|
"Z naukowego punktu widzenia marksistowska teoria rozwoju społecznego jest fałszywa. Rewolucje socjalistyczne są odejściem od właściwego nurtu postępu. Trzeba wrócić do kapitalizmu i demokracji parlamentarnej", radził komunistom Jerzy Krajewski w marcu 1988 r.
Temat ankiety Centrum Badania Opinii Społecznej z maca 1988 r.w ramach Warsztatu Opinioznawczego : Jakie powinny być rezultaty reform w PRL?
Jerzy Krajewski
Student V roku dziennikarstwa i III roku nauk politycznych UW
Gdy mówimy o celach, do których dążymy, powinniśmy myśleć o ideałach, jakie wyznajemy, dlatego nim przejdę do przedstawiania swoich pomysłów rozwiązań reformatorskich w Polsce, pozwolę sobie przedstawić chociaż niektóre elementy mojego światopoglądu.
Uczynić tak powinienem także dlatego, że jestem osoba nieznaną w gronie uczestników warsztatu opinioznawczego.
Wydaje mi się, że mogę siebie określić mianem naukowego racjonalisty starającego się o realizm.
Tez nauk społecznych nie można udowadniać z tak dużym prawdopodobieństwem jak twierdzeń nauk przyrodniczych, dlatego myśli tu przedstawione są wyrazem moich przekonań. Mogę ich bronić w różnych aspektach, ale tu brakuje na to miejsca.
Myślę, że w tym gronie powie wiele moje przekonanie, ze z naukowego punktu widzenia marksistowska teoria rozwoju społecznego jest fałszywa. Za Maxem Weberem uznaje, że podmiotem historii kultury jest jednostka ludzka.
Nie będę tu dyskutował z poglądem, że człowiek wyodrębnił się ze stanu zwierzęcego dzięki pracy, gdyż w niedalekiej przyszłości kwestię tę wyjaśnią biologowie i nie będzie już ona problemem filozoficznym.
Myślę, że we wszechświecie wielką rolę odgrywa przypadek
Historię kultury ludzkiej dzielę na trzy okresu:
1. przedindustrialny
2. industrialny
3. postindustrialny
Najbardziej fascynujący jest przełom, który w wiekach XVII i XVIII dokonał się w Anglii. Max Weber podkreśla rolę protestanckiej etyki pracy przy tworzeniu się nowoczesnych stosunków kapitalistycznych i dynamicznym rozwoju przemysłu oraz znaczenie tradycji rzymskiego prawa i greckiej nauki. Wyjaśnia w ten sposób, dlaczego właściwą drogę dla postępu znaleziono w Anglii, a nie w Chinach czy Indiach, cieszących się starszą kulturą.
Wybuchowi rewolucji przemysłowej, która później promieniowała z Anglii na cały świat, pomogły kapitały płynące z angielskich kolonii, długi okres pokoju na Wyspach Brytyjskich i być może specyficzne cech Germanów.
Na Zachodzie ta kwestia jest pewnie szczegółowo zbadana. U nas zaczęło się o tym dopiero mówić, gdyż wcześniej nie pasowało to do wielu tez Marksa. Jego pojęcie sił wytwórczych jest tak ogólne, że niewiele wyjaśnia.
Za prof. Adamem Schaffem uważam, że wkroczyliśmy w etap drugiej rewolucji przemysłowej. Pierwsza, rozpoczęta w XVIII wieku w Anglii, spowodowała, że maszyny zastąpiły pracę ludzkich mięśni. Druga zaś wyraża się w tym, że maszyny zastąpią pracę ludzkiego umysłu. Zaczyna ona okres postindustrialny, w którym obserwowany jest zanik proletariatu w rozumieniu marksistowskim. Oznacza to cios dla koncepcji demokracji socjalistycznej z przewodnią rolą partii komunistycznych, gdyż nie może być dyktatury proletariatu bez proletariatu.
Każdy okres ma swoją elitę przeważnie związaną z własnością środków produkcji. Elity są bardziej lub mniej zamknięte, ale ogólnie w górę pną się jednostki bardziej silne, inteligentne i przedsiębiorcze.
Trudno jest przewidzieć dalszy rozwój kultury. Wszystko jest w rękach jednostek. Ich działania będą decydowały o przyszłości ludzkości.
Z takim ujęciem dziejów wiąże się w Polsce konieczność odniesienia do rewolucji socjalistycznych, które opierając się na fałszywych przesłankach marksowskich i zacofanej tradycji rosyjskiej, są odejściem od właściwego nurtu postępu.
Temat ten jest zbyt obszerny, by się nim tu zajmować, ale pewne jego aspekty wyjdą w rozważaniach o reformach w Polsce.
Przede wszystkim demokracja
Najbardziej Polsce potrzeba demokracji rozumianej jako wolna gra sił intelektualnych i politycznych.
Nie myślę tu o demokracji socjalistycznej, która w istocie jest dyktaturą kierownictwa partii komunistycznej, ale o demokracji formalnej, którą Marks uważał za rozwiązaną zagadkę wszystkich ustrojów (Ta informacja jest dla tych, którzy dzieła Marksa uważają za święte księgi, a jego samego za proroka).
Oznacza to taki ustrój, w którym każda grupa społeczna. Dzięki wolności stowarzyszeń oraz wolności myśli, słowa i prasy może poddawać swoje koncepcje gospodarcze, polityczne i światopoglądowe pod osąd współobywateli w wolnych, proporcjonalnych wyborach.
Demokracja jest ustrojem, który badany w dłuższym okresie, wykazuje najwięcej cech funkcjonalnych i najmniej dysfunkcjonalnych w porównaniu z innymi ustrojami. (Pan Roman Malinowski na spotkaniu ze studentami w Śródborowie w styczniu br. wypowiedział się przeciw demokracji, gdyż Hitler doszedł do władzy przy zachowaniu zasad demokratycznych. Abstrahując od prymitywności tego argumentu, trzeba podkreślić, że po dojściu do władzy Hitler bardzo szybko zlikwidował demokrację).
Demokracja jest systemem, który wynika z naturalnych praw człowieka i obywatela. Zamach na nią jest zamachem na godność jednostki i całego społeczeństwa.
Uważam, że ustrój polityczny, który w dalszym ciągu u nas panuje, a jest to dyktatura kierownictwa PZPR, jest poniżający, niesprawiedliwy i nieuczciwy.
Poniżający przez strach, który wywołuje. W ciągu ostatnich kilku lat wiele zmieniło się na lepsze, dyktatura złagodniała, ale poczucie niepewności i zagrożenia ze strony nieznanych sił stojących na straży niezbywalności władzy PZPR pozostało. Dlatego uważam, że potrzebne są nam zmiany ustrojowe, które uniezależnią naród od dobrej lub złej woli kierownictwa PZPR.
Niesprawiedliwy, dlatego że niezależnie od woli narody zapewnia PZPR i jej sojusznikom większość w Sejmie, co jest wynikiem braku zasady proporcjonalności w wyborach.
Nieuczciwy, dlatego ze został ustanowiony przemocą i w dalszym ciągu opiera się na przemocy.
Gdy naród przełamał strach i upomniał się o swoje prawa człowieka i obywatela na początku lat osiemdziesiątych, został zmuszony do milczenia.
Demokratyzacja, na którą po raz czwarty bodajże pozwoliła łaskawie PZPR, jest obiektywnie konieczna, ale może w każdej chwili być zahamowana, jeżeli kierownictwu PZPR wyda się to subiektywnie bardziej dla niego korzystne. Nie mniej ja się ciągle łudzę, że obecnemu kierownictwu PZPR zależy nie tylko na interesach swoich i swojej partii, ale przede wszystkim na dobru narodu, na którego czele zrządzeniem losu przyszło mu stanąć.
Nie pisałbym o tym wszystkim, gdybym nie wiedział, że demokracja w Polsce nie ma zbyt długich tradycji, że jest źle pojmowana i nieakceptowana.
Aby wprowadzić demokrację w Polsce potrzebna jest zmiana Konstytucji. Trzeba zrezygnować z zasady kierowniczej roli partii komunistycznej w państwie. Pozwolić na tworzenie nowych partii politycznych. Wprowadzić ordynację wyborczą podobna do tej, jaka obowiązywała w Polsce na początku lat dwudziestych. Aby uniknąć przedstawicieli ekstremy można wprowadzić do niej pięcioprocentową barierę zaporową (tak jak w RFN).
Demokracja mogłaby być rezultatem reform w Polsce, ale wymaga to wielkiej mądrości polityków. Jej realizacja może natrafić na opory wewnętrzne i zewnętrzne. Trudno jest na przykład przewidzieć reakcję ZSRR, w którego strefie wpływów się znajdujemy, na taką próbę udoskonalenia naszego systemu politycznego. Przykłady Węgier w 1956 r. i Czechosłowacji w 1968 r. nie nastrajają pozytywnie, ale myślę, że mamy szansę.
Powinniśmy skorzystać z procesu rozbrojeniowego i usunąć wojska radzieckie z naszego terytorium, starając się jednocześnie utrzymać przyjazne i korzystne stosunki z sąsiadem ze wschodu.
Moim zdaniem, demokracja jest ustrojem zdecydowanie pacyfistycznym i gdyby zwyciężyła na całym świecie, zniknęłyby armie państwowe (podobne do drużyn magnackich w czasach feudalnych), a ich miejsce zastąpiłyby siły porządkowe ONZ (podobne do armii czy policji w czasach kapitalizmu).
Rozwój demokracji w świecie uzależniony jest od stanowiska ZSRR. Gdyby radzieccy komuniści przyznali, że pobłądzili i wrócili na główną drogę postępu, wprowadzając u siebie demokrację, ludzkości łatwiej byłoby rozwiązywać swoje problemy. My możemy ZSRR wskazać właściwą drogę jako dobrzy przyjaciele.
Wewnątrz przeciw demokracji są przede wszystkim ci, którzy mają władzę, a obawiają się, że przy nowych zasadach gry mogą ja stracić. Pan Malinowski boi się demokracji, bo nowo powstałe partie mogłyby odebrać mu członków. Podobne opory panują w PZPR i SD.
I jak tu być dobrej myśli, jak wierzyć w lepszą przyszłość? Ja wierzę w nieuchronność demokracji.
Program socjaldemokratyczny
Prof. Jerzy Wiatr na jednym z Forum Młodego Pokolenia powiedział, że w Polsce może powstać partia chrześcijańsko-demokratyczna i ewentualnie narodowa, ale akceptująca istniejący ustrój. Na Polską Partię Socjaldemokratyczną PZPR by się nie zgodziła, by nie rozbijać ruchu robotniczego.
Argument ten jest wątpliwy, gdyż w wielu krajach istnieje wiele partii robotniczych, a nawet różne partie komunistyczne i nie przeszkadzało to robotnikom.
A może chodzi o to, że PZPR stopniowo przechodzi od programu komunistycznego do socjaldemokratycznego i taka sama partia nie jest już potrzebna. Bardzo bym się z tego cieszył, ale, moim zdaniem, ta przemiana trwa zbyt wolno i nie wiadomo, w którym kierunku się potoczy. A potrzebne są szybkie zmiany w systemie gospodarczym.
Z punktu widzenia ekonomii, kapitalizm jest najbardziej efektywnym systemem gospodarczym. Kapitaliści to najlepsi organizatorzy produkcji, gdyż o swoje każdy dba najwięcej. Kapitalistą może zostać każdy, kto jest zdolny i przedsiębiorczy, a więc nie jest to grupa zamknięta. Można zbankrutować i przestać być kapitalistą, a nawet za długi zostać więźniem.
Kapitaliści są jednymi z najlepszych synów narodu. To oni dbają o to, by na rynkach międzynarodowych państwo-przedsiębiorstwo było jak najbardziej konkurencyjne, by zapewniało narodowi jak najwyższy poziom życia.
Cóż trzeba zrobić, by udoskonalić nasz system gospodarczy?
Przede wszystkim włączyć się do głównego nurtu rozwoju cywilizacyjnego. Dostosować ceny krajowe do światowych, doprowadzić do wymienialności złotówki. Jako podstawowe kryterium rozliczania przedsiębiorstw wprowadzić zysk. Stworzyć takie same warunki rozwoju i opodatkowania dla przedsiębiorstw państwowych i prywatnych. Utworzyć giełdy kapitałowe.
To są slogany, którymi operuje nasza prasa, ale to wszystko trzeba konsekwentnie wprowadzać w życie.
Trzeba popierać nasze nieliczne mieszczaństwo, gdyż przynosi zyski i nie wyciąga ręki po dotacje, jak to czyni wiele firm państwowych.
Cóż za fatalne zrządzenie losu. Nigdy nie mieliśmy wystarczającej ilości własnego mieszczaństwa, najbardziej twórczej grupy społecznej. Przed rozbiorami panoszyła się zdemoralizowana szlachta, a teraz robotnicy. Ich przedstawiciele w osobie ministra Urbana strofują mieszczaństwo, nakazując milczenie, zakazując mu działalności politycznej, zrzeszania się w towarzystwa gospodarcze, bo inaczej komuniści się z nimi rozprawią, jak to zrobili pod koniec lat czterdziestych.
Myślę, że dobrym organizatorom produkcji, a jak już wspomniałem, najlepszymi są prywatni przedsiębiorcy, nie trzeba doradzać, czym się powinni zajmować, sami znajdą najbardziej korzystną dziedzinę dla siebie.
Dlatego w prywatne ręce powinniśmy oddać wszystko, co tylko można, a doświadczenia zachodnie pokazują, że oddać można wszystko.
Na szerszą skalę powinniśmy sprzedawać akcje firm ich pracownikom. Sprowadzić więcej kapitału zagranicznego. Sprawę telefonizacji kraju można znowu oddać firmom szwedzkim. Mnie, tak jak miliony Polaków, którzy nie mają telefonu, nie interesuje, kto będzie pobierał opłaty za korzystanie z telefonu, najważniejsze by on był w domu i działał.
Powinniśmy zainwestować w nowe technologie, turystykę i rolnictwo, z którego przez tyle lat wysysano wszystkie soki, by industrializować kraj.
Jest to dla mnie szczególnie bolesny problem, gdyż mój ojciec jest, a dziadowie byli chłopami. Nie wiem, czy kiedykolwiek zrozumiem, dlaczego komuniści wydawali miliardy dolarów na zakup amerykańskiego zboża, bogacąc w ten sposób tamtejszych farmerów, zamiast unowocześniać swoje rolnictwo, wspierać chłopów, którzy żyli w nieludzkich warunkach.
Jeżeli po zniesieniu dotacji pojawi się w Polsce bezrobocie, to trzeba będzie bezrobotnym dać zasiłki i pomóc im przekwalifikować się.
Pozostałe świadczenia społeczne mogłyby zostać na dotychczasowym poziomie, choć zalecałbym raczej ich ograniczenie, by zwiększać poczucie odpowiedzialności jednostek za siebie.
W sferze socjalnej propagandę powinno się prowadzić w stylu konserwatystów, a jej realizację w stylu socjaldemokratów.
Uważam, że szkolnictwo wyższe powinno być płatne, a przez to płace absolwentów wyższe. Darmowe studia powodują, że studenci nie przykładają się do nauki, lekceważą wykładowców, którzy zarabiają dużo mnie niż oni w spółdzielniach studenckich.
Wyższe wykształcenie nie jest już w opinii społecznej drogą do awansu, co jest bardzo niekorzystne dla funkcjonowania społeczeństwa.
Pobieranie czesnego poprawiłoby sytuację finansową uczelni i uniezależniłoby je od wpływów zewnętrznych, szczególnie nacisków politycznych.
Autonomia uczelni pomogłaby im prowadzić działalność naukową, szczególnie w dziedzinie nauk społecznych. O rzeczach, o których piszę, mógłbym dowiedzieć się od wykładowców, a nie szukać ich na własną rękę po trudno dostępnych książkach. Poza tym, po skończeniu studiów mógłbym swoją wiedzę łatwiej przekazać młodszym kolegom.
Solidarność
Słowo to wywołuje u niektórych nerwowe odruchy, gdyż kojarzy się z niebezpieczną dla nich zawieruchą dziejową spowodowana przez związek zawodowy o tej nazwie. Ma ono jednak bardzo ważne znaczenie społeczne i mogłoby posłużyć jako idea jednocząca społeczeństwo.
Nie myślę tu o reaktywowaniu NSZZ „Solidarność”, który był jeszcze bardziej demagogiczny niż PZPR i jej sojusznicze i kontrolowane przez nią stronnictwa.
Idee egalitaryzmu i samorządu robotniczego wprowadzone w życie są nieefektywne ekonomicznie. „Solidarność” jeszcze bardziej niż komuniści zdemoralizowała robotników i wiele innych grup społecznych.
Chodzi mi tu o solidarystyczną koncepcję społeczeństwa.
Postęp cywilizacyjny nie jest wynikiem walk klasowych, lecz rozwoju technologicznego. W tworzeniu wartości dodatkowej udział ma całe społeczeństwo, a nie tylko robotnicy, którzy są tylko bezpośrednimi wykonawcami towarów.
Wielkość wartości dodatkowej wytworzonej w przedsiębiorstwach i państwie-przedsiębiorstwie zależy od trafności zainwestowania kapitału przez przedsiębiorcę, od sprawności systemu zarządzania, od efektywności linii technologicznych i wartości użytkowej danego towaru.
Jeżeli produkcja będzie źle zorganizowana, a towar źle zaprojektowany, to robotnicy mogą się bardzo wysilać, a ich praca i tak pójdzie na marne i spowoduje deficyt.
Wynika z tego, że dochód narodowy wytwarzamy solidarnie, a więc solidarnie powinniśmy zarządzać naszą gospodarką i solidarnie dzielić dochód, a do tego potrzebna jest demokracja.
W solidarystycznej koncepcji społeczeństwa bardzo istotna jest jednostkowa odpowiedzialność, przed wszystkim za wypełnianie obowiązków, które wynikają ze społecznego podziału pracy.
Odpowiedzialność dotyczy wszystkich, także polityków, którzy powinni odejść, jeżeli źle kierują sprawami społeczeństwa.
Bardzo pozytywną rolę mógłby odegrać w Polsce Kościół katolicki, którego doktryna społeczno-polityczna pasuje do świadomości i potrzeb naszego społeczeństwa.
Co prawda lepszy dla rozwoju ekonomicznego byłby protestantyzm, ale przykład Włoch pokazuje, że z katolicyzmem można rozwijać się, gdy się ma gospodarkę rynkową.
Poza tym trwający z różnymi zahamowaniami proces świadczenia społeczeństwa polskiego będzie zmniejszał wpływ kleru, co nie zawsze będzie zjawiskiem społecznie korzystnym. Kościół bowiem walcz z patologiami społecznymi, dba o trwałość rodziny, wychowuje w duchu moralności ogólnoludzkiej.
Można się wyśmiewać ze skuteczności takiego działania, co ze złą satysfakcją czyni prasa komunistyczna, ale obiektywnie trzeba bardzo pozytywnie ocenić starania Kościoła o lepsze życie ludzi na ziemi.
Jeżeli ktoś w dalszym ciągu uważa, ze religia jest opium dla mas, to zapewniam go, że ideologia komunistyczna jest gorszym narkotykiem, o wiele poważniejszych skutkach ubocznych.
Ja jestem racjonalistą, więc narkotyków do ust nie biorę. Kiedyś szkoła i środki masowego przekazu wstrzyknęły mi sporą dawkę ideologii komunistycznej, ale wyrwałem się z nałogu.
Zwykle dzieje się tak, że elity manipulują masami.
Wynika to naturalnej różnorodności ludzi.
Nie każdy chce wszystko rozumieć, znać prawdę.
Wielu woli słuchać autorytetów.
Chodzi o to, by były to autentyczne autorytety, poparte odpowiednią ilością głosów w wyborach lub ludzi im ufających.
Duchowni powinni zajmować się przede wszystkim działalnością duszpasterską, ale świeccy katolicy powinni utworzyć partię chrześcijańsko-demokratyczną, która w wolnych wyborach mogłaby z powodzeniem rywalizować z socjaldemokratyczną PZPR.
Czy doczekamy takich czasów?
Ja mam nadzieję, ze tak. Nie za dziesięć, to za dwadzieścia lat.
Z kolegą założyłem się o „Napoleona”, że demokracja będzie w Polsce wcześniej niż za pięćdziesiąt lat. On twierdzi, że komuniści nigdy na to nie pozwolą.
Zobaczymy.
Ale tu nie chodzi tylko o „Napoleona”, lecz o rzecz bardziej istotna, o przyszłość naszego narodu i państwa, o możliwość rozwoju ekonomicznego i zapewnienie wszystkim Polakom godziwych warunków życia.
Starsze pokolenie zostawi mojemu w spadku ponad pięćdziesiąt miliardów dolarów zadłużenia zagranicznego i wiele nierozwiązanych problemów społecznych. O sposobach uporania się z tym dziedzictwem musimy myśleć już teraz, by móc w przyszłości spokojniej spojrzeć naszym dzieciom w oczy.
Chodzi mi o równość wobec prawa (a nie równość ekonomiczną), wolność w ramach prawa i braterską solidarność społeczną.
Im szybciej wrócimy na główną drogę postępu, tym lepiej będzie się nam żyło. Wraz z rozwojem pojawią się problemy innej natury, ale dzięki demokracji łatwiej będzie sobie nimi radzić.
Jerzy Krajewski
Nasz komentarz:
W moim myśleniu o świecie i moim kraju było kilka ważnych przełomów.
Pierwszy nastąpił w 1987 r., gdy jako student Uniwersytetu Warszawskiego dzięki samodzielnemu myśleniu wyrwałem się z procesu komunistycznej socjalizacji i zrozumiałem, że realny socjalizm to są manowce, czas wracać na główny szlak cywilizacji do kapitalizmu i demokracji parlamentarnej.
Te przemyślenia uporządkowałem w marcu 1988 r. w ankiecie dla CBOS na temat "Jakie powinny być rezultaty reform w Polsce?".
Szybko okazało się, że mam rację. W kilka lat nasz kraj wrócił na główny szlak cywilizacji. Wprowadziliśmy kapitalizm i demokrację parlamentarną.
Drugi przełom nastąpił wiosną 1998 r., gdy czytając wspomnienia Franciszka Szlachcica, doszedłem do wniosku, że Grudzień 1970 r. mógł być prowokacją służb specjalnych. Postanowiłem sprawdzić tę hipotezę. Rezultatem poszukiwań była pewność, że to rzeczywiście była prowokacja wymierzona we Władysława Gomułkę oraz artykuł, który udało mi się opublikować w tygodniku "Najwyższy Czas".
Odkrycie, że to wojsko polskie, dowodzone przez generała Wojciecha Jaruzelskiego, zamordowało ponad 30 osób w Grudniu 1970 r. zasadniczo zmieniło moją opinię o nim. Jeszcze 1 maja 1990 r. publicznie na Kongresie Prawicy Polskiej w Sali Kongresowej w PKiN w Warszawie broniłem generała Jaruzelskiego i jego decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego. Potworna zbrodnia w Grudniu 1970 r. przekreśla jednak, moim zdaniem, całe jego życie.
Kilka lat później Henryk Mieczysław Kula w swoich książkach dowiódł na podstawie dokumentów, że miałem rację.
Trzeci przełom nastąpił jesienią 2008 r. Hipoteza, że PRL trwa, zaświtała mi podczas dyskusji na blogach www.rp.pl.
Zbrodnie komunizmu nadal nie zostały bowiem ukarane, kłamstwo rządzi w przestrzeni publicznej, a ludzi, którzy próbują dochodzić prawdy, nazywa się "karłami moralnymi".
Wypowiedź Radosław Sikorskiego, ministra spraw zagranicznych w rządzie Donalda Tuska, o "karłach moralnych" 6 grudnia 2008 r. na uroczystościach z okazji 25 rocznicy przyznania pokojowej Nagrody Nobla Lechowi Wałęsie, była dla mnie impulsem do działania.
Chcę napisać i wydać książka pt. "Spiskowa historia PRL w latach 1944-2011???",.
Te znaki zapytania biorą się stąd, że nie wiem, kiedy skończy się PRL.
PRL skończy się, gdy Wojciech Jaruzelski zostanie skazany prawomocnym wyrokiem za swe zbrodnie w grudniu 1970 r. i grudniu 1980 r. albo umrze bez wymierzenia mu kary.
Na razie PRL trwa.
Co potwierdza m.in. to, że Wojciech Jaruzelski jesienią 2010 r. został zaproszony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
Kolejne potwierdzenie znalazłem w filmie "Czarny Czwartek" i w czasie konferencji prasowej po pokazie prasowym w Warszawie w Kinie Kultura 21 lutego 2011 r.
A także w recenzjach z tego filmu i wypowiedziach jego twórców i aktorów, grających w nim rolę polityków.
Wszyscy nadal kłamią, że za zbrodnie grudnia 1970 r. odpowiada Władysław Gomułka.
A przecież doprowadzili do nich spiskowcy, którzy chcieli odsunąć Władysława Gomułkę od władzy: Mieczysław Moczar, Edward Gierek i Wojciech Jaruzelski.
Jerzy Krajewski
|
Komentarze
Pokaż komentarze (5)