16 obserwujących
244 notki
179k odsłon
  181   4

Dlaczego plemienna solidarność nie obowiązuje w przypadku Zełeńskiego?

Wołodymyr Ołeksandrowycz Zełenski ma dobre żydowskie korzenie. Urodził się w Krzywym Rogu w rodzinie ukraińskich Żydów. Jego ojciec Ołeksander był profesorem i specjalistą w zakresie cybernetyki, a rodzina ze strony ojca została zamordowana w trakcie Holokaustu. Znając wzajemną solidarność, w tym międzynarodową i bezgraniczne plemienne poparcie, jakiego udzielają sobie Żydzi na całym świecie niejeden musi zastanawiać się obecnie dlaczego takiego wsparcia nie doświadcza obecny prezydent Ukrainy.


Przyczyna jest prosta. Żydowska solidarność nie jest  bezwarunkowa, ona musi przynosić profity i nie znosi ryzyka, a poparcie Zełeńskiego w obecnej chwili wiąże się z ryzykiem, bo wynik wojny nie jest jeszcze przesądzony. Jeśli ktoś potrzebuje dowodów, że tak jest niech prześledzi losy i zachowania Żydów w dwóch konkretnych sytuacjach. Pierwsza to ich postawa po odzyskaniu przez Polskę niepodległości po 123 latach niewoli.  Ludność żydowska zamieszkująca te tereny traktowała odbudowujące się państwo polskie na ogół jako twór obcy i wrogi.  Zdecydowana część społeczności zdecydowała się zachować neutralność kierując swe sympatie raczej nawet bardziej w kierunku niedawnych zaborców.


Drugi, jeszcze bardziej jaskrawy przykład, to stosunek międzynarodowych środowisk żydowskich do swych pobratymców ocalałych z Holokaustu po II Wojnie Światowej. Jeśli ktoś myśli, że od początku byli równie ciepło i troskliwie traktowani, jak obecnie, to jest w grubym błędzie. Od 40 do 100 tys. polskich Żydów przetrwało Holocaust. Kolejne 50–170 tys. zostało repatriowanych z ZSRR, a 20–40 tys. z Niemiec i innych krajów. Tuż po wojnie w Polsce było ich ok. 180–240 tys. Część polskich Żydów uczestniczyła w budowie reżimu komunistycznego w Polsce w latach 1944–1956, zajmując eksponowane stanowiska. Wyzwolenie Auschwitz okazało się nie lada kłopotem dla Agencji Żydowskiej w Palestynie. Ocalone ofiary III Rzeszy psuły budowany z mozołem wizerunek niezłomnych pionierów syjonizmu. Ich wojenne historie w Izraelu nikogo wtedy nie interesowały. Kraj, którego powstanie miało być zadośćuczynieniem za eksterminację Żydów w Europie, potrzebował opowieści o walecznych bohaterach, a nie o Zagładzie.


- Wystarczy 5 tys. Żydów z Europy, żeby zrobić z Izraela dom wariatów – pisał w raporcie jeden z przedstawicieli Agencji Żydowskiej, szukający w zrujnowanej wojną Europie kandydatów do osiedlenia się w Izraelu. Ocaleni z Holocaustu nie byli idealnymi kandydatami. Według rozpowszechnionej wśród syjonistów wykładni europejscy Żydzi zginęli właśnie dlatego, że odrzucali syjonizm i budowę państwa Izrael. Na tych którzy ocaleli mówiono "mydło". To określenie pokazywało poziom pogardy, okazywanej im za słabość i brak woli walki, jaką mieli rzekomo okazać w obliczu Zagłady. Efekty ich traumatycznych przeżyć wojennych także budziły wątpliwości. To wszystko zmieniło się nagle, jak za działaniem czarodziejskiej różdżki, gdy okazało się, że na ich historii można nieźle zarobić i gdy powstało Przedsiębiorstwo Holokaust, jak określił to działanie historyk żydowskiego pochodzenia Norman Finkelstein. I to jest odpowiedź na tytułowe pytanie.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale