0 obserwujących
49 notek
56k odsłon
  281   0

Powyborczy staff

Patrząc na sejmową salę z perspektywy mówcy czy Marszałka Sejmu można przyjrzeć się zmianom jakie dzięki wyborom zaszły na naszej scenie politycznej. Wybory wyborami, ale obecne gry, zmiany sojuszy wewnątrzpartyjnych, dyskusje publicystów, analizy kto zyskał, kto stracił i cała reszta tego staffu to nic więcej jak pierwsze przymiarki do powyborczej rzeczywistości. W której wszyscy będą musieli się odnaleźć a to jak to zrobią przełoży się na praktykę pracy sejmowej i jej przełożenie na przyszłe preferencje wyborców.

Obie główne partie mniej więcej utrzymały swój stan posiadania foteli sejmowych. Niemniej obie dostały od wyborców prztyczka. Obie zebrały mniej głosów – PO o około 1,1mln a PiS o około 1mln. Mając na uwadze, iż jednocześnie ogólna liczba głosujących była mniejsza o 1,1mln oznacza to, że utrzymanie stanu posiadania w Sejmie jest raczej efektem przyjętej metody przyznawania mandatów i rozdrobnienia konkurencji niźli skutecznej kampanii.

Jeśli już o kampanii mowa to kilka kwestii wydaje się być pewnych. Przede wszystkim Platforma Obywatelska nie wygrała wyborów. Wygrał je Donald Tusk. Gdyby nie wsiadł do autobusu byłoby pozamiatane, a już całą pewnością różnica byłaby mniejsza. Podobnie do wyniku PO przyczyniło się to co Jarosławowi Kaczyńskiemu wymskło się na temat Angeli Merkel i części mediów. Na chwilę wrócił ten prezes przeciwko któremu głosowano w 2007 roku. Łącząc to ze spadkiem ogólnej liczby głosujących i nieproporcjonalnie większym spadkiem głosujących na PO pozwala to świętować historyczny sukces, ale z refleksją, iż za cztery lata już nie będzie tak łatwo. Za cztery lata wyborca nie będzie się bał głosować na alternatywę bo Palikot udowodnił, że nasza scena polityczna nie jest tak szczelna jak się niektórym wydawało. A i PiS może nie być już żadnym straszakiem – może go wcale nie być.

Z kolei PiS tradycyjnie – zanurza się w swój matrix. Niby wyniku prezes nie kwestionuje, ale jego niedoszli, a nawet doszli parlamentarzyści o fałszerstwie publicznie krzyczą. Publicyści gazet o nakładzie bliskim dwustu tysięcy egzemplarzy snują paranoiczne teorie o konieczności budowy własnych mediów bo ich brak przyczynił się do przegranej. Bo oczywiście te istniejące media szykanowały PiS, zadawały prowokacyjne, tendencyjne pytania. Oczywiście teorie swe snują w prasie dostępnej w każdym kiosku i to nie spod lady.

A co tak na prawdę się zemściło? Wspomniane wcześniej prezesowe wymsknięcia, kibolskie awantury i wożący ich autobus „przypadkowo” wiązany z fundacją z kolei związaną z kandydatem PiS, monotematyczność kampanii w terenie. Jeśli PiS był w stanie zniechęcić swoich zwolenników tematem katastrofy Smoleńskiej to znaczy, że ten tema był zdecydowanie nadużywany. Wynikałoby też z tego, że PiS przefajnował z prezesem w upudrowanej masce i brakiem realnej oferty dla szerszego wyborcy zainteresowanego realnymi problemami, a nie tymi z mediów „nie spod lady”. Przekonał bezwzględnie przekonanych i tyle. Szkoda, że ich tak wielu.

Zresztą można odnieść wrażenie, że PiS uwierzył w swój własny wykreowany matrix. Bo jak inaczej nazwać odwiedziny polityków PiS u aresztowanego za rozbój kibola. W efekcie Zbigniew Romaszewski już jest byłym senatorem, co zdaje się świadczyć, iż powiedzenie, że „wróg mojego wroga...” niekoniecznie zawsze sprawdza się w praktyce.

A w tym wszystkim spokojnie siedzi Waldemar Pawlak ze swoim PSL. Nic dodać, nic ująć. Przy obecnym składzie Sejmu ma gwarantowany udział w rządzie, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że mimo wszystko PO ma alternatywę w postaci praktycznie każdego, poza PiS, ugrupowania.

Po lewej stronie naszej sali sejmowej mamy niezwykle frapującą sytuację. Teoretycznie do Sejmu weszły dwie lewice: Sojusz Lewicy Demokratycznej i Ruch Palikota. W mediach przewijają się spekulacje co z Napieralskim, czy Kalisz przejmie po nim przywództwo pod patronatem Aleksandra Kwaśniewskiego, czy może Wojciech Olejniczak, a może przejdzie do Palikota. Czy RP wraz z PO wchłonie po części SLD, czy w końcu SLD nie powinno połączyć się z PO. Dywagacje równie ciekawe co zbyteczne.

Bo czy to się komukolwiek opłaca? Oczywiście zarówno PO, jako partia rządząca, jak i RP nie omieszkają przyjąć pod swoje skrzydła kilku sierot po starej lewicy jeśli takowe się pojawią, to oczywiste. Niemniej po co brać na siebie cały bagaż SLD? Z kolei czy Palikotowi opłaca się układ z SLD a jego wierchuszce z Palikotem? Tym bardziej nie.

Ugrupowanie Palikota jawi się obecnie jako nieprzewidywalna zbieranina, w dodatku dość karnawałowa, by nie rzec groteskowa. Dlatego wątpliwym jest by takie tuzy lewicy jak Kwaśniewski, Kalisz czy Miller chcieli z nim współpracować bliżej niż jako partie sejmowe (już się słyszy o kooperacji oraz zachowaniu politycznej i organizacyjnej odrębności). Partner niepewny i przez to możliwe, że kosztowny, tym bardziej jeśli styl sprawowania władzy w RP odbiega od przyzwyczajeń wyniesionych z SLD. Z dwojga złego chyba jednak lepiej pretendować do miana „Odnowiciela” niż wchodzić w niepewny alians.

Z drugiej strony po co Palikot miałby w tej chwili wyciągać rękę do konkurencyjnej wobec niego lewicy? Bardziej trzeci już w Sejmie nie będzie bo i po co? Obecny stan posiadania to i tak dostateczna pozycja by mógł uzurpować sobie prawo do przewodniczenia polskiej lewicy i nadawania jej tonu. Co zresztą już czyni ogłaszając spotkanie z Kwaśniewskim i Kaliszem by rozmawiać o przyszłości. Dlatego czy nie lepiej mu poczekać, aż SLD samo się wydusi? Na przejęcia jest jeszcze czas a trudno uwierzyć, by pełny proces odbudowy SLD dało się zrealizować do kolejnych wyborów parlamentarnych.

Niemniej na Ruch Palikota w sumie zagłosowało prawie półtora miliona naszych współobywateli, a nie kosmitów, dając mu w ten sposób lepszy wynik niż partii o stuletniej tradycji i drugiej wygodnie od lat usadowionej w polskim Sejmie. To raczej winien być przyczynek do badań socjologicznych nad tym faktem a nie kpin czy darcia szat. Przestrzegałbym tych wszystkich, którzy obecnie nie doceniają Ruchu Palikota i wyrażają się o nim z lekceważeniem. Ten ruch jest odpowiedzią na konkretne zapotrzebowanie, w dodatku którego nie potrafiły zaspokoić inne, istniejące ugrupowania. Dlatego interesujące mogą być wyniki badań nad elektoratem PO i SLD, a zwłaszcza jaką partię wskazuje on jako drugiego wyboru. Wyniki wyznaczą jak bardzo te partie winny się bać. A na pewno bać się powinna PO bo, wedle badań TNS OBOP, prawie połowa głosujących na RP w tych wyborach w 2007 głosowała na PO.

Podobnie niestosownymi się jawią utyskiwania na „ludzi znikąd” i „bez doświadczenia”. Zapomniał wół jak cielęciem był i w ławach sejmowych przynajmniej się rodził, nieprawdaż? No i na koniec – nic tak nie uwiarygodnia Ruchu Palikota jak głośne i nieustające jego deprecjonowanie. Zwłaszcza w polskiej mentalności. Nie liczyłbym też na rozpad RP – oni są na fali, a to jest drugie, po lekceważeniu, spoiwo. Niemniej, tak czy inaczej, pierwszym testem wiarogodności dla obu lewic będą wybory samorządowe w 2014 roku.

 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale