Od kilku wieków Rosjanie skutecznie prowadzą swoją politykę zagraniczną. Zbudowali imperium, które najpotężniejsze było za czasów Stalina. Zachwiało się w 1998 r. przy zmianach ustroju, ale teraz znowu rośnie w siłę. I ogrywa największego rywala – USA.
Rok temu zabiło najważniejszych amerykańskich sojuszników w Polsce, nie ponosząc strat własnych.
Impulsem do utworzenia grupy „Zamach w Smoleńsku” na Facebooku była myśl, jak mi przemknęła po przeczytaniu kawałka rozmowy z Kazimierzem Marcinkiewiczem w tygodniku "Uważam Rze".
Marcinkiewicz nie wierzy w zamach.
Ja jestem przekonany na 95 proc., że był zamach, a wydarzenia dobrze opisał Leszek Szymowski w książce "Zamach w Smoleńsku".
Bomba próżniowa w samolocie dla polskich władz, zamontowana przy remoncie w Rosji, to sprytne posunięcie Rosjan.
Równie przemyślane, jak pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 r.
Tajny pakt, o którym wiedzieli najważniejsi gracze na scenie politycznej, a nie wiedziały o nim polskie władze.
Po podpisaniu paktu Ribbentrop-Mołotow los Polski był przesądzony, nie było żadnej szansy na jej uratowanie.
Był on zaskoczeniem dla wielu polskich polityków. Nie mieścił im się w głowie.
„Jak to, najwięksi wrogowie - hitlerowcy i komuniści - podpisali sojusz”, kręcili głowami z niedowierzaniem. "To bzdury", mówili. "Przecież oni nienawidzą się", przekonywali.
Nie doceniali pragmatyzmu i inteligencji Hitlera i Stalina.
Pakt Ribbentrop-Mołotow był korzystny i dla Niemiec, i dla Rosji, Hitler i Stalin przełamali więc wzajemną niechęć.
Pakt Ribbentrop-Mołotow skazał Polskę na zagładę.
Hitler i Stalin wiedzieli, że Polsce nie pomogą ani Wielka Brytania, ani Francja, bo są za słabe, by przeciwstawić się zjednoczonej sile Niemiec i ZSRR.
Brytyjczycy rzeczywiście byli za słabi, dlatego nie pomogli Polsce. Czekali aż Niemcy pokłócą się z ZSRR.
Możemy mieć pretensję do Brytyjczyków, że nam nie pomogli we wrześniu 1939 r., ale przecież ze swojego punktu widzenia postąpili rozsądnie, gdyż słusznie obawiali się, że nie poradzą sobie w wojnie przeciw sojuszowi Niemiec i ZSRR.
Podobnie jest teraz. Niewielu chce uwierzyć, że Rosjanie z premedytacją zabili prezydenta Polski i dowództwo jednej z NATO-wskich armii.
A przecież było to przemyślane rosyjskie posunięcie. Zbili z szachownicy swoich wrogów, sojuszników USA w Polsce, a nie stracili niczego, jeszcze dodatkowo skompromitowali nasz kraj informacją, że w kabinie pilotów był pijany polski generał.
Polska, USA i inne kraje NATO kłamią, że nie było zamachu, bo są za słabe, by wypowiedzieć wojnę Rosji.
Tak jak USA i Wielka Brytania przez kilka lat kłamały, że zbrodnia katyńska to dzieło Niemców, bo potrzebowali sojuszu ze Stalinem.
USA i Wielka Brytania bankrutują.
Francja też ma kłopoty finansowe.
Silne są Niemcy, ale one chcą sojuszu z Rosją i wyrwania się spod amerykańskiej kurateli.
No i co ma zrobić biedny premier Donald Tusk, gdy pomocy znikąd?
Kłamie w imię racji stanu, jak inni. A za nim ministrowie, prokuratorzy i media.
Jak słusznie zauważył Marcinkiewicz, Rosjanie walą w Tuska jak w bęben.
Bo im rozróba w Polsce pasuje, a szczególnie te antyrosyjskie akcje chłopaków z "Gazety Polskiej" pod rosyjską ambasadą.
Mogą sobie krzyczeć, ale nic nie wskórają, bo bilans sił jest taki, że nikt nie wypowie Rosji wojny.
Zabijając Kaczyńskiego Rosja zastraszyła innych europejskich polityków, by nie sprzeciwiali się jej. A oni dostali dodatkowo sygnał, że USA są tak słabe, że nie przyjdą z pomocą.
Przecież Amerykanie niemal błagali Rosję o podpisanie układu o ograniczeniu liczby głowic atomowych.
Co będzie dalej?
Nie wiem.
Trwa ostra globalna wojna o panowanie nad światem, którą brutalnie zaczęli Amerykanie od bombardowania Belgradu w 1999 r.
Choć tak naprawdę globalna wojna trwa od wieków. Chyba od czasu rozpoczęcia rywalizacji między Anglią i Hiszpanią o panowanie na morzach w XVI wieku.
Brytyjczykom udało się stworzyć globalne imperium, które w XX wieku zaczęło się jednak chylić ku upadkowi.
Teraz o globalne imperium walczą Amerykanie, ale są coraz słabsi.
Dlatego Rosjanie zbili im z szachownicy polskich sojuszników, którzy nieopatrznie polecieli na terytorium Rosji rosyjskim samolotem remontowanym przez rosyjską firmę, w którym rosyjskie służby specjalne zamontowały bombe próżniową, jak twierdzi Leszek Szymowski.
Gdzie były nasze służby specjalne, że nie wykryły bomby w samolocie?
Gdzie był nasz wywiad, że nie zorientował się, w jakim niebezpieczeństwie jest nasz prezydent i dowództwo naszej armii?
Lech Kaczyński, wróg Rosji, powinien był jechać do Katynia pociągiem.
Tak nawet planował.
Co mu w tym przeszkodziło?
I ten wątek warto zbadać.
Co i kto sprawiło, że Lech Kaczyński zrezygnował z podróży pociągiem?
Być może i w tym maczali palce sprytni Rosjanie, którzy mają swoich ludzi w Polsce.
Jerzy Krajewski
PS.
W tym kontekście chciałbym podkreślić informacje w sprawie śmierć naszego premiera gen. Władysława Sikorskiego, które w Internecie ukazały się po napisaniu tego komentarza.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)