Blog
Sposób
Jerzy Przystawa
Jerzy Przystawa fizyk, animator Ruchu Obywatelskiego na rzecz JOW
49 obserwujących 207 notek 285511 odsłon
Jerzy Przystawa, 5 marca 2011 r.

Geny polskiego parlamentaryzmu

Ruch Obywatelski na rzecz JOW, który mam zaszczyt tutaj reprezentować, wysuwa od wielu lat postulat ustrojowy, sprowadzający się do żądania wyboru posłów do Sejmu na wzór brytyjski, a więc w małych jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW), z jednakowym dla wszystkich prawem do kandydowania i gdzie zwycięzcą zostaje ten kandydat, który uzyskuje największą liczbę głosów wyborców. Najczęściej wysuwanym zarzutem wobec tego projektu jest twierdzenie, że taki system wyborczy może dobrze działać w krajach, w których mamy do czynienia z dojrzałą demokracją, taką jak w Anglii czy w Ameryce, podczas gdy społeczeństwo polskie do takiego systemu jeszcze niedojrzało, że nasza demokracja jest jeszcze zbyt młoda na tego rodzaju rozwiązania. Opinię taką znajdziemy nie tylko na wszystkich forach internetowych, na których problem JOW jest dyskutowany, ale przede wszystkim w wypowiedziach ważnych polityków, także tych najważniejszych, jak na przykład prezydent Aleksander Kwaśniewski czy ś.p. prezydent Lech Kaczyński. Nasi oponenci wywodzą, że wbrew prawom socjologicznym, które głoszą, że brytyjski system JOW (First-Past-The-Post) tworzy dwubiegunową, czy też, jak popularnie się mówi, dwupartyjną scenę polityczną, to w Polsce byłoby najzupełniej inaczej, że scena polityczna byłaby rozdrobniona, od Sasa do Lasa, byłoby 460 „wolnych elektronów”, wyłonienie rządu byłoby niemożliwością, podobnie jak uchwalenie jakiejkolwiek ustawy.

 

Zaborcy i Sowieci zagłuszyli i zasypali popiołem dorobek ustrojowy Królestwa Polskiego i I Rzeczypospolitej, dlatego dzisiaj, młody człowiek, poszukujący zarobku w Anglii czy we Francji i zaskoczony tym, jak działa demokracja brytyjska czy amerykańska nie zdaje sobie sprawy, że pochodzi z kraju, w którym te zdobycze wolnościowe  i w zakresie praw człowieka na wiele lat, wręcz na setki lat, wyprzedziły rozwiązania brytyjskie czy francuskie. A przecież powinien wiedzieć, że polskie Neminem captivabimus (1433) o 246 lat wyprzedza angielskie prawo Habeas corpus; że nasze Formula Processus (1523) o 281 lat wyprzedza Kodeks Napoleoński, że monteskiuszowski trójpodział władz miał miejsce w I Rzeczypospolitej na 225 lat przed pojawieniem się „O duchu praw” Monteskiusza. Oczywiście, tradycje parlamentaryzmu są w Polsce równie stare jak w Anglii, ponieważ od roku 1493 mieliśmy dwuizbowy Sejm Walny, z Izbą Wyższą, obradującą pod przewodnictwem króla i Izbą Niższą, pod przewodnictwem marszałka.

 

To, co w zasadniczy sposób odróżnia tę wielką demokrację polską od angielskiej, francuskiej czy amerykańskiej to fakt, że polska demokracja powstała w wyniku długotrwałego i pokojowego procesu dziejowego, podczas gdy angielska była reakcją na krwawą tyranię Tudorów, francuska powstała z okrutnego i barbarzyńskiego żniwa Rewolucji Francuskiej, a  amerykańska była wynikiem wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych.

 

Ten proces pokojowy, trwający przez pokolenia, nie mógł pozostać bez wpływu na postawy Polaków i odcisnął się na naszej mentalności i świadomości zbiorowej, wszedł nam w nasze narodowe geny. Profesor Norman Davies taką laurkę wystawia naszym przodkom: „Inspiracją tego procesu była zakorzeniona wiara w wolność jednostki i swobody obywatelskie, która – jak na owe czasy – była czymś wyjątkowym” ( „Boże igrzysko” , tom 2, Wydawnictwo Znak, Kraków 1989, str. 427). I dzisiaj, kiedy uważnie spojrzymy na naszą narodową historię, wiemy, że ta wiara przetrwała, że przeżyła wszystkie zabory, że przeżyła II Wojnę Światową i przeżyła pół wieku sowieckiej indoktrynacji.

 

Z tym poczuciem wolności wiązała się podstawowa, fundamentalna zasada demokracji: zasada równości obywateli wobec prawa. Mam wrażenie, że nie znajdziemy  innego kraju, w którym ta cecha tak wyraźnie odbijałaby się w charakterze obywateli tak, jak to miało miejsce w postawach Polaków, w ich działaniach, zarówno tych, z których jesteśmy dumni, jak i tych, które często przywoływane były jako przykłady warcholstwa, awanturnictwa, braku dyscypliny i skłonności do podziałów i niezgody. Ale czy efektem tego poczucia, że „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie” była niemożność zgodnego i spójnego działania?  W moim długim życiu widziałem wiele filmów i seriali ilustrujących tamte czasy, czasy szlacheckiego sejmowania itp. Prawie zawsze były to komiczne i krytyczne obrazy szlacheckich opojów, pijących wino dzbanami, kłótliwych, skłonnych do wyciągania szabli i bigosowania tych, którzy ośmielali się nie zgadzać. Ale historyk brytyjski inaczej o tym pisze. Ze zdumieniem, opisując proces sejmowego podejmowania decyzji i o tak ostro zawsze krytykowanej zasadzie liberum veto, pisał:  „Jednakże proces, dzięki któremu ta zgraja uzbrojonych jeźdźców ostatecznie osiągała jednomyślną decyzję, wybierając jednego spośród dziesiątków kandydatów i jedną spośród dziesiątków opinii, można opisać jedynie jako akt zbiorowej intuicji” (ibidem, str. 439).

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Strona Ruchu JOW

Pomóż wprowadzić JOW przekaż darowiznę

JOW na facebooku

jow.pl
jow.pl
jow.pl

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @dodam OK J
  • @dodam Miło Cię słyszeć, a sceptycyzm i ostrożność jak najbardziej wskazane. Koledzy...
  • Libicki Pański tekst, to piękny popis sofistyki, czyli wywracania kota ogonem.Niech Pan się...

Tematy w dziale