Otwarcie jubileuszu chopinowskiego przeszło obok Salonu niezauważone. Nie licząc pojedynczych postów (rozum.salon24.pl/159940,gramofon-chopin i może classical.salon24.pl/tag/8077,chopin) przytomnych autorów, którzy wspomnieli ostatnio kompozytora. Czy kogoś ominąłem?
Gdyby nie obecność tutaj kilku bardzo żarliwych obrońców misji kulturotwórczej mediów publicznych może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Tyle, że podniosłe dyskusje o wadze Misji świadczyć się zdają, że na takie wydarzenia Salon nie powinien pozostać obojętny.
A skoro obojętnym pozostaje?
Cóż, być może zaprzysięgli nasi obrońcy Misji na muzyce się nie znają, albo zwyczajnie, kultura nie jest ich konikiem... A może są inne powody? Ciekawe.
Dlaczego obchody są ważne?
Bo Chopin (to niby oczywistość) jest zupełnie wyjątkowy. Jest w polskiej kulturze zjawiskiem być może nawet najcenniejszym. Jakże go nie słuchać!? - w tej dramatycznej kpinie zawiera się zaskakujący ładunek prawdy..
Ponadto, jeśli dyskutujemy o sposobach wzmacniania naszej tożsamości narodowej, jeśli spieramy się o politykę historyczną i jej skuteczną realizację w skali międzynarodowej, jeśli fascynujemy się sportem i jego ogromną rolą marketingową we współczesnej polityce międzynarodowej, jeśli tak wiele chcemy dobrego (dla Polski rzecz jasna), to zaniedbywanie Chopina, jako wciąż nawybitniejszego i najbardziej charakterystycznego, a zarazem najbardziej uniwersalnego twórcy polskiej kultury, byłoby trudnym do zakwalifikowania zaniedbaniem.
I trzeba przyznać, nasze państwo sprawia wrażenie, że tego zaniedbania chciałoby uniknąć. Ważne tylko, czy znów nie mamy do czynienia z działaniami pozornymi. Z ukrytą pod oczkami w słup postawionymi, prywatą naszą codzienną.
Skądinąd Chopina można też zbanalizować i stosunkowo łatwo się pod niego podpiąć bez żadnych zasług. Dobrą, choć bardzo wycinkową, ilustracją tego są wstępne teksty z programu ostatniej gali chopinowskiej w Teatrze Wielkim. Tylko jeden z tych czterech drukowanych tekstów zasługuje w ogóle na komentarz, bo niesie jakąś treść. Zwróćmy na to uwagę - najważniejsi urzędnicy RP wypowiadają się pisemnie do licznie zgromaczonych gości na najważniejszej imprezie roku chopinowskiego! Otóż zarówno prezydent, jak i minister kultury (sic!) uważają, że wystarczy rzecz odfajkować nic nie wnoszącą mową-trawą, skompilowaną według schematu ...jakże go nie słuchać.
To robi wrażenie zwyczajowej instrumentalizacji kultury, o której najwazniejsi reprezentanci RP wiedzą zda się miej więcej tyle, ile zapamiętali ze szkoły podstawowej i urządzanych wówczas akademii ku czci. I to wrażenie wcale nie jest czymś wyjątkowym, gdy słucham wypowiedzi większości prominentnych przedstawicieli naszej administracji państwowej. Czy w tym kontekście dziwić powinno bezduszne i cyniczne podejście świata polityki do mediów publicznych? Mnie nie dziwi.
Rzeczpospolita na różne wydarzenia związane z Rokiem Chopinowskim przeznaczyła spore fundusze. Myślę, że to dobrze. Ale tym bardziej należy śledzić przebieg tych wydarzeń. Warto przekonać się, kto jaki z tych funduszy robi użytek. Szczególnie, że głównym, praktycznie monopolistycznym, dysponentem wszelkich chopinaliów jest obecnie jedna instytucja - Narodowy Instytut Fryderyka Chopina, który wchłonął w siebie niemal całą aktywność RP w tej dziedzinie. Koncerty, festiwale, nagrania, gale, dotacje, muzea - z przebudową dworku w Żelazowej Woli i Pałacu Ostrogskich włącznie. Wreszcie Konkurs, który, co warto przypomnieć, zaistniał w Dwudziestoleciu dzięki osobistemu (powiedzielibyśmy dziś - obywatelskiemu) zaangażowaniu grupy wybitnych przedstawicieli polskich elit, a dziś formalnie jest silniej upaństwowiony niż w peerelu.
Pozbawiona bitewnego zgiełku politycznej szmacianki ocena obchodów, mogłaby być dobrą podstawą dyskusji o kulturalnym mecenacie państwa w realnych warunkach i w ramach realnie działających struktur.
Wiadomo, że w dziedzinie artystycznej nie wszystko da się jednoznacznie ocenić. Muzyka klasyczna ma jednak to do siebie, że bezlitośnie obnaża każdą blagę. Widać to było w czasie kilku wykonań inauguracyjnego tygodnia... Jednocześnie stopień społecznego zaiteresowania tą niszową działalnością gwarantuje stosunkowo niski poziom emocji.
Z drugiej strony od razu można sobie powiedzieć, że już brak dużych wpadek świadczyć będzie o względnym sukcesie obchodów i pośrednio, o skutecznym wdrożeniu tego raczej kontrowersyjnego rozwiązania ochrony dziedzictwa chopinowskiego, jaki zdecydowano się wprowadzić w Polsce z inicjatywy rządu koalicji SLD z PSL.
Warto też przyjrzeć się roli, jaką spełniać w roku jubileuszu będą misyjne media publiczne - PR i TV. I nie chodzi tu pozbawiony (z punktu widzenia reklamodawców) słuchaczy II program radiowy. Mam szczere wątpliwości, czy wart jest jakichkolwiek pieniędzy program telewizyjny, który pozwoli zapomnieć swoim odbiorcom o jubileuszu. Czy spomiędzy meczów polskiej ligi piłkarskiej i ligi prezydenckiej, spoglądać będzie czasem zatroskana twarz geniusza z Żelazowej Woli?
A może będzie właśnie tak, że to ona stanie się twarzą polskiej jesieni AD 2010? Wyobrażacie sobie - Chopin człowiekiem roku 2010 licznych tygodników opinii! W końcu wcale nie jest oczywiste, kto tak naprawdę będzie dla Polski ważniejszy - zwycięzca Konkursu Chopinowskiego, czy laureat jesiennego konkursu piękności polityków. Prezydent może rządzić góra 10 lat. Zwycięzca Konkursu - kilka razy dłużej, czego przykładem znakomite ostatnio wstępy Garricka Ohlssona przed warszawską publicznością.
Czasem dobrze jest pomarzyć...



Komentarze
Pokaż komentarze (2)