3 obserwujących
28 notek
44k odsłony
1366 odsłon

Starcie cyborgów z polityką w tle

Wykop Skomentuj24

Kilka wniosków z wczorajszej debaty. Co ciekawe, częściowo wzajemnie sprzecznych.

Po pierwsze - króluje postpolityka. Na ekranie nie oglądaliśmy wczoraj żywych ludzi, tylko dwa cyborgi, dostarczające wcześniej ustalony i starannie rozpisany przez sztaby przekaz. Przekaz ten musiał być umiarkowany, gdyż podręcznikowo, żadna z pań nie walczyła o to, żeby debatę wygrać, lecz o to, żeby jej nie przegrać. Dodatkowo, wyraźna przegrana PEK nie leżała w interesie PiS, gdyż ułatwiałaby drogę do Sejmu mniejszym ugrupowaniom (słaby występ PEK = głosy odpływają z PO na ZLew i .N; na marginesie obstawiam, że w debacie wszystkich komitetów zobaczymy sojusz PEK i BSz przeciwko małym partiom). Oglądalismy więc nudny festiwal dukania sloganów i wtykania rytualnych szpilek, generalnie poziom błyskotliwości i świeżości był zbliżony do prowincjonalnego przeglądu debiutów kabaretowych. I nic dziwnego, ta debata adresowana była głównie do bywalców kabaretonów czyli do wyborców niezdecydowanych.

Starcie cyborgów z polityką w tle

Ta sztuczność i bezbarwność to dowód na, jak to się ładnie mówi, "profesjonalizację polityki". Nie ma już miejsca na przypadek, pełna kontrola nad komunikacją; nie ma co liczyć na to, że AD 2015 ktos komuś poda nogę lub w jakikolwiek sposób wychyli się poza granice zdefiniowane jako obowiązujące dla danego targetu. Ale to zarazem oznacza, że w starciu równorzędnie wytrenowanych cyborgów o zwycięstwie lub porażce zadecydują nie pojedyncze, techniczne potknięcia któregoś z nich, lecz głos liderów opinii, przede wszystkim internetowej. To oni narzucą post factum interpretację debaty - ale ich interpretację można inspirować.  Dlatego uważam, że to Szydło wygrała wczorajsze show, wygrywając - jak to określił Tomasz Żukowski - czwartą rundę, czyli briefing po debacie. Jednoznacznie przedstawiła się jako zwycięska, emanująca pewnością siebie i narzuciła to wrażenie komentatorom. Paradoksalnie dowodzi to również, że aby wygrać, trzeba odejść od sztuczności i zrzucić maskę cyborga.

Z wrażeniem "postpolityczności" dominującym w wizerunku i przekazie kontrastuje tło, czyli pytania. Były one w tej debacie tylko tłem (jak to ktoś zauważył "pytania nie przeszkadzały debatujacym"), ale wyłaniał się z nich zarys pewnego merytorycznego sporu o Polskę. Treść tych pytań definiuje ramy, w których dokonywane będa wybory kierunków polskiej polityki:

- co Polacy zbudowali dobrze, a co wymaga naprawy?

- W jakich sprawach nam po drodze z Unią Europejską, w jakich nie?

-  Jak Polska w następnej kadencji ma ułożyć relację z Rosją Putina?

Ktoś powie że to banalne, ale te pytania absolutnie nie istniały w 2011 roku, a w zasadzie nie były tak formułowane nawet w tegorocznych debatach prezydenckich, które w znacznie większym stopniu niż wczorajsze starcie kręciły się wokół kwestii szczegółowych i pozbawionych znaczenia (kopalnie, ulgi podatkowe) lub światopoglądowych i pozbawionych znaczenia (in vitro). Tymczasem polski los w najbliższej dekadzie rozstrzygnie się właśnie wokół trzech powyższych pytań: nasze miejsce w UE, nasz stosunek do Rosji i pomysł na urządzenie Polski po okresie powierzchownej modernizacji.  Dlatego pojawienie się tych pytań uważam za ważne i symptomatyczne. Polskie życie publiczne po "epoce Tuska" i doktrynie "ciepłej wody w kranie" powraca do polityczności, choć na razie dzieje się to stopniowo. To że panie Kopacz i Szydło nie zaprezentowały głębszej i bardziej kompleksowej diagnozy w odniesieniu do tych kwestii to z jednej strony syndrom postpolityki, ale z drugiej - niepokojący objaw, rodzący pytanie o ich kwalifikacje do przywództwa. Bo od trafnej odpowiedzi na te trzy pytania zależy przyszłość Polski.

Wykop Skomentuj24
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale