3 obserwujących
28 notek
44k odsłony
269 odsłon

Anatomia kryzysu: rola przywództwa

Wykop Skomentuj3

Istotą kryzysu politycznego, jego przyczyną a zarazem najbardziej charakterystyczną cechą jest niepewność. W podstawowym wymiarze rozumiana  jako zjawisko psychiczne i przeżywana przede wszystkim indywidualnie: ludzie wchodzący w skład grup znajdujących sie w sytuacji kryzysowej odczuwają niepewność co do przyszłych zdarzeń, niepewność połączoną z obawą co do własnych losów. W przypadku partii politycznej która gwałtownie traci poparcie wyborców, jej członkowie po prostu obawiają się, że wskutek przegranych wyborów przestaną być posłami i senatorami.

Niepewność rodzi lęk, a lęk obniża zdolność do podejmowana racjonalnych decyzji. Ten prosta psychologiczna zalezność prowadzi do gwałtownego obniżenia spójności grupy i pojawienia się działań chaotycznych: nieskoordynowanych i nieracjonalnych. Które, oczywiście nie prowadzą do poprawy sytuacji, wzmagają jedynie poczucie niepewności i pogłębiają kryzys, prowadząc do dezintegracji grupy a w konsekwencji - do jeszcze większej porażki wyborczej.

Dla powstrzymania procesów dezintegracyjnych kluczowe jest przywództwo. Przywódca tym właśnie różni się od zwykłego "politycznego menedżera", że potrafi w momencie kryzysu przywrócić grupie zachwianą spójnośc, a co za tym idzie - również sterowność. Jego narzędziem jest zaufanie, jakie pokładają w nim zdezorientowane jednostki. Zaufanie jest z kolei pochodną "kapitału osobistego" przywódcy: jego charyzmy, czyli zdolności do wpojenia ludziom przekonania, że tylko on może przeprowadzić ich przez okres zamętu do bezpiecznego punktu.

Charyzma, wbrew obiegowemu przekonaniu, nie jest cechą statyczną (którą się ma, bądź nie). Owszem, jest ona pochodną cech osobowości, przede wszystkim zdecydowania i odwagi, ale same te cechy nie gwarantują posiadania charyzmy. Charyzma ujawnia się dopiero w konkretnych działaniach i w procesie komunikacji. Zdolność do działania, do wzięcia odpowiedzialności za swoje działania i wreszcie do czytelnego przekazania sensu tych działań - to elementy, które składają się na charyzmatyczne przywództwo.  

Jak te teoretyczne dywagacje mają się do sytuacji w Platformie Obywatelskiej?

Przywództwo Ewy Kopacz w PO nie było do tej pory testowane, opierało się na kompromisie kluczowych frakcji w partii. Ewa Kopacz została premierem decyzją Donalda Tuska, a na stanowisku p.o. przewodniczącego została zaakceptowana, ponieważ nie zagrażała żadnej z tych frakcji.

Porażka w wyborach prezydenckich wymagała wzięcia odpowiedzialności za nią i wyciągnięcia wniosków oraz narzucenia jakiejś wizji przyszłości. To właśnie takie momenty stają się testem przywództwa. Można to było zrobić np. poprzez zwołanie Konwencji Krajowej i przeprowadzenia jej w taki sposób, aby stworzyć wrażenie "nowego otwarcia". Choćby i pod banalnymi hasłami powrotu do korzeni i naprawiania "błędów i wypaczeń". Byłby to czytelny sygnał do rozczarowanych wyborców, że ich rozczarowanie zostało dostrzeżone, a partia wyciąga z niego wnioski. Wymagałoby to jednak od Kopacz gotowości do wejścia w rywalizację z partyjnymi konkurentami i stawienia im czoła (gdyż przyznając się do porażki zawsze prowokujemy rywali do rzucenia nam wyzwania). Jednak pokonanie rywali oznaczałoby jej wzmocnienie, a narzucenie wizji skutkowałoby mobilizacją i wzrostem zaufania partyjnego aparatu. Petru, nawet gdyby się pojawił, nie stał by się aż taką pokusą.

Na Konwencji premier mogłaby narzucić delegatom własną wizję przyszłych działań i to na Konwencji - a nie na posiedzeniu klubu parlamentarnego - powinny paść słowa "jeśli ktoś chce odejść z PO lub uważa, że będzie lepszym przywódcą to niech wstanie i powie to teraz". Bo ich wypowiedzenie na wczorajszym posiedzeniu klubu w Jachrance nie jest testem przywództwa, jest tylko zabawą w przywództwo. Moment na wzięcie odpowiedzialności za porażkę minął, a zamiast wizji jak porażkę przezwyciężyć, wybrano pasywność i strategię "nic się nie stało". Chwiejny kompromis pomiędzy frakcjami trwa nadal, jednak jego spoiwo jest bardzo kruche: jest nim wyłącznie przekonanie, że Kopacz jako lider zaszkodzi partii mniej, niż próba wymiany lidera.

Oznacza to, że nie zmniejszyło sie poczucie niepewności pojedynczych członków partii. Kryzys nie został zażegnany, atrakcyjność Nowoczesnej Tratwy będzie rosła, a nie malała. Jeśli członkowie PO (a nie daj Boże struktury) zaczną przechodzić do Petru, wówczas kompromis frakcji stanie pod znakiem zapytania, tym bardziej jeśli spadać będą notowania (w oczywisty sposób oba zjawiska są ze sobą wzajemnie sprzężone). Wówczas może okazać się, że koszt przywództwa Kopacz jest wyższy niż koszt wymiany lidera, a w wyborach parlamentarnych zobaczymy trzy Platformy: K-PO, Sch-PO i Nowoczesna-PO. Skróty rozszyfrujcie sami :)

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale