Blog
Jerzy Żyżyński
Jerzy Żyżyński
Jerzy Żyżyński Profesor nauk ekonomicznych, poseł na Sejm RP
0 obserwujących 10 notek 24292 odsłony
Jerzy Żyżyński, 1 kwietnia 2015 r.

O ignorancji ministerialnych urzędników

Jerzy Żyżyński

O ignorancji ministerialnych urzędników (a propos zwrotów dotacji)

Są  takie chwile w życiu człowieka, że nie może się nadziwić, że wcześniej na coś nie wpadł. I to mi się zdarzyło, gdy w czasie debaty w opolskim radiu, gdzie mam przyjemność uczestniczyć od czasu do czasu w  niedzielnej „Loży politycznej”, dyskutowaliśmy nad problemem nonsensownego przepisu, jaki wyszedł z Ministerstwa Finansów o odbieraniu dofinansowania barów mlecznych, bo śmiały dodać przyprawy do serwowanych przez nie potraw (na przykład, jak informuje  Serwis Głosu Pomorza GP24.pl, w Słupsku Izba Skarbowa od PSS Społem prowadzącego bar mleczny „Poranek”, za to, że w serwowanych daniach połączono dotowane produkty, jak jajka, twaróg, mleko, mąka z przyprawami i mięsem, na które dotacji nie ma, zażądała zwrotu ponad miliona zł dotacji i to z odsetkami). Wtedy jest luksus i dotacja się nie należy – i przepis nakazuje zwracać dotacje, bo dotacja jest ze środków unijnych, albo budżetowych, a jak się ją wykorzystywało niewłaściwie, to zwracaj pieniądze brachu, jak by powiedział bohater moich młodzieńczych lektur, bosman Nowicki. Zwracanie dotacji to zmora całego tego systemu wsparcia – skarżył mi się rolnik z opolskiego, który dostał wsparcie z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, dotację ze środków unijnych, ale nie spełnił jakichś tam wymogów wskaźnikowych (efektywnościowych) i kazali mu zwracać pieniądze, doprowadzając go do ruiny – pieniądze przecież wydał, biznes nie wyszedł, bo coś źle skalkulował, pogoda spłatała figla i pozostaje mu sprzedać gospodarstwo albo harować jaki „dziki wół” na obczyźnie, by zwrócić pieniądze urzędnikom. Pisałem interpelacje, ale cóż, urzędnik wszystko, co może, to wykazać, że „zgodnie z przepisami”.

Zgodnie z przepisami, ale niezgodnie z rozumem. Dlaczego? I dziwię się, że wcześniej na to nie wpadłem – ale i tak jestem pierwszy. W czym więc rzecz.

Cały problem polega na subtelnym, acz bardzo istotnym nieporozumieniu językowym, brzemiennym w poważne skutki – dotyczy to zarówno barów mlecznych, jak i rolników czy innych przedsiębiorców otrzymujących wsparcie w formie dotacji. Nieporozumienie to wynika z niezrozumienia różnicy między wycofywaniem dotacji i zwracaniem dotacji, prawdopodobnie jest ono skutkiem błędnego tłumaczenia dyrektyw unijnych, dość przecież częstego. Przypuszczam, że withdraw donation przetłumaczono jako „zwrot dotacji”, zamiast „cofnięcie dotacji”, a i zapewne sensu cofnięcia dotacji też nie rozumiano.

Tak więc, jeśli ktoś daje dotację na cokolwiek, to ma ona albo charakter stałego wsparcia, albo czasowego, w szczególnych przypadkach jednorazowego, na start. Dotacja to nie kredyt, który jest dostarczany w przez instytucje finansowe, które mają na nim zarobić i muszą otrzymać go z powrotem, dlatego, że źródłem środków kredytowych są wpłacone przez deponentów depozyty lub kapitał właścicieli banku. Kredyt musi być oprocentowany, ale w szczególnych przypadkach może być nieoprocentowany, jeśli jest udzielony przez specjalne instytucje, które chcą wesprzeć określoną kategorię podmiotów pożyczając środki za darmo (nazywane jest to pożyczką). W bardzo szczególnych przypadkach kredyt może być umarzany, gdy jego zwrot nie jest możliwy - wtedy kredytodawca wpisuje go w straty. Warto dodać, że każdy kredyt musi się wiązać z pewnym ryzykiem ze strony kredytodawcy. Niespłacone kredyty – tzw. złe kredyty - to niezbywalny element ryzyka banków i muszą ich istnienie uwzględnić w swych kalkulacjach, ale jest rzeczą niedopuszczalną i karygodną to, co się u nas zdarza – tzw. wymawianie kredytu, polegające na żądaniu jego natychmiastowej spłaty w całości przed upływem terminu spłaty, co doprowadza kredytobiorców do ruiny – stosowanie tej złej praktyki wynika z słabego wykształcenia bankowców, niesprawności nadzoru i złego prawa, ale to oddzielny szeroki temat.

Ale dotacja jest ze swej natury wsparciem bezzwrotnym – taki jest jej zasadniczy sens. Dający dotację chce w jakiś sposób wesprzeć dotowanego albo tego, kto z dotowanym zawiera kontrakty – na przykład dotuje bary mleczne po to, by oferowane dania były tańsze: często dotacje mają za cel obniżenie cen towarów lub usług po to, by były dostępne dla mniej zamożnych obywateli. I oto jakiś niespecjalnie rozgarnięty urzędnik uznał, że jeśli bar mleczny dodał do zupy czy pierogów trochę przypraw, to cel dotacji nie został spełniony, bo jest to sprzedaż towaru luksusowego jak w zwykłej restauracji, zatem należy się zwrot dotacji.

Oczywiście to nie ma sensu, wynika z ignorancji urzędnika. W czym rzecz: w tym, że  przypadku niespełnienia przez dotowanego określonych warunków, dotacja może być cofnięta, co oznacza, że od następnego roku dotacji nie będzie otrzymywał, musi sobie radzić bez dalszego wsparcia. Ale nie może to być interpretowane jako domaganie się zwrotu pieniędzy, bo dotowany po prostu nie będzie ich miał i w ten sposób skazuje się go na bankructwo.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Tematy w dziale