Odkąd pamiętam wybory parlamentarne w III RP, często kandydaci nie mający żadnego związku z regionem (albo prawie żadnego) kandydują na Pomorzu. Kujawach Mazowszu bo tak ustaliła partyjna wierchuszka. Pierwsze wspomnienie takich praktyk to dla mnie osobiście, Adam Michnik kandydujący do sejmu z … Bytomia.. W roku 2007 Donald Tusk stał się „Warszawiakiem” .. holując za sobą do Sejmu kilkunastu kandydatów którzy uzyskali tylko kilkaset głosów poparcia…
To schizofrenia przy układaniu list ogarnęła wszystkie partie bez wyjątku.
Warto rozważyć uchwalenie jasnych przepisów Kodeksu Wyborczego, które w jednoznaczny sposób powiążą miejsce stałego zamieszkania z możliwością kandydowania z danego terenu.
Wprowadzenie np. kryterium min. dwuletniego okresu zamieszkania w określonym okręgu mogłoby by być wystarczającą zaporą do dziwacznych przedwyborczych „przemeldowań”.
Być może musiało by się to wiązać z powołaniem czegoś na kształt „listy krajowej” ale mimo wszystko byłoby to i tak rozwiązanie bardziej przejrzyste od obecnego i sprawiedliwsze od jednomandatowych okręgów wyborczych. Pozwoliłoby to na uporządkowanie sceny politycznej i ograniczyło możliwości partyjnych spin doktorów w mieszaniu wyborcom w głowach.


Komentarze
Pokaż komentarze