. Miała swoich ministrów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, człowieka, któremu komuniści od lat ufali. W wojsku, służbach specjalnych, milicji, prokuraturze, sądach, adwokaturze, na uczelniach zmiany były niewielkie.
Pierwszym prezydentem III RP został herszt komunistycznej bandy Wojciech Jaruzelski.
Gdy kreole zorientowały się, że efekty reform gospodarczych Leszka Balcerowicza, komunistycznego aparatczyka, będą bardziej bolesne niż przypuszczali, zdecydowali się oddać władzę współpracownikom, noszącym logo Solidarność, by na Solidarność spadł gniew ludzi za bezrobocie i biedę.
Jaruzelski oddał w 1990 r. władze wiernemu druhowi Lechowi Wałęsie, a w wolnych wyborach w 1991 r. wygrały ugrupowania związane z ruchem Solidarność. Plan Balcerowicza nadal był jednak kontynuowany.
Ugrupowania solidarnościowe rządziłyby dłużej, gdyby nie zdecydowały się na lustrację, która uderzała w samo serce kreolskiego układu.
Wtedy mafia polityczna Jaruzelskiego-Wałęsy zdecydował się obalić rząd Jana Olszewskiego, a premierem uczynić Waldemara Pawlaka, młodego, niedoświadczonego polityka PSL.
No bo przecież nie mogła premierem zrobić kogoś od postkomunistów, bo jeszcze ludzie przestaliby wierzyć w przedstawienia „Upadek komunizmu”.
Pawlak premierem był jednak tylko na chwilę, by wyczyścić „MSW i UOP”. Takie zadanie dostał od Wałęsy, który pewnie mu powiedział, ze Olszewski szykował zamach stanu.
Mafia polityczna Jaruzelskiego-Wałęsy szybko odstawiła Pawlaka na bok. Nie udało mu się nawet utworzyć rządu. Premierem została Hanna Suchocka, z grupy Tadeusza Mazowieckiego.
Gdy postkomuniści zorientowali się, że sytuacja gospodarcza poprawia się, obalili rząd Suchockiej i wygrali wyboru w 1993 r.
By ludzie nadal nie przestaliby wierzyć w przedstawienia „Upadek komunizmu”, premierem uczynili Waldemara Pawlaka, lidera PSL.
Pawlak był dobrym premierem, jego notowania szybko zaczęły rosnąć, a wraz z nimi notowania PSL. Pawlak mógł zostać prezydentem w wyborach w 1995 r.
Mafia polityczna Jaruzelskiego-Wałęsy nie chciała jednak do tego dopuścić (prezydentem bowiem miał być Kwaśniewski), odpaliła więc wiosną 1995 afera InterArms, zupełnie naciąganą.
W rezultacie Pawlak zrezygnowała ze stanowiska premiera, a poparcie społeczne dla niego i PSL poleciało w dół.
Tubylcu uwierzyli w prowokację InterArms, przygotowaną przez służby specjalne kreoli i rozdmuchaną przez kreolskie media.
Następcą Pawlaka został już typowy komunista Józef Oleksy. Kilka miesięcy później wyborcy prezydenckie wygrał kolejny komunista – Aleksander Kwaśniewski. Pomógł mu Lech Wałęsa, zachowując się niegrzecznie wobec niego (panu to nogę mogę podać, a nie rękę), co nagłośniły kreolskie media.
Od 1995 r. komuniści mieli rząd i prezydenta.
Tubylcy byli jednak niezadowoleni z sytuacji gospodarczej i w wyborach jeszcze raz postawili na Solidarność. Ale i tam kreole byli mocni, bo premierem uczynili Jerzego Buzka, posądzanego o kontakty z SB, a wicepremierem – Janusza Tomaszewskiego, też o takie kontakty posądzanego.
Za Wikipedią: W 1998 "Gazeta Wyborcza" ujawniła, że na posiedzeniu Rady Ministrów Janusz Tomaszewski zgłosił propozycję wprowadzenia całkowitego zakazu importu żelatyny do Polski, co sprzyjało interesom krajowego monopolisty na rynku żelatyny, Kazimierza Grabka. Został odwołany z obu stanowisk w rządzie, gdy Rzecznik Interesu Publicznego złożył w jego sprawie wniosek do Sądu Lustracyjnego. 21 lutego 2001 sąd ten oczyścił go z zarzutu kłamstwa lustracyjnego.
Sąd go oczyścił, ale wiadomo jakie są kreolskie sądy – chronią kreoli.
Gospodarką znowu zawiadował Balcerowicz.
Politycy z AWS narozrabiali, jak mało kto wcześniej. Przeprowadzili cztery reformy, z których każda przyniosła tubylcom opłakane skutki. Najgłupsza była emerytalna, zaplanowane jeszcze przez SLD, która do końca 2010 r. wygenerowała 232 mld zł długu publicznego, przyniosła nam 11 mld zł strat, a głównymi jej beneficjentami są właściciele Powszechnych Towarzystw Emerytalnych, którzy zdarli z tubylców 15 mld zł opłat.
Na prywatyzacji PZU przez rząd Buzka straciliśmy kolejne kilkanaście miliardów złotych, a prywatyzacji Pekao SA podobną kwotę.
Za rządów Buzka rosły głównie długi państwa. Skompromitował go własny minister finansów Jarosław Bauc, ogłaszając, że dziura budżetowa wyniesie w 2001 r. ponad 80 miliardów złotych (komuniści odwdzięczyli się później za to Baucowi, dając mu dobrą posadę).
Wystraszeni tubylcy zagłosowali więc tym razem znowu na komunistów.
Bo na kogo mieli głosować? Kreole podzielili się na grupy, stwarzając tubylcom złudzenie wyboru.
Zmiana metropolii
Od 1945 roku metropolią dla kreoli była Moskwa.
To dlatego Wałęsa nie chciał, by Polska wstępowała do NATO, a mówił o NATO-bis. Instrukcje z Moskwy nakazywał bowiem przygotowywanie się do sojuszu z Niemcami przeciw USA. Dlatego też lewica była przeciw wstępowaniu do NATO, ale za dołączeniem do Unii Europejskiej. Do UE Polska miała wejść już na początku lat 90. XX wieku. Takie obietnice składali Niemcy. Ale ograli nas. My znieśliśmy cła na ich wyroby, oni zaleli nas swoimi produktami, ale z przyjęciem do UE zwlekali. Uświadomił mi to w 1997 r. Sobiesław Zasada, który pod szybkie wejście Polski do UE budował koncern samochodowy.
Moskiewski plan załamał się jednak, gdy Rosja zbankrutowała w 1998 r.
Po tym kreole zmieniły metropolię.
Mało wiem o tej zmianie.
Nie wiem, kto był inicjatorem wejścia Polski do NATO, nasi kreole, czy Amerykanie.
Kto podjął decyzje?
Wojciech Jaruzelski?
Aleksander Kwaśniewski, ówczesny prezydent?
Jerzy Buzek, ówczesny premier?
Bronisław Geremek, ówczesny minister spraw zagranicznych?
Nie znam publikacji na ten temat.
Inicjatywa pewnie wyszła od Bronisława Geremka, który po utworzeniu koalicji AWS-UW, 31 października 1997 objął stanowisko ministra spraw zagranicznych, a 12 marca 1999 w imieniu rządu polskiego złożył dokumenty ratyfikacyjne Paktu Północnoatlantyckiego (NATO) w depozycie rządu Stanów Zjednoczonych Ameryki.
Wydaje mi się, że właśnie za zmianę metropolii, za przyczynienie się do wstąpienia Polski do NATO, Bronisław Geremek poniósl śmierć w wypadku samochodowym, że zabiła go rosyjska agentka, którą zabrał do samochodu.
Ale dlaczego zgodziła się na to reszta kreoli?
Dlaczego nie sprzeciwił się temu moskiewski agent Jaruzelski i jego człowiek Kwaśniewski?
Tego nie rozumiem.
Jasne jest za to dla mnie, dlaczego Kwaśniewski i Leszek Miller tak ochoczo poparli następnie sojusz z USA, wysłali nasze wojska do Iraku, pozwolili Amerykanom na torturowanie jeńców wojennych na Mazurach. Kreole chcieli się zasłużyć w nowej metropolii.
Kreole nie mają bowiem poczucia własnej wartości, szukają patronów i ich poparcia.
USA za nową metropolię uznali też bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy. Okazali się nie mniejszym sojusznikami amerykańskiego imperializmu niż Kwaśniewski i Miller.
Lech Kaczyński sprzedał rakiety ziemia-powietrze amerykańskiej sojuszniczce na Kaukazie – Gruzji – wraz z kodami umożliwiającymi lokalizację rosyjskich samolotów, które zdobyły nasze służby specjalne.
Warto zwrócić uwagę, że Gruzja rozpoczęła wojną z Rosją w dniu rozpoczęcia olimpiady w Pekinie.
Dlaczego tak zrobiła? Bo Amerykanie chcieli odsunąć uwagę opinii publicznej od wielkiego sukcesu Chin.
Więc najpierw jeden sługa amerykańskiego imperializmu Micheil Saakaszwili rozpoczął wojnę z Rosją, a gdy rosyjskie czołgi zaczęły zbliżać się do jego stolicy, drugi sługa - Lech Kaczyński - zorganizował międzynarodową polityczną demonstrację poparcia dla niego.
Wojna w Gruzji latem 2008 r. była amerykańskim czarnym public relations przeciw Chinom oraz testem siły Rosji.
Rosjanie odpłacili się nam, rozwalając 10 kwietnia 2010 r. samolot z Lechem Kaczyńskim na pokładzie, całym dowództwem naszej armii i kilkudziesięcioma innymi osobami.
Nadal rządzą kreole
Obecnie większość partii parlamentarnych w Polsce kontrolują kreole.
Tylko Polskie Stronnictwo Ludowe to tubylcy.
Do tubylców zaliczam też Samoobronę i LPR, ale one już nie liczą się. Ich wyborcy powinni wesprzeć PSL.
PiS to kreole, które za metropolie uznały USA. Śp. Lech Kaczyński był sojusznikiem amerykańskiego imperializmu, a jego brat nadal jest. Pokazała to m.in. dyskusja w sprawie OFE. Jarosław Kaczyński bronił interesów właścicieli PTE, wśród których są amerykańskie firmy. Nie chciał obniżki wpłat do OFE. Mamił daniem tubylcom wyboru OFE i ZUS, czy tylko ZUS, ale wybór ten miał być tylko dla osób wchodzących na rynek pracy.
SLD stawia na UE i znowu Rosję.
Dla PO metropolią są Niemcy i Rosja. Przywiązanie do Rosji szczególnie pokazuje PO-wski prezydent Bronisław Komorowski.
Tylko PSL wyrasta z ludu i myśli o interesach Polski.
Reszta partii parlamentarnych tylko myśli, jak urządzić się w międzynarodowej konfiguracji, a ich politycy - jak załapać się na ciepłą posadę w międzynarodowej organizacji lub banku.
Tubylcy, jak zwykle, od wieków są słabi i dają się nabierać na kreolskie przedstawienia, narrację i propagandę.
Kreole czasami posługują się wiarą tubylców, by zyskać ich poparcie. Tak czyni obecnie głównie PiS, ale i PO.
Organizacje tubylców są słabe.
Tubylcy nigdy nie byli dopuszczeni do dowództwa armii.
Armia zawsze niewoliła tubylców i niewoli do dziś.
Kreole rozwalają organizacje tubylców za pomocą służb specjalnych, policji, prokuratur, sądów i mediów.
PSL w 1995 r. zaatakowali za pomocą wymyślonej afery InterArm, wykorzystując służby specjalne i media. Kilka lat temu sądy nakazały PSL zwrot 18 mln zł dotacji, by osłabić tubylców. Kreole nie chcą rehabilitacji polityków PSL, których banda Piłsudskiego wsadziła do więzienia w Berezie Kartuskiej. Piłsudski, który tubylców walił w mordy, to jest bowiem jedna z ikon kreoli.
Samoobronę kreole z PiS zaatakowały podobnie – za pomocą sprokurowanej afery gruntowej i wymyślonej seksafery. I tu zaangażowane były służby specjalne, media, prokuratorzy i sądy.
W LPR waliły głównie kreolskie media, szczególnie z koncernu Axel Springer, wspierającego w Europie amerykańskie interesy. Roman Giertych jest adwokatem, synem polityka wspierającego Jaruzelskiego w czasie stanu wojennego, więc jemu kreole nie zorganizowały pokazowego procesu sądowego.
Nie lękajcie się
Kreole są tak potężni, że piszę to z pewną obawą.
Mają pod kontrolą armię, służby specjalne, policję, prokuraturę, sądy, aparat skarbowy, media, szkoły wyższe, średnie i podstawowe.
Jak będą chcieli, to dokopią mi, że się nie pozbieram. I przekonają tubylców, że jestem wariatem i oszołomem.
I znowu ostoją dla tubylców i dla mnie jest Kościół katolicki. Dziś obchodzi on swój wielki dzień. Dziś jest beatyfikacja Jana Pawła II. Właśnie trwa, gdy to piszę.
Piszę, bo on mówił nam, tubylcom, „Nie lękajcie się” i ja się jednak nie lękam. Mówię: tak – tak, nie – nie.
To tekst dla niego, dla Jana Pawła II – obrońcy prawdy dobra i piękna.
Piszę go od wczesnego rana.
Najpierw miał tytuł: „Skąd bierze się siłą kreoli”.
Ale zmieniłem go. Bo wyszedł mi inny tekst, z innym przesłaniem.
Znalazłem bowiem odpowiedź na pytanie, skąd bierze się siła tubylców.
A znalazłem dlatego, ze żona prosiła przed chwilą, bym razem z nią obejrzał uroczystość z okazji beatyfikacji Jana Pawła II.
Ale ja chciałem dokończyć ten tekst i opublikować w Internecie. Spojrzałem tylko w telewizor.
I wyszło mi optymistyczne zakończenie.
Siła tubylców bierze się z Kościoła katolickiego.
On zawsze o nas dbał, w najcięższych chwilach dbał.
Zawsze był z nami.
Nazywał zło złem.
Był przeciw wojnie w Iraku.
Z honorami pochował jednak Bronisława Geremka i Lecha Kaczyńskiego, kreoli, których zabiło obce imperium.
To każe postawić pytanie, czy kreole mogą działać w interesie tubylców?
Otóż mogą.
Było trochę szlachty, która dbała o tubylców, nie wykorzystywała prawa pierwszej nocy. Wśród komunistów byli też porządni ludzie. A i teraz w PO, SLD i PiS też bywają tacy.
Nie zmienia to jednak oceny, że to kreole, próbujący narzucić nam obce wzorce kulturowe, po to by ich partie mogły rządzić tubylcami.
Tubylców wspiera głównie Kościół katolicki.
To jest nasza skała i ostoja na wzburzonym morzu globalizmu i konsumpcjonizmu.
Jerzy Krajewski


Komentarze
Pokaż komentarze (2)