53 obserwujących
45 notek
222k odsłony
4764 odsłony

Jarosław Kaczyński : PO to postkomuna

Wykop Skomentuj57

W Polsce, dzięki między innymi braku równowagi medialnej, istnieje ogromna różnica między bytem, a świadomością całych grup ludzi. Tylko szeroki front poparcia dla PiS może to przełamać. Chodzi o to, żeby zrozumiano, że tym razem to już naprawdę gra o wszystko, że chodzi o całkowitą przebudowę Polski, o odrzucenie tradycji Kościoła, o radykalne zdegradowanie Polaków, zniesienie wszelkich przesłanek naszej nie tylko politycznej, ale także religijnej i kulturowej suwerenności -z Jarosławem Kaczyńskim, prezesem PiS rozmawiają Joanna Lichocka i Tomasz Sakiewicz

Jest pan zadowolony z wyników referendum?

Byłbym, gdyby udało się odwołać panią Hannę Gronkiewicz-Waltz, bo jest fatalnym prezydentem. Ale nie jest tak, że nie mamy powodów do satysfakcji. Jeśli wziąć pod uwagę jak szeroki front ludzi nawoływał do bojkotu referendum oraz to ilu wyborców zazwyczaj bierze udział w takich przedsięwzięciach, to wynik jest całkiem dobry. Frekwencja była wyższa niż w Elblągu, w Łodzi, czy w Częstochowie, gdy odwołano prezydentów. Trzeba też dodać do tego jeszcze jeden fakt – referendum stało się w istocie jawne.

Do bojkotu nawoływał premier, prezydent, prezydent Warszawy, marszałek sejmu…

W tej sytuacji decyzja o pójściu do referendum była powiedzeniem - jestem przeciwko temu, co się dzieje w Polsce, chcę zmienić władzę. Jeśli w Warszawie, w miejscu dość specyficznym, ponad 300 tysięcy osób podpisało się pod takim postulatem, to nie jest najgorzej. Myślę, że w warunkach tajności byłoby ich dużo więcej.

Presja władzy sprowadzała się do komunikatu – idziesz do referendum jesteś „pisior”. 

Wybory więc rzeczywiście nie spełniały wymogów konstytucyjnych. Było tyle różnych nadużyć, z brakiem tajności na czele, że  w praworządnym państwie pewnie byłoby unieważnione. U nas nie ma co w tej sprawie mieć złudzeń.

Tylko, że politycy PiS nie mówili o tym zbyt dobitnie przed referendum. W połowie sierpnia Janusz Wojciechowski napisał na swoim blogu, że premier i prezydent łamią prawo naciskając na urzędników zależących od PO by nie szli głosować. A potem cisza. Dlatego Donald Tusk może mówić: ”jak rozumiem jest to reakcja tych, którzy przegrali, bo tydzień, dwa, czy trzy tygodnie temu tych zastrzeżeń nikt nie zgłaszał”. 

Nie jest tak, że nikt nie zgłaszał zastrzeżeń i faktycznie pierwszy był Janusz Wojciechowski. Myśmy jednak zastanawiali się nad tym, czy wokół tego prowadzić kampanię i doszliśmy do wniosku, że możemy jeszcze bardziej wystraszyć wyborców.

Uświadamiając im jeszcze dobitniej niż PO istotę tego szantażu?

Chodziło nie tylko o urzędników komunalnych czy państwowych, szantaż dotyczył znacznie większej grupy ludzi. W Warszawie jest ogromna liczba firm, które są uzależnione od państwa. Ilu ich właścicieli i pracowników nie poszło do referendum w obawie, że to będzie źle widziane, że zachwieje to dobrymi relacjami z urzędami zarządzanymi przez PO? Hasło, że idzie na wybory ten, kto się sprzeciwia obecnej władzy wprowadziło mechanizm, w którym znaczna część mieszkańców Warszawy szczególnie tych, którzy zapewniają rodzinom utrzymanie mogła się czuć nieswobodnie. Także ich małżonkowie, czy będący w tym samym gospodarstwie domowym inni członkowie rodziny.

Do mediów niezależnych docierały sygnały, że szefowie urzędników wprost zalecali podwładnym bojkot referendum.

Wiemy, że to był mechanizm,  w którym posuwano się  bardzo daleko. Jednocześnie PO tworzyła różne racjonalizacje decyzji o bojkocie – wiedzieli, że samo straszenie mogłoby być nieskuteczne, bo nie wszyscy wyborcy chcą przed sobą przyznawać się do postawy opartej na strachu. Zatem mówiono, że referendum nie ma sensu – bo za rok wybory, może się wszystko jutro poprawi. Jednak mimo tej profesjonalnej operacji zabrakło do ważności referendum zaledwie 45 tysięcy głosów.

Napisał pan wspólnie z prof. Piotrem Glińskim list w sprawie łamania standardów demokratycznych, PiS składa projekt ustawy, która ma temu przeciwdziałać. Nikt inny jednak, żadne organizacje, elity , politycy nie oburzają się.

List napisaliśmy, a jeśli chodzi o protesty, to cóż, praworządność jest atrybutem pewnego typu organizacji społeczeństwa, którego elementem jest też pewien rodzaj mentalności elit. Te warunki nie są u nas spełnione, prawo staje się wręcz instrumentem w ręku grup i jednostek społecznie silniejszych. Rozkład sił jest daleki od równowagi, a o elitach można tylko powiedzieć, że są pożal się Boże…

Zdaniem TNS tylko 56% wyborców PIS z poprzednich wyborów poszło do referendum. Nie udało się ich zmobilizować.

Nie brałbym zbyt poważnie pod uwagę tych liczb, wiadomo, że wszystko to służy do tego, by uderzać w PiS i we mnie osobiście. Zresztą atakującym nie przeszkadza używanie argumentów wzajemnie się wykluczających. Z jednej strony słychać, że Kaczyński odstraszył wyborców swoją straszną fizjonomią, z drugiej, że ich nie zmobilizował. (śmiech). Ale jeśli chodzi o brak mobilizacji elektoratu PiS to myślę, że coś w tym jest. Struktura wykształcenia wyborców pokazuje, że faktycznie do referendum nie poszła część naszego elektoratu. Wyborcy PiS stanowią klasyczny elektorat przekrojowy – mamy mniej więcej takie samo procentowe poparcie we wszystkich grupach wg poziomu wykształcenia. Tymczasem do referendum poszli niemal wyłącznie ludzie z wyższym wykształceniem i średnim lub pomaturalnym. Z wykształceniem niepełnym i zawodowym było tylko kilka procent. To znaczy, że my do tych słabiej wykształconych wyborców nie dotarliśmy. Gdyby oni poszli, dziś Hanna Gronkiewicz Waltz nie rządziłaby Warszawą.

Wykop Skomentuj57
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale