51 obserwujących
207 notek
292k odsłony
  636   0

Po co nam powszechne wybory prezydenta?

Katastrofa Smoleńska wskazała Jarosława Kaczyńskiego jako naturalnego kandydata na przyszłego prezydenta i dla wielu było rzeczą oczywistą, że jeśli Jarosław nie popełni jakichś rażących błędów, które, ewentualnie, przekreślą jego szanse, to ma on najlepsze widoki, aby przejąć schedę po Lechu. Tak też od razu rozgrywać zaczęły sprawę media publiczne, które od początku nie dopuszczały cienia wątpliwości, że może być jeszcze jakiś inny kandydat, poza Kaczyńskim i Komorowskim. Kampania zaczęła się więc natychmiast, pomimo wszystkich obłudnych min i gestów, pomimo najdłuższej w historii żałoby narodowej i wszystkich nawoływań do zaniechania waśni, ogólnej zgody  i nie prowadzenia kampanii. Notowania Jarosława Kaczyńskiego spadły, przejściowo, po „Wawelu”, który chyba musiał mu doradzić jakiś jego zdecydowany przeciwnik, bo ta decyzja natychmiast podzieliła Polaków i zmniejszyła znacząco liczbę tych, którzy gotowi byli jego kandydaturę poprzeć w wyborach. Wkrótce jednak pogodziliśmy się z rzeczywistością i wobec „nowego Kaczyńskiego” – oszczędnego w słowach i gestach, spokojnego i dostojnego „męża stanu w żałobie”, sprawa ta zeszła na dalszy plan i przestała odgrywać znaczącą rolę.

 

Sprawa II tury wyborów była więc przesądzona od samego początku i tak prowadziły ją media, traktując pozostałych kandydatów, jako „demokratyczne tło”, niezbędne, żeby można było twierdzić, iż tu się odbywają jakieś prawdziwie demokratyczne wybory. Postawie tej dawali wyraz i wszyscy pozostali kandydaci, którzy prowadzili walkę bez wiary w zwycięstwo i, prawdę mówiąc, nie wiadomo po co? Rozumiem jeszcze Janusza Korwin-Mikkego, który sobie z polityki zrobił sport i rozrywkę i którego nikt nie jest w stanie traktować poważnie. Odniósł on niebywały „sukces”, pokonując Waldemara Pawlaka i zdobywając całe 2,6% głosów wyborców, ale kampania była tak bezbarwna, tak nudna, tak pozbawiona jakiejkolwiek sensownej propozycji politycznej, że sporo inteligentnych i wykształconych ludzi głosowało na JKM po prostu z czarnej rozpaczy! On przynajmniej mówił coś innego i konkretnego, pomijając już całą fantastyczność wielu jego pomysłów. Po co jednak i dlaczego startowali inni, około jednoprocentowi, kandydaci?

 

Moim zdaniem właściwą odpowiedzią na to pytanie jest narcyzm. Każdy polityk ma prawo pomylić się w rachubach i oceniać swoje szanse wyżej, niż na to pozwala racjonalny rachunek sił i środków. Kiedy jednak startuje się w wyborach i uzyskuje wynik w granicach jednego procenta, to oznacza całkowite rozminięcie się z polityczną rzeczywistością i brak kwalifikacji. Tak postępują ludzie, którzy zamiast trzeźwo oceniać sytuację społeczno-polityczną, ubierają elegancki garnitur i krawat, poprawiają makijaż, stają przed lustrem i zachwycają się swoją urodą, która powinna rzucić na kolana wyborców. Zakładają również błędnie , że samo pokazanie się w telewizji, nawet pomimo przegranej, stanowić będzie jakiś kapitał, który zaprocentuje w kolejnych wyborach, samorządowych lub parlamentarnych. Jest to nieporozumienie. Ludzie, którzy w dzień wolny od pracy, fatygują się do lokalu wyborczego, chcą głosować na kogoś, kto ma szansę wygrać,  a nie po to, by tajnie i anonimowo, demonstrować jakąś postawę. Porażka ich kandydata jest dla nich poważnym zawodem  i zniechęca do głosowania na niego w przyszłości. Dlatego na wyborach przegranych z kretesem nie da się zbudować ani przyszłej partii politycznej ani jakiegoś wpływowego ugrupowania.

 

Z takiej perspektywy największym przegranym tych wyborów jest Waldemar Pawlak i jego PSL z żałosnym wynikiem poniżej 2% głosów poparcia. Rezultat taki oznacza spadek jego znaczenia w koalicji rządzącej i być może także wyeliminowanie PSL z parlamentu w wyborach parlamentarnych 2011. Stanie się to widoczne już w jesiennych wyborach samorządowych. Warto przypomnieć, że w wyborach 2002 PSL zdobyła 333 mandaty wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, a więc 13,45% ogólnej liczby, co stanowiło ponad połowę łupu samorządowego wszystkich partii politycznych! W następnych wyborach ilość ta zmniejszyła się o 80 mandatów, ale PSL nadal bił pod tym względem wszystkie pozostałe partie polityczne razem wzięte. Śmiem twierdzić, że w październiku 2010 liczba ta znacząco spadnie i zasługę tego upadku Pawlak będzie mógł śmiało przypisać swojemu niewydarzonemu występowi w wyborach prezydenckich. Prawdę mówiąc, najlepsze co teraz może zrobić, to ustąpić z przywództwa w PSL i podać się do dymisji z rządu, aby ocalić te synekury, jakie są jeszcze do ocalenia. Tak musiałby postąpić polityk w każdej szanującej się demokracji, ale Polska, niestety, taką demokracją nie jest.

 

W tym kontekście zabawne wydają mi się gromkie fanfary wokół wyniku Grzegorza Napieralskiego i jego 14% poparcia. On sam, przystrojony i wygładzony, jak do obrazka w magazynie dla starszych pań, puszy się i nadyma, każąc nam podziwiać swoją urodę. W tym zachwycie umacniają go jego wczorajsi przeciwnicy, tak Komorowski, jak Kaczyński, umizgując się do jego 14%. Widocznie nie mają nic do zaoferowania tej połowie Polaków, która nie poszła głosować i uważają, że jedyny elektorat wart zachodu, to te 8%, które głosowały na SLD? To kiepskie kalkulacje, bo zyskując poparcie eseldowców można przypadkiem stracić część tych głosów, jakie padły na ich kandydatury w I turze i nie jest pewne, że opłaca się skórka za wyprawkę. Ale to ich zmartwienie. Dla mnie natomiast wynik wyborczy Napieralskiego świadczy przede wszystkim o tym, że partia, w jaką od 1989 roku przepoczwarzała się PZPR, nie jest już konieczna i może spokojnie udać się na zasłużony wypoczynek. Z jednej strony, po 21 latach, głęboko posunął się proces „odnowy biologicznej”, a z drugiej, dla byłych aparatczyków w sile wieku, lepsze warunki oferują już PO i PiS. Świadczy o tym nie tylko bicie w bębny z powodu poparcia, jakiego kandydaturze Komorowskiego udzielił Włodzimierz Cimoszewicz i powołanie Marka Belki na Prezesa NBP, ale także oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego, który ogłosił, że o SLD nie należy już mówić „postkomuna”, tylko trzeba mówić „lewica”!

Lubię to! Skomentuj32 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale