0 obserwujących
10 notek
25k odsłon
812 odsłon

O ignorancji ministerialnych urzędników

Wykop Skomentuj5

Oczywiście jest problem źle wykorzystywanych pieniędzy i czasami oszustw – znamy takie z licznych przykładów. Ale to jest problem dotującego, jego rolą jest patrzeć, co dzieje się z pieniędzmi, czy są właściwie wykorzystywane, kontrolować. Dotujący musi sprawdzać dotowanego, i sam musi być kontrolowany przez władzę nadrzędną dysponującą funduszem na dotacje – to oczywiste. Dotujący ponosi ryzyko niewłaściwego wykorzystania środków, powinien to ryzyko minimalizować, ale jest to wyłącznie problem organizacyjny. Jeśli środki nie zostały wykorzystane zgodnie z celem dotacji, to jest strata, ale przyjęcie stałej reguły, że całe ryzyko jest przenoszone na dotowanego, prowadzi do jeszcze większych strat i czasami ludzkiej krzywdy, jak w przypadku tego biednego rolnika, który chciał związać swój los z Ojczyzną, zaryzykował biznes, wystąpił o dotację, wziął ją, ale biznes nie wyszedł, w wyniku czego zmuszono go do zwrotu dotacji i wypędzono na emigrację.

Oczywiście ta ogólna zasada wycofywania dotacji nie oznacza, że czasami, w przypadku oszustw i zwyczajnego naciągania, nie powinno być zwrotów dotacji, ale jest to problem trudny, decydować być może powinny sądy – ale znamy przykłady tak płytkiego podejścia sądów do trudnych problemów ekonomicznych, że jest ryzyko niesprawiedliwych wyroków, bo naszym problemem jest, że sądy wpuszczono w wyrokowanie wyłącznie na podstawie literalnego wykonywania prawa, zmorę zgodności z przepisami i procedurami, przez co tak właściwie nie ma w nich miejsca na sprawiedliwość, gdy kłóci się ona z bezduszną literą prawa. Weźmy przykład baru mlecznego, który na swą „baromleczność” otrzymał dotację i ma oferować tanie dania dla biedaków (nie daj Boże, by trafił tam jakiś makler giełdowy albo bankier, którym by się zachciało zjeść jakieś typowo polskie dania z baru mlecznego: leniwe okraszone masełkiem i posypane cukrem oraz cynamonem dla smaku, albo chrupiące placki ziemniaczane polane śmietaną, albo pachnące ruskie z cebulką i doprawione pieprzem). Ale oto kontrolerzy wyśledzili, że ceny w barze są za wysokie i za smaczne, każą zatem zwracać dotację. Mogło by być przecież tak, że bar sprzedaje swe dania za zwykłą niedotowaną cenę, a właściciel dotację po prostu zgarnia do kieszeni. To by było oszustwo, kontrolerzy zacieraliby ręce. Ale mogłoby być i tak, że dotację pochłonęły i tak wysokie koszty, bo bar ruch ma niewielki, choć biedaków na „Zielonej Wyspie” ci u nas dostatek. Przykład ten dowodzi jedynie, że po prostu trzeba akceptować ryzyko niewłaściwego wykorzystywania dotacji i dobrze zorganizować system ich rozdziału, a domaganie się zwrotu dotacji jest w tym przypadku przejawem rażącej ignorancji... nie mówiąc już o nakładaniu na ten zwrot karnych odsetek – jest to nonsens, bo instytucja publiczna nie jest bankiem, skąd zatem odsetki?

Co prawda w tym słupskim barze stwierdzono z nadzieją, że „jest jakaś szansa na pomyślne załatwienie sprawy, bo nowy projekt rozporządzenia Ministerstwa Finansów zakłada, że od 1 kwietnia lista produktów dotowanych dla barów mlecznych zostanie poszerzona o 90 surowców” – ale to przecież jakiś niezmiernie dojmujący przykład urzędniczej ignorancji, bo naprawdę nie na tym powinno polegać wspieranie barów mlecznych dla biednych ludzi. 

Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale